Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Radom, czyli początek końca dekady Gierka

Obejmując w grudniu 1970 roku stanowisko I Sekretarza KC PZPR Edward Gierek obiecywał polskiemu społeczeństwu zmianę wewnętrznej polityki i poprawę warunków życia. Po siermiężnej epoce Gomułki Polska pod rządami nowej ekipy miała stać się krajem nowoczesnym i bardziej otwartym. Jednak by zrealizować swoje cele nowa ekipa musiała szybko odnieść sukcesy gospodarcze, które pozwoliły by jej zdobyć zaufanie społeczeństwa. Jednak w warunkach centralnie sterowanej gospodarki socjalistycznej szybka poprawa jakości życia, czyli zwiększenie płac realnych i produkcja wysokiej jakości dóbr konsumpcyjnych nie była wcale łatwa. Zastosowano więc rozwiązanie bardzo proste ale na dłuższą metę bardzo krótkowzroczne – pożyczono pieniądze w zachodnich bankach, oraz sprowadzono stamtąd technologie i licencje na produkcję wielu artykułów i urządzeń wcześniej trudno osiągalnych w PRL-u.



Jedną z podstawowych dyrektyw „ekipy Gierka” było zamrożenie cen przy pozostawieniu w swobodzie wysokości płac realnych. Decyzję taką podjęto ostatecznie w ’72 roku. W wyniku czego ceny przez kilka laty były na stałym poziomie, a płace realne się zwiększały, przez co powstało złudne zjawisko realnej poprawy jakości życia. Jednak w rzeczywistości zjawisko zamrożenia cen generowało podskórne kłopoty jakimi był brak zbilansowania wpływów i wydatków. Jednak zamiast przerwać tą niepokojącą tendencję poprzez uwolnienie cen Gierek postanowił załatać tę dziurę nowymi pożyczkami z zachodu.

Wprowadzenie podwyżek

Moment wprowadzenia podwyżek odwlekano jak się tylko dało. Jednym z motywów takiego działania była zapewne pamięć o okolicznościach zmiany na szczytach władzy, której dokonano w grudniu ‘70 roku. Gierek dobrze pamiętał, że główną przyczyną osiągnięcia przez niego stanowiska I sekretarza były błędy jego poprzednika – wprowadzenie podwyżek na mięso i inne artykuły spożywcze, co spowodowało masowy opór i „masakrę na Wybrzeżu”. Z tego powodu za wszelką cenę chciał uniknąć tego scenariusza w odniesieniu do swojej osoby, lecz zamiast podjąć twarde i konkretne decyzje mamił społeczeństwo „propagandą sukcesu” i mitem silnej Polski, w którym rzekomo PRL był „dziesiątą potęgą gospodarczą świata”.

Jednak po kilku latach stosowania takiej polityki i odwlekania tej trudnej decyzji nadszedł, w końcu moment, w którym nie można już było dłużej czekać. Czas ten nadszedł w czerwcu 1976 roku.

24 czerwca 1976 roku w transmitowanym przez radio i telewizję przemówieniu sejmowym premier Piotr Jaroszewicz przedstawił plany podwyżki cen żywności. Według tych propozycji ceny mięsa miały podrożeć średnio o 69%, drobiu o 30%, cukru o 100%, fasoli i grochu o 30%, natomiast ryby miały podrożeć „w podobnej skali jak mięso” a ceny masła i serów wzrosnąć o ok. 50%.

Podwyżki te miały zostać zrekompensowane poprzez nieznaczny wzrost plac realnych, według kryteriów „kto więcej zarabia – dostanie większą rekompensatę”, i tak zarabiający do 1300 zł miesięcznie mieli dostać podwyżkę 240 zł a np. zarabiający powyżej 8000 zł – 600 zł rekompensatę. Niestety nie miało to wiele wspólnego z zachowaniem zasady równości szans, którą tak chełpiła się peerelowska propaganda.

Znamiennym jest też fakt, że podczas swojego przemówienia Jaroszewicz nie ogłaszał ostatecznej decyzji o wprowadzeniu podwyżek a jedynie przedstawiał propozycję, która miała być poddana społecznej konsultacji. Podwyżki te miały zostać wprowadzone 28 czerwca, a ogłoszenie tych „propozycji” było wyrazem zaufania partii wobec społeczeństwa- „Rząd jest głęboko przekonany, że ludność nie zawiedzie tego zaufania” – oświadczył Jaroszewicz.

Przygotowania do fali protestów

Jednak proponowane „konsultacje” były jedynie grą pozorów mającą na celu sprawić wrażenie, ze decyzja o podwyżkach nie została jeszcze podjęta. W rzeczywistości już kilka tygodni wcześniej MSW rozpoczęło przygotowania do operacji „Lato ‘76” zabezpieczającej wprowadzenie podwyżek i inaczej niż w grudniu ‘70 roku przewidującej scenariusz wybuchu społecznego niezadowolenia. Jednym z profilaktycznych działań tej akcji było powołanie na „ćwiczenia wojskowe” osób niepewnych politycznie. W ten sposób do specjalnego ośrodka wojskowego w Budowie Koszalińskim trafili z początkiem czerwca ’76 przywódcy strajków studenckich z ’68 r., członkowie komitetów strajkowych z lat 1970-71 a także „element wywrotowy” czyli głównie ludzie, którzy w swoich zakładach pracy popadli w konflikt z kierownictwem i aktywem partyjnym. Prócz tego „koronnym argumentem” potwierdzającym fikcyjność konsultacji jest fakt, że w dni przemówienia premiera Jaroszewicza nowe cenniki zostały już rozesłane w zaplombowanych workach do wszystkich województw. Tak więc operacja wprowadzenia podwyżek cen była, patrząc na to od strony władzy, przygotowana o wiele lepiej niż w ‘70 roku. Czekano więc na ewentualną konfrontację, która jak się okazało nadeszła już dzień później.

RADOM

Radom nie był miastem które w jakiś znaczący sposób czerpało profity z sukcesów gospodarczych „epoki gierkowskiej”. Według wszelkich statystyk dotyczących mieszkalnictwa, służby zdrowia, handlu i usług znajdowało się ono na „na szarym końcu” miast wojewódzkich, a województwo radomskie było jednym z najbardziej zaniedbanych ekonomicznie i społecznie regionów PRL. Głównym zakładem produkcyjnym Radomia były Zakłady metalowe im gen. „Waltera” (przed wojną i obecnie noszące nazwę „Łucznik”), produkujące maszyny do szycia, maszyny do pisania i przede wszystkim broń, na czele ze słynnym karabinem maszynowym AK „Kałasznikow”. I właśnie w Zakładach „Waltera”, dzień po ogłoszeniu „propozycji” podwyżek, 25 czerwca rano, doszło do rozpoczęcia protestu, który szeroko odbił się echem w całym kraju.

Pracę w „Walterze” przerwano już o 7.00 rano, a uczyniła to jedna z załóg, która przez około godzinę agitowała robotników z innych części zakładu do rozpoczęcia strajku. O 8.20 około tysiąca pracowników „Waltera” opuściło teren fabryki i udało się w kierunku innych zakładów. I tak stopniowo do protestu przyłączyły się: Zakłady Sprzętu Grzejnego, „Radoskór”, Fabryka Wyrobów Ogniotrwałych, ZNTK, Wytwórnia Telefonów i Zakłady Tytoniowe. Tuż przed dziesiątą dwutysięczny tłum dotarł pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego. Podczas marszu i już pod samym komitetem śpiewano hymn narodowy, „Międzynarodówkę” oraz wykrzykiwano m.in. hasła : „Precz z podwyżką, „Jesteśmy głodni”, „Chcemy chleba i wolności”.

Zgromadzony pod komitetem tłum domagał się rozmowy z I sekretarzem KW PZPR Januszem Prokopiakiem na temat podwyżek cen. Około 11.00 do tłumu wyszedł sekretarz KW Jerzy Adamczyk, który apelował o rozejście się, jednak z powodu wrogiej reakcji tłumu, w pewnym momencie krzyknął zdenerwowany, że: „z motłochem rozmawiać nie będzie”. Wypowiedzią tą jeszcze bardziej rozsierdził zgromadzony tłum i musiał z tego powodu salwować się ucieczką w stronę budynku KW, straciwszy wcześniej garnitur i inne części garderoby, a w jego kierunku poleciały kamienie i inne przedmioty. W ślad za Adamczykiem, do siedziby KW wdarła się pierwsza grupa demonstrantów, która początkowo zachowywała się dość spokojnie, próbując nakłonić I sekretarza KW do podjęcia interwencji w Warszawie. Powoli jednak sytuacja wymykała się spod kontroli i w mieście zaczęły się tworzyć inne „punkty zapalne”, jak np. na terenie Zakładów Mięsnych, gdzie wtargnęła dwutysięczna grupa ludzi, wynosząc stamtąd mięso oraz wędliny.

Poinformowany o sytuacji w Radomiu wiceminister spraw wewnętrznych gen. Bogusław Stachura, który jednocześnie był szefem operacji „Lato ‘76” podjął decyzję o skierowaniu do miasta jednostek ZOMO z Lublina, Łodzi, Kielc i Warszawy. Do czasu przybycia tych jednostek w godzinach popołudniowych lokalne odziały milicji praktycznie nie podejmowały żadnych działań, głównie z powodu swojej niewielkiej siły, jako że radomski oddział ZOMO liczył tylko 74 funkcjonariuszy, natomiast tłum pod samym tylko Komitetem Wojewódzkim szacowany był na ok. 8 tyś ludzi.

W tym czasie I sekretarz KW Janusz Prokopiak naciskany przez demonstrantów, którzy wtargnęli do gmachu, odbył rozmowę telefoniczną z sekretarzem KC Janem Szydlakiem i domagał się w niej wydania decyzji w sprawie podwyżek w ciągu dwóch godzin. Prokopiak chciał, grając na zwłokę, odwlec krytyczny moment ataku na Komitet i poinformował o 12.30 zgromadzony tłum, że kontaktował się z Warszawą i, że odpowiedź w sprawie podwyżek zostanie ogłoszona za dwie godziny.

Odpowiedź oczywiście nie nadeszła, a I sekretarz KW oraz jego najbliższe otoczenie, o godz. 14.35 opuścili gmach KW tylnym wyjściem. Wkrótce potem tłum, zniecierpliwiony przedłużającym się oczekiwaniem na odpowiedź, przystąpił do niszczenia siedziby partii. Przez okna zaczęto wyrzucać telewizory, fotele, dywany a z partyjnego bufetu zostały wyniesione znajdujące się tam artykuły spożywcze, m.in. puszki z szynką. Po pewnym czasie ktoś podłożył ogień i Komitet stanął w płomieniach.

Po południu protest zaczął obejmować coraz większe obszary miasta. Zablokowano kompleks budynków Urzędu Miasta i Urzędu Wojewódzkiego oraz Komendę Wojewódzką MO. Co najmniej dwa tysiące ludzi zgromadziło się też pod więzieniem, gdzie skierowali ich wmieszani w tłum funkcjonariusze SB. W tym wypadku chodziło o to aby powstrzymać demonstrantów od marszu na opuszczoną fabrykę „Waltera” skąd mogliby oni wynieść broń i amunicję.

Około 14.30 do miasta zaczęły wkraczać pierwsze kolumny milicji. Zomowcy usiłowali dostać się w rejon płonącego Komitetu torując sobie drogę granatami z gazem łzawiącym i armatkami wodnymi. Milicja rozpraszała tłum pokonując przy tym liczne przeszkody takie jak samochody, rusztowania czy porzucone przyczepy. Na milicjantów posypały się też kamienie i doniczki rzucane z okien i dachów. Tuż przed godz. 15 tłum zgromadzony przed budynkiem UW i KW MO natarł na kordon milicyjny używając przy tym kamieni i butelek z benzyną. Milicjanci zabarykadowali się w środku, rzucając w kierunku zebranych granaty łzawiące. Po czym tłum przypuścił szturm na siedzibę KW MO jednak znajdujących się w środku budynku funkcjonariuszy było tak dużo, że napastników szybko obezwładniono i aresztowano.

W tym czasie do płonącego Komitetu Wojewódzkiego nie dopuszczano jednostek straży pożarnej, a kilku strażaków zostało nawet poturbowanych. Z czterech przechwyconych wozów strażackich tłum zbudował też barykadę. Między szesnastą a siedemnastą, kiedy nastąpiło apogeum walk ulicznych, paliły się budynki KW PZPR, Urzędu Wojewódzkiego i Biura Paszportów KW MO, a także kilka wozów strażackich i milicyjnych.

Na ul. Żeromskiego – głównym trakcie handlowym Radomia pojawiły się grupy mężczyzn, którzy wyposażeni w kije tłukli witryny wystawowe, co spowodowało rabunek i dewastacje wielu sklepów. Ogólnie nie wiadomo czy owi „wandale” należeli rzeczywiście do demonstrantów czy raczej byli to prowokatorzy, gdyż zdarzenie to biernie obserwowała milicja nie reagując tak jak w innych tego typu przypadkach.

Na milicyjny gaz, armatki wodne i pałki demonstranci odpowiadali kamieniami, cegłówkami i butelkami. W celu utrudnienia przemieszczania się oddziałów MO, na jezdniach podpalono szmaty, drewno i papier. Podczas bezpośrednich starć odnotowano też przypadki, że demonstranci atakowali zomowców toporkami, które zostały wcześniej odebrane poturbowanym strażakom. W ruch poszły również butelki z benzyną, którymi obrzucono milicyjne „suki”, podpalono też samochody stojące przed budynkiem Urzędu Wojewódzkiego.

Niestety doszło również do wypadków śmiertelnych. W momencie kiedy demonstranci, na jednej z ulic, usiłowali zepchnąć na oddział ZOMO przyczepę wypełnioną betonowymi płytami, ta zmieniła kierunek i zabiła dwie osoby. W tym czasie, czyli około siedemnastej, jednostki straży pożarnej dostały się w końcu w pobliże płonącego Komitetu i osłaniane przez ZOMO i przystąpiły do gaszenia, które zajęło im dwie godziny. Również o tej godzinie dyrekcje wielu zakładów zwolniły wcześniej do domów pracowników drugiej zmiany. Wracających zatrzymywali funkcjonariusze MO, stosując przy tym zasadę: „brudne ręce równa się uczestnictwo w zamieszkach”.

We wczesnych godzinach wieczornych do Radomia przybyły kolejne jednostki ZOMO, zjawił się również pododdział żołnierzy Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW wyposażonych w broń palną i pałki, który otoczył kordonem budynek KW PZPR. Powoli walki zaczęły wygasać a siły milicyjne (w sumie tego dnia użyto 1543 funkcjonariuszy) przejmowały stopniowo kontrolę nad miastem. W powietrzu krążyły helikoptery a na ulice wysłano dwunastoosobowe patrole MO, które biły pałkami każdego kto znalazł się w ich zasięgu. Rozpraszanie demonstrantów trwało do północy.

W trakcie zamieszek zatrzymano 634 osoby, z których prawie wszyscy musieli potem przejść przez tzw. „ścieżki zdrowia”. Wedle danych oficjalnych rannych zostało co najmniej 121 osób cywilnych oraz 75 milicjantów. Następnego dnia po zamieszkach w trybie natychmiastowym zwolniono z pracy 939 osób, jednak liczbę tą kwestionowano jako zbyt niską oceniając, że w samym Radomiu zwolniono ok. 2 tyś ludzi. Odnotowano również 3 wypadki śmiertelne – dwa z nich to wspomniane wcześniej osoby przygniecione przyczepą, natomiast kolejna zmarła kilka dni po zamieszkach z powodu obrażeń odniesionych podczas pobicia przez ZOMO.

URSUS

Strajki w podwarszawskim Ursusie rozpoczęły się we wczesnych godzinach rannych od zatrzymania pracy w Zakładach Mechanicznych „Ursus”. Wkrótce strajk objął całą fabrykę a przed budynkiem dyrekcji zgromadziło się ok. 1,5 tyś robotników, którzy żądali przyjazdu przedstawicieli władz centralnych. Kiedy stało się jasne, że z Warszawy nikt nie przyjedzie ok. 2 tyś pracowników „Ursusa” wyległo na pobliskie tory kolejowe blokując ruch pociągów – zatrzymując m.in. pociąg międzynarodowy relacji Warszawa – Paryż. W czasie trwanie protestu demonstranci zatrzymali też samochody z zaopatrzeniem zdobywając w ten sposób chleb, jajka i… truskawki.

Ok. godz. 16.00 do przerwania blokady torowiska usiłowali skłonić robotników warszawscy kolejarze, jednak po ostrej wymianie zdań musieli się oni ustąpić. Oprócz samego blokowania torów robotnicy przystąpili też do ich niszczenia poprzez rozkręcenie szyn lub cięcia torowiska palnikiem acetylenowym. Protestujący podjęli tez próbę przyspawania elektrowozu do szyn. Jednak gdy im się to nie udało postanowili palnikiem wyciąć kawałek szyn po czym zmuszono maszynistę do ruszenia powodując w ten sposób wykolejenie lokomotywy.

Przez cały dzień milicja nie podejmowała działań siłowych ograniczając się jedynie do obserwacji i fotografowania – również z pokładu helikoptera. Dopiero o 21.20 rozchodzący się robotnicy zostali zaatakowani przez ZOMO. Milicja użyła przy tym gazów, petard i pałek. Akcja ta była bardzo brutalna. Zatrzymanych kopano, bito pałkami oraz drzwiami od samochodów i sprzączkami pasów. W całym Ursusie do późnych godzin nocnych trwały łapanki połączone z biciem wszystkich napotkanych ludzi, w sumie zatrzymując 172 osoby. Głównym powodem przerwania protestu było przemówienie telewizyjne Piotra Jaroszewicza, w którym ogłaszał on cofnięcie decyzji o wprowadzeniu podwyżek.

Skutki czerwca ‘76

W wyniku „protestów czerwcowych” władza bardzo szybko wycofała się z pomysłu wprowadzenia podwyżek uginając się pod spoleczną presją oraz prawdopodobnie powodowana strachem przed rozpoczęciem strajku powszechnego, który mógł spowodować zmiany na szczytach władzy. Do strajków 25 czerwca oprócz Radomia i Ursusa doszło w 40 dużych zakładach na terenie 10 województw w tym m.in. w Płocku Trójmieście, Białymstoku, Elblągu, Grudziądzu, Łodzi, Starachowicach, Poznaniu, Radomsku, Szczecinie i Warszawie. Głównym powodem szybkiego opanowania przez władzę sytuacji był niski stopień zorganizowania demonstrantów oraz decyzja samego Gierka by zakazać używania broni palnej. Równocześnie w całym kraju zorganizowano szereg wieców, na których potępiono postawę strajkujących.

Decyzję o wprowadzeniu podwyżek odłożono na bliżej nieokreśloną przyszłość, lecz jednocześnie musiano ją zastąpić jakimiś innymi działaniami, które miały zniwelować skutki pogłębiającego się kryzysu gospodarczego. Z tego powodu w sierpniu tego samego roku wprowadzono kartki na cukier, powracając do smutnej praktyki systemu reglamentacyjnego stosowanego w początkach Polski ludowej. Jednak kartki na cukier wprowadzone w ’76 r. były w tej kwestii tylko skromnym preludium tego co miało spotkać polskie społeczeństwo już za cztery lata.

Powstanie KOR

Już dzień po zamieszkach podjęto pierwsze działania represyjne, jakimi były dyscyplinarne zwolnienia z pracy uczestników zajść i procesy sądowe, które zastosowano łącznie wobec ok. 300 zatrzymanych. Postawa władzy wobec represjonowanych robotników spowodowała reakcję inteligenckich środowisk opozycyjnych, które postanowiły pomóc sądzonym robotnikom poprzez pomoc prawną i materialną. W wyniku tych działań 23 września 1976 roku doszło do formalnego utworzenia Komitetu Obrony Robotników i ogłoszenia „Apelu do społeczeństwa i władz PRL” który podpisali m.in. Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz i Piotr Naimski. W kwietniu 1977 r. do KOR-u przystąpił Adam Michnik . Ogółem w Polowie 1977 roku KOR liczył 26 osób. Środowisko to składało się z mieszanki intelektualistów, starszych działaczy niepodległościowych i opozycjonistów średniego i młodego pokolenia.

„Wydarzenia czerwcowe” mimo, że spowodowały szybką reakcję ze strony władz i sprawną neutralizację zagrożenia po raz pierwszy obnażyły słabości i złe strony polityki gospodarczej stosowanej przez „ekipę Gierka”. Nadwątlonej opinii, spowodowanej głównie bezwzględnością z jaką rozprawiono się z uczestnikami strajków, Gierek nie odzyskał już do końca swoich rządów. Ostatecznie planowanych podwyżek „ekipa Gierka” nigdy nie wprowadziła, co jednak nie uratowało jej to przed upadkiem w 1980 r. Jednak te wydarzenia należą już do następnego rozdziału historii PRL.

Autor: Grzegorz Bieniarz





Autor: Jerzy Jarosz | 25/06/2011
Komentarze
#1 | Zagórzanka dnia 03.07.2011 13:17
A teraz ciągle są podwyżki,podwyżki,podwyżki.
Dług większy niż za Gierka. I CISZA.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney