- Nekromancja
- 08-02-2010 | Piotr Dudała
Nad Jodłowcem niebo nagle pociemniało. Gęste chmury wisiały nad całą wsią. Sino-brązowe kłębowiska niebios całkowicie przysłoniły słońce i ani jeden jasny promień nie mógł się przecisnąć. Ktoś krzyknął, że to koniec świata. Gdzieś zapłakało dziecko. Ludzie trącali się i przewracali. Wszyscy strachliwie kryli się w domostwach.Ulice i drogi (i te uklepane, i te dziurawe) opustoszały. Nawet koło karczmy, prowadzonej przez kupców z dalekiego Imperium Osmańskiego przy placu z pomnikiem jodłowieckiego barda, nie było kolejek po kebaby (co niezwykle rzadko się zdarza). Na ziemię runęły tony śniegu. Zapanowała wielka zamieć.
W pewnej chwili jodłowiczanie usłyszeli, jak ciemne chmurzyska rozcina potężna błyskawica. Zaciemniona wieś na chwilę została oświetlona, po czym znów zapadł mrok. Po krótkim czasie wszystkich zaskoczył kolejny błysk. Burzą w środku zimy zdziwiony był każdy. Baby lamentowały, wzywając wszystkich świętych na pomoc, dziatki rzewnie płakały, kryjąc się pod łóżkami i w szafach. Tymczasem huk za hukiem terroryzował Jodłowiec.
Gregor „Wiesiek" Czeladzki biegł do zamczyska króla, podtrzymując portki, bo nie zdążył zapiąć paska. Co chwilę się potykał i przewracał na nieodlodzonych chodnikach. Bał się tej dziwnej burzy. Czy rzeczywiście to koniec świata? Może ci z niebieskiego sztandaru znowu coś wymyślili? A może radny Napadus posiadł moc sterowania pogodą i cały zamek rozwali piorunami?
Rzecznik po szalonym pędzie wpadł do komnaty króla. Zastany widok zaskoczył go jeszcze bardziej niż burza. Kwasimierz Dolinny stał na środku pokoju z jakimiś zakapturzonymi postaciami. Wszyscy trzymali się za ręce. Monarcha spojrzał na Czeladzkiego i tylko syknął: -Wiesiek, ty gamoniu. Cicho, bo wszystko zepsujesz!
Przed grupą skrytych w habitach mężczyzn stała wielka, szklana kula. Wiesiek spostrzegł, że w jej środku kotłują się jakieś niebieskie światła, jakby ktoś nawrzucał do środka dziesiątki małych piorunów. Teraz wszystko pojął. Tajemnicze śpiewy, kula, kaptury. -Nekromancja, rany boskie! Król tajemne moce wywołuje - powiedział cicho sam do siebie. - Nie moce tylko duchy, a właściwie ducha - uśmiechnął się z błyskiem w oku Rychu Łgawski, który pojawił się za plecami wystraszonego rzecznika. -Ducha towarzysza Kierka Kwasik wywołuje - dodał po chwili Łgawski, nie odrywając oczu od tajemniczego kręgu zakapturzonych postaci.
Nagle jeden z małych błysków poraził króla. Ten upadł na podłogę. Kaptur spadł z głowy, a oczy pootwierały się wszystkim jeszcze szerzej. Nad zebranymi nekromantami pojawiła się duża twarz dawnego bohatera Jodłowca. Królowi zatrzęsła sie broda, a w oczach pojawiły się łzy.
- Udało się! Witaj - wymamrotał król.
- Mów bracie o co chodzi. Od partyjki szachów z Komułką mnie oderwałeś! - huknął duch.
- Chciałem zapytać tak wielki autorytet.... Yyyyyy, noooo... Jak ludzi przekonać do siebie, by wybory wygrać?
- Musisz Kwasiu zbudować... - zaczął przemawiać duch i wszystkie postacie nachyliły się, by dobrze usłyszeć receptę na zwycięstwo w wyborach. -Zbudować musisz jodłowiczanom piękny duży sklep, ale w centrum wsi, by mieli blisko! - rzucił głośno duch.
- Już mają, już zbudowałem! I nie tylko zakupy ludzie tam robią, bo i w kręgle można pograć i zjeść dobrze - odparł Kwasimierz.
- No to kominy byś ludziom wreszcie poburzył, bo tylko dymią.
- To też już zrobione - odrzekł król.
- Tak? No to zrób z Wieśkiem coś ważnego dla Jodłowca. Coś, co będzie przyciągać ludzi z całego kraju.
- Żeśmy już zrobili. Expo! Expo! Expo! - Wiesiek zaczął się drzeć tak głośno, że Łgawski musiał go szturchnąć.
- Cóż. Nowe czasy w Jodłowcu. W ramach jednania się z kościołem może byś groszem księżom rzucił? - zaproponował Kierek.
- Oj wielki. Już zrobione! Będzie barka na placu, wielka! Ludzie będą śpiewać. Wszystkim sprawiedliwie rozdzieliłem. Wielki sklep mieszkańcom, kościołowi pomniki i krzyże, wszystkim krajanom piękne hale wystawiennicze...- wyliczał król.
- No, no. Dobrze czynicie. Dobrze. Rokujecie Kwasiku, rokujecie. No to może byście wielki stadion piłkarski wybudowali, taki za miliony euro?
- Oj! Jak to zrobić?
- Pogadaj z królami innych zagłąbiowskich wsi. Pogadaj...
- Postaram się.
- Acha! I jak spotkacie Dadałę, to mu przekażcie, że jak nie odwali się od ronda mojego imienia, to go osobiście tak kopnę w... - i tu transmisja z zaświatami się urwała.Wtem niebo pojaśniało, a nekromanci dworscy zdjęli kaptury. Gdy rozjaśniło się także w komnacie, oczom zebranych ukazał się klęczący Kwasimierz z wyraźnym i szczerym uśmiechem, iż tak wielka postać namaściła jego rządy...
Skryba Trzewicki, Koniec części XLVI
www.e-sosnowiec.pl
Słowo nekromancja pochodzi od greckiego νεκρός nekrós – martwy, jednak od średniowiecza zwyczajowo łączy się nekromancję z Magią Ziemi oraz przyzywaniem demonów (zobacz też: demonologia). Obrzędy nekromantyczne często nazywa się eksperymentami.
W literaturze fantasy, nekromancją nazywa się również dziedzinę magii polegającą na ożywianiu zwłok lub szczątków ludzkich (zob.: nieumarły). Za szczytowe osiągnięcie tak pojętej nekromancji uważany jest dający swoistą nieśmiertelność proces transformacji nekromanty w licza, podczas którego nekromanta umiera, lecz zostaje własną magią przywrócony do funkcjonowania jako nieumarły.
Szkoda czasu wchodzić na nią...
A może zmienił się Redaktor???
Kierek i Komułka! Towarzystwo w sam raz!
., zamieszczono: 08-02-2010 21:42
Najlepszy odcinek.
Iznogud, zamieszczono: 08-02-2010 20:38
Dobre :-)
PS. To zamek... tfu! ratusz Napadus też chce zlikwidować, bo się utrzymanie nie opłaca?
Igpr, zamieszczono: 08-02-2010 18:57
Jadą na Gierku, jadą. Tylko jak długo można? Dosyć tej nekromancji!
chchchaaaaaaaaa!!!!, zamieszczono: 08-02-2010 17:09
ubawiłem się!!!!
chchchaaaaaaaaa!!!!
chchchaaaaaaaaa!!!!
Jurek ogórek, zamieszczono: 08-02-2010 16:51
Trafione w dziesiątkę! Brawo!