Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Operacja "Wallenrod"

Całkowita bezkarność i wsparcie części mediów zrodziły w Jaruzelskim poczucie, że może iść na całość – twierdzi historyk PIOTR GONTARCZYK na łamach Rzeczpospolitej.

Po telewizyjnej emisji filmu Roberta Kaczmarka pt. „Towarzysz generał” rozmaite kolorowe pisemka przystąpiły do ocieplania wizerunku głównego bohatera obrazu Wojciecha Jaruzelskiego. Teraz dołączył do nich „Wprost”, publikując wywiad rzekę Zbigniewa Hołdysa z byłym komunistycznym dyktatorem.
Oprócz zestawu znanych od lat niedorzeczności, dzięki którym były I sekretarz PZPR przekonuje, że wprowadzając stan wojenny, zbawił Polskę, pojawił się element nowy. Jaruzelski przedstawił się jako Konrad Wallenrod, który całe swoje życie zabiegał o niepodległość Polski i demokrację. Finezyjną walkę z wrogim systemem miał podjąć już w chwili zakończenia II wojny światowej.



Jak powiedział sam bohater: „było poczucie, że powstaje jakaś szansa, że Polska może być państwem, nawet ułomnym, nawet zależnym, ale państwem narodowym we wszystkich sferach jego działalności. Więc stabilności takiej Polski trzeba strzec, umacniać ją i stopniowo zmieniać. To mi później towarzyszyło. I doszło do Okrągłego Stołu”.
Droga towarzysza generała do przełomu 1989 r. wydaje się jednak znacznie bardziej kręta, niż dziś widzi to sam generał. Jej kluczowe elementy warto zawsze chronić od zapomnienia.

Mitoman

Autobiografię zaprezentowaną we „Wprost” otwierają opowieści bohatera z czasów II wojny światowej: Niemcy padają jak muchy, a Jaruzelski co i rusz zbiera kolejne zasłużone awanse. Kłopot w tym, że znaczna część tej legendy to mistyfikacja preparowana po wojnie przez samego bohatera i podległych mu „naukowców” z Wojskowego Instytutu Historycznego. Przez wiele lat Główny Zarząd Polityczny WP blokował na przykład wydanie pamiętników Berlinga, domagając się, by ten wcześniej dołożył do tekstu kilka niezbędnych poprawek o „młodym, zdolnym podporuczniku Jaruzelskim”.
W latach 80. okazało się, że towarzysz generał niemal sam – by sięgnąć po innego klasyka – „tymi ręcami” rozbił armię niemiecką na Pomorzu. Byli jednak tacy, którzy tę wizję kwestionowali. Piotr Jaroszewicz wspominał po latach: „chociaż napływały do mnie niemal codziennie meldunki o bohaterstwie żołnierzy I Armii w walkach, nie pamiętam, aby kiedykolwiek wśród zasłużonych bohaterów pojawiło się jego nazwisko. (…) Dlatego zdziwiło mnie niezmiernie, że w 1985 roku w 40. rocznicę walk o Wał Pomorski głównym bohaterem dnia był właśnie Jaruzelski, a gen. Florian Siwicki wygłosił wręcz wiernopoddańcze przemówienie na temat bohaterskich wyczynów swojego szefa”.
Zdaje się, że sam Jaruzelski nie bardzo już wie, co w jego życiorysie jest prawdą, a co mistyfikacją. W rozmowie z Hołdysem stwierdził na przykład, że pierwszy stopień oficerski otrzymał już w 1943 r. Informacja jest nieprawdziwa – wydarzenie to miało miejsce dużo później, pod koniec 1944 r.
Co ciekawe ostatnimi laty Jaruzelski utrzymywał, że w czasie wojny był dwukrotnie ranny, a także – jesienią 1944 r. na przyczółku warecko-magnuszewskim – poważnie kontuzjowany. Ale wszystkie dokumenty z lat 1943 – 1946 pochodzące z jego teczki personalnej w jednej kwestii są wyjątkowo zgodne: Jaruzelski nigdy nie był ranny.
Zresztą, niebezpieczne skłonności generała do koloryzowania dały znać o sobie już w czasach jego młodości. W 1944 r. Jaruzelski pisał do matki i siostry, że objął dowództwo kompanii. Kłopot w tym, że nigdy nie dowodził jednostką większą niż pluton, a w liście do najbliższej rodziny po prostu mijał się z prawdą. W innych listach twierdził, że jako jeden z pierwszych wkroczył w styczniu 1945 r. do Warszawy.
Wkrótce potem z Pomorza Zachodniego pisał: „wczoraj dotarliśmy do morza i znów miałem szczęście być pierwszym Polakiem, który napoił konia w morzu, o czym pisały dwie gazety”. Koń słonej wody raczej nie pije. A o Jaruzelskim nikt wtedy w gazetach nie pisał. Słowa towarzysza generała należy więc traktować z pewnym dystansem. W jego przypadku prawda od lat ustępuje megalomanii i „kompleksowi prymusa”.

Utrwalacz

Im dalej w głąb swojej biografii, tym częściej rozmówca „Wprost” mija się z prawdą i dokonuje kolejnych manipulacji. W sposób fałszywy przedstawia swój udział w zaprowadzaniu komunistycznych porządków w latach 1946 – 1947.
Jaruzelski rozpracowywał wówczas polskie podziemie między innymi w Piotrkowskiem. W czasie wyborów z 1947 r. jego jednostka wysyłała w teren tzw. grupy ochronno-propagandowe, które terroryzowały miejscową ludność i aresztowały sympatyków PSL. Tych, którzy z bronią w ręku stawiali wówczas opór komunistom, Jaruzelski nazywał wcześniej bandytami. Dziś już się tak nie da, więc zmienił taktykę i pyta Hołdysa retorycznie: „mam szacunek dla tych wszystkich, którzy kierując się patriotycznymi motywami, szli do lasu – ale czy nie byli patriotami ci, którzy stanęli po drugiej stronie?”.
Nie ma znaku równości pomiędzy działaczami polskiego podziemia walczącymi o niepodległość a zwalczającymi ich funkcjonariuszami UB i ludźmi formatu Jaruzelskiego. Ci pierwsi pozostaną bohaterami. Ci drudzy – działającymi na szkodę Polski budowniczymi komunistycznego systemu.
W czasach najgłębszego stalinizmu towarzysz generał znalazł się w instytucjach centralnych MON. W ramach umacniania wolnej Polski chwilowo ją sowietyzował. Jeździł po kraju na inspekcje szkół wojskowych, w których kontrolowano wiedzę przyszłych oficerów na temat towarzysza Stalina i przodujących nauki radzieckiej pod przewodnictwem Trofima Łysenki.
Co dość charakterystyczne, w czasie wspomnianych kontroli podstawą weryfikacji właściwego światopoglądu uczniów nie była linia polityczna Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tylko ideologia sowieckiej KPZR. Po jednej z kontroli, w marcu 1951 r. Jaruzelski pisał: „podstawowa masa kadry i stanu zmiennego szkoły rozumie zachodzące u nas przemiany, oddana jest prawie budownictwa socjalizmu i przyjaźni dla potężnej twierdzy pokoju, ZSRR. W szkole w widoczny sposób wśród całego stanu osobowego wzrosło przywiązanie i zrozumienie dla PZPR oraz umocnienie miłości do WKP(b) i wodza postępowej ludzkości Generalissimusa Stalina”.
Po Październiku ,56 ludzi skompromitowanych sowietyzowaniem WP usuwano na podrzędne stanowiska. Jaruzelski wyczuł zmianę klimatu i za wszelką cenę usiłował wyjechać z Polski na studia w ZSRR. Bezskutecznie. Ostatecznie w 1957 r. trafił do 12. Dywizji Piechoty w dość odległym od stolicy Szczecinie. Stąd jednak dzięki sprytowi i wiernopoddańczemu stosunkowi do nowej ekipy udało mu się wydostać już po kilku latach.

Tropiciel niepokornych

W 1960 r. patriotyzm tow. Jaruzelskiego zaprowadził go na stanowisko szefa Głównego Zarządu Politycznego WP. Struktura ta zajmowała się indoktrynacją na niespotykaną poza wojskiem skalę. Patriotyzm identyfikowano wprost jako wierność partii komunistycznej i Związkowi Sowieckiemu. Propaganda GZP była znacznie bardziej pryncypialna i agresywna niż ta PZPR. Aparat kierowany przez Jaruzelskiego prócz indoktrynacji zajmował się tropieniem każdego „podejrzanego politycznie odszczepieńca”. Szczególnie dużo uwagi Jaruzelski poświęcił walce z Kościołem katolickim. Z właściwą sobie pedanterią szef GZP wydawał kolejne zarządzenia i instrukcje w sprawie indoktrynacji i prześladowań powoływanych do wojska alumnów. Głównym celem tych działań było zmuszenie ich do rezygnacji z dalszych studiów na rzecz życia świeckiego.
Wedle jednego z dokumentów podpisanych przez Jaruzelskiego w 1964 r. oficerowie polityczni, którzy pracowali nad alumnami, mieli w czasie pogadanek zwracać uwagę między innymi na „antyhumanitarny charakter religii, istotą której jest czynienie z człowieka bezwładnego narzędzia w rękach klas panujących oraz demaskowanie pseudopatriotycznego oblicza kleru, a szczególnie jego hierarchii”.
Dalszy żywot tow. Jaruzelskiego jest już lepiej znany: czystki antyżydowskie rozpoczęte w wojsku w 1967 r., które towarzysz generał kończył gdzieś w latach 80., oraz inwazja na Czechosłowację. W 1970 r. masakra na Wybrzeżu, za którą był co najmniej współodpowiedzialny.

Żenująca uniżoność

Wcześniej, w 1968 r., w dniu, w którym miały miejsce pierwsze protesty studenckie, Władysław Gomułka podjął decyzję o mianowaniu Jaruzelskiego ministrem obrony narodowej. Już 17 marca 1968 nowy szef MON wydał „Zarządzenie w sprawie powoływania i przebiegu służby wojskowej relegowanych i zawieszonych w prawach studenta” umożliwiające błyskawiczne wzięcie w kamasze niepokornej młodzieży.
Tych, którzy nieopatrznie byli niezdolni do służby wojskowej, miano wezwać na komisje lekarskie, by „uaktualnić” im kategorię zdrowia. Wybrano dla nich specjalne jednostki z daleka od Warszawy (Żagań, Hrubieszów), gdzie mieli zostać poddani rozmaitym szykanom. Zresztą podobne metody zastosowano wobec „ekstremistów” z „Solidarności” w 1982 r.
Także z powodu jego późniejszej działalności nie bardzo da się mówić o Jaruzelskim jako o mężu opatrznościowym Polski. W wywiadzie udzielonym „Wprost” towarzysz generał utrzymuje, że przez lata PRL umacniał stabilność i bezpieczeństwo Polski. Sęk w tym, że robił coś dokładnie przeciwnego: w latach 70. WP było bardziej uzależnione do Sowietów niż za jego poprzedników.
Sam Jaruzelski prezentował wobec sowieckiej kadry dowódczej postawę wręcz żenującą swoją uniżonością. Wspólnie z Sowietami gotował ludowe Wojsko Polskie do inwazji na Zachód, co (gdyby wojna doszła do skutku) nieuchronnie skończyłoby się nuklearnym kontratakiem Zachodu i całkowitym unicestwieniem Polski. Lata 80. to stan wojenny i niemal dekada wyjątkowo nieudolnych rządów, które doprowadziły do cywilizacyjnego regresu i gospodarczego upadku.
Tymczasem dziś w tygodniku „Wprost” Jaruzelski wychwala swoje rzekome zasługi. Ma do nich należeć fakt, że pod koniec lat 80. uzyskał od Michaiła Gorbaczowa dokumenty katyńskie i oficjalne potwierdzenie, kto jest autorem zbrodni: „przecież to ja pierwszy po pięciu latach usilnych starań wydarłem oficjalne uznanie prawdy o Katyniu”.
Prawda o Katyniu mogła oficjalnie ujrzeć światło dzienne, bo w Moskwie pojawił się Gorbaczow, a zasługi Jaruzelskiego w tej sprawie są rzeczą trzeciorzędną. W niczym nie rekompensują faktu, że wcześniej, przez kilkadziesiąt lat, towarzysz generał był jednym z najważniejszych strażników nie tylko kłamstwa katyńskiego, ale też całej gamy innych faktów historycznych ukrywanych przez władców PRL. Tych naukowców, którzy półgębkiem wspominali o niewygodnych tematach, wyrzucano wówczas z pracy. Tak jak Jaruzelski w latach 70. osobiście wyrzucał z pracy prof. Marię Turlejską.
To Główny Zarząd Polityczny WP Jaruzelskiego na masową skalę fałszował historię Polski. To jego podwładni w czasie karnawału „Solidarności” w ciągu jednego dnia usunęli „pomnik katyński” postawiony na Powązkach. To jego SB ścigało drukarzy i kolporterów podających prawdę o mordzie w Katyniu.
Z punktu widzenia tych jego zasług dzisiejsze wyznania Jaruzelskiego o „wydarciu uznania prawdy o Katyniu” brzmią jak groteska. Nie mniej zabawnie brzmią słowa generała o wielkich zasługach na drodze do budowania demokracji poprzez zorganizowanie obrad Okrągłego Stołu. Jaruzelski oddawał władzę, bo gospodarka była w stanie agonalnym, a sam system – nie do obrony. Generał ścigał się wtedy z czasem, a Okrągły Stół był dla niego jedyną szansą, by nie skończyć tak jak później skończył tow. Ceausescu.
Jaruzelski dobrze wie, kim jest i co w swoim życiu robił. Zapewne dlatego w 1990 r. kazał zniszczyć wszystkie stenogramy Biura Politycznego z lat 1981 – 1989 – dokumenty kluczowe dla zrozumienia i opisu funkcjonowania mechanizmów jego dyktatury. Równie dokładnie wyczyszczono inne dokumenty PZPR dotyczące jego osobistej działalności.
Wiedzę z tych dokumentów od 20 lat Jaruzelski usiłuje zapełnić swoimi wyjaśnieniami, referatami i wywiadami. Ich wartość jest głównie makulaturowa, tak samo jak wywiad opublikowany w ostatnim „Wprost”. Bardziej niż historię ilustruje on mechanizmy funkcjonowania polskich mediów i stan świadomości bohatera wywiadu. Tekst jest typową ustawką pozwalającą generałowi na kolejne powtórzenie w przestrzeni publicznej własnej zmistyfikowanej wersji historii.

Cierpiętnicze miny

Bardzo charakterystyczna jest również postawa samego Jaruzelskiego. Dzięki degrengoladzie wymiaru sprawiedliwości III RP przez 20 lat nie odpowiedział on za żaden ze swoich czynów: ani za niszczenie akt, ani za Grudzień ,70, ani za stan wojenny, który był zwykłym puczem wojskowym nawet w świetle obowiązującego wówczas prawa.
Jaruzelski przez lata mógł na salach sądowych robić cierpiętnicze miny starca z trudem opierającego się na lasce, po czym po rozprawie rześkim krokiem ruszał do kasyna oficerskiego na spotkanie z plejadą kadry wojskowej PRL i III RP. Dziś poczucie całkowitej bezkarności i wsparcie części mediów zrodziły w genseku poczucie, że może iść na całość i publicznie uznać się za Konrada Wallenroda.
Mamy wolny kraj, więc każdy może uznawać się za kogo mu się podoba. Osobiście jednak w operacji „Wallenrod” nie wróżę Jaruzelskiemu przesadnych sukcesów. Bo jaki jest koń, to każdy widzi, i akurat z tego konia nic innego zrobić się nie da.

Piotr Gontarczyk, Rzeczpospolita

O autorze| PIOTR GONTARCZYK, Autor jest historykiem i politologiem zajmującym się najnowszą historią. Przygotowuje biografię polityczną Wojciecha Jaruzelskiego




Autor: Jerzy Jarosz | 28/07/2011
Komentarze
#1 | Wiktor dnia 31.07.2011 17:51
Conajmniej dwóch, a raczej trzech (a nawet więcej), jesli przyjąć twoje rozumowanie, że publikuje się tylko te artykuły, z którymi zgadzają się właściciele portalu (coś nowego, ja słyszałem o jednym, czyli Dudale), ponieważ ja się z nim zgadzam, p. Jarosz się zgadza i red. Piotr Gonatrczyk się zgadza. Być może, że zgadza się z nim właściciel portalu, skoro news p. Jarosza nie został usunięty. Cztery osoby to całkiem sporo, na pewno więcej niż jedna. Nie jest to więc zdanie jednego człowieka, ale przynajmniej czterech. Obawiam się jednak, że podobnie myślą tysiące! Grin
#2 | St. Iż. dnia 31.07.2011 11:53
Jest po prostu tekstem wyrażającym zdanie jednego człowieka. Skoro został zamieszczony, to znaczy że właściele portalu się z nim identyfikują - przecież inne teksty akurat na tej stronie są pomijane, a dyskusja nie jest raczej mile widziana (usuwane wpisy).
Argumentacja zawarta w tekście przypomina mi (za swoją stonniczość oraz brak obiektywizmu), teksty publikowane w PRL przez ówczesne władze, a dotyczące ludzi, których ówczesny system ideologiczny uznał za swoich wrogów.
#3 | @kacyków poniżej dnia 31.07.2011 11:12
Czyli teks który komentujecie też jest nic nie wart?
#4 | @ dnia 31.07.2011 11:08
Oj, Patrioto...Boże, uchowaj nas od tego rodzaju "Patriotów" i takiego patriotyzmu, opartego na braku wiedzy i wyświechtanych frazesach. Chyba jednak "za komuny" w szkole uczono w sposób bardziej ambitny.Drugim razem, jak będziesz chciał dyskutować na forum, postaraj sie o trochę wiedzy.Takie jzwykłej, książkowej. Chociaz takiej.
#5 | @@@@Patriota dnia 31.07.2011 10:00
...jeżeli ktos nie potrafi wyartykułowac swoich argumentów, ograniczając się do steku frazesów rodem z juz zdezaktualizowanych i obalonych treści, to może fatycznie lepiej zakończyć tą dyskusję, zresztą zacząłeś mnie już nudzić...A wracając do Piłsudskiego - polecam pamiętniki kapitana Lepeckiego, osobistego adiutanta marszałka.W wersji przygotowanej do druku przed 1939r. Lepecki był "wiernym poddanym" marszałka, a mimo to można sie z nich wiele dowiedzieć o tej postaci.Ku przypomnieniu: w 1926 r na ulicach Warszawy zginęło prawie 500 osób, w tym ok. 300 cywilów.Podczas okresu 1926-1939 w II RP równiez zginęło w dziwnych okolicznościach ok. kilkudziesięciu osób, a generał Zagórski zniknął bez śladu po wejściu do samochodu ówczesnej "dwójki".Trzymaj się Patrioto, dasz radę...A ja będę sie za ciebie modlił, aby Pan Bóg raczył ci przywrócić rozum.Najlepszego!
#6 | @@ dnia 31.07.2011 09:46
Zrównanie przez ciebie zbrodniarza PRLowskiego z Piłsudskim kończy naszą dyskusję! Wedle powiedzenia"nie dyskutuj z głupkiem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem"!
#7 | @@@Patriota dnia 31.07.2011 08:52
Chłopie, ty jakis nienormalny jesteś...Wybacz. Emerytura wojskowa należy sie każdemu wojskowemu, bez względu czy to jest Jaruzelski czy nie...Z tytułu wysłużonych lat.Tak jak jakiemuś Kowalskiemu czy Nowakowi.Odniosłem wrażenie, że to ty jednak kpisz z prezydenta, z powodu jego dyskleksji...Możesz wierzyć lub nie, ale zarówno prezydent Wałęsa jak i Kwaśniewski tez mieli wpadki, może nawet wieksze...Nie mówiąc juz np. o Józefie Piłsudskim. A mimo to masz w Polsce jego pomniki, a w Sosnowcu poświęcono mu jedną z największych ulic...
Nie Trybunał w Hadze, a Miedzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (znowu nie wiesz)...Aby było smieszniej, przed tym trybunałem obywatele niektórych państw w ogóle nie mogą być sadzeni, obojętnie jakie zbrodnie by popełnili, np. Rosjanie, Chińczycy, Izraelczycy oraz ...obywatele USA.Śmieszne? Dla mnie nie...Mordy w Byłej Jugosławii sadzi tzw, trybunał ad hoc, MTS jago agenda ONZ - podobnie mordy w Rwandzie. Sprawy do tego organu moga kierować prokurator ONZ oraz Rada Bezpieczeństwa, oraz państwo-strona statusu rzymskiego. Jakoś nikt nie widzi powodu kierowania Jaruzelskiego do tego organu.Jeszcze jedno w sprawie zbrodniarzy z Serbii - gdyby Serbia nie starała się o wejście (i to szybkie) do Unii Europejskiej oraz do NATO (pomimo, że to NATO kilkanaście lat temu nieźle ich bombardowało w Kosowie), to nigdy by nie doszło do tych procesów...Tym bardziej, że ci zbrodniarze sa uważani w tych krajach za ...bohaterów narodowych, a ich wydanie do Hagi spotkało się z zamieszkami na ulicach. Wydanie tych ludzi było jednym z warunków do rozpoczęcia procesu przyjęcia do struktur europejskich.O Jaruzelskiego nikt sie nie dopomina.Wybacz, chyba za dużo nienawiści...trochę ci się wszystko popie....ło.Zmień sobie może nick - ten głupio brzmi.
#8 | @@ dnia 31.07.2011 08:10
A emerytura wojskowa to z jakiego budżetu jest płacona, mądralo wszechwiedzący? Cytowanie tego prezydenta nazywasz kpiną? To jego własnoręcznie napisane słowa. Trybunał w Hadze jest właśnie dla takich zbrodniarzy jak Jaruzelski. Czy Twoim zdaniem osądzenie tam serbskich ludobójców jest wyrazem nienawiści serbskiego rządu?
#9 | @Patriota dnia 31.07.2011 07:51
Ciekawe, po co ty piszesz takie bzdury? Z niewiedzy? Chyba tak...Jaruzelski nie pobiera emerytury prezydenckiej - odmówił jej przyjęcia. Pobiera tylko emeryturę wojskową, która mu sie należy z tytułu wieloletniej służby wojskowej.Jak każdemu wojskowemu.Chłopie, masz prawo nienawidziec każdego i wszystkich razem, ale jak piszesz coś, to nie kłam!Nawet nienawiść powinna mieć racjonalne powody, powinienieś ja potrafić udowodnić.A tak, to tylko kompromitujesz siebie (ale to mniej ważne), a przede wszystkim tych, którzy do takiej nienawiści maja rzeczyswiste powody.A ten prezydent, z którego tak kpisz, został wybrany w wolnych i niezależnych wyborach. Podobnie jak nieżyjący prezydent Kaczyński.
#10 | Patriota dnia 31.07.2011 05:44
Jaruzelski za swe zbrodnie powinien już dawno być osądzony skazany przez Trybunał w Hadze, no ale przecież był Mazowiecki z gruba kreską, Michnik z GW, Tusk, Wałęsa i Pawlak 4 czerwca,a teraz jest Jacek i KG, a Jaruzelski pluje Polakom w twarz pobierając wysoką emeryturę z podatków ludzi których gnębił i zniewalał!!! Czasami "prezydęt" bez krzty "bulu i nadzieji" radzi się go ...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney