Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Tak kończy Lewica

Najnowsze wyczyny Leszka Millera są świadectwem ostatecznej degrengolady Sojuszu.

Leszek Miller po sześciu latach odstawki przerywanej a to romansem z Lepperem, a to próbą założenia własnej partii, zdołał w Gdyni – dzięki łaskawości Grzegorza Napieralskiego – wczołgać się na fotel sejmowy. Tego mu było mało i w środę, dzięki udanej transakcji z Napieralskim, były premier został szefem klubu parlamentarnego SLD. W rewanżu ma poprzeć Napieralskiego w próbie wdrapania się na stanowisko wicemarszałka Sejmu. Czyli mamy coś za coś. Sądzę, że te wyczyny skompromitowanego a sprytnego polityka SLD są świadectwem ostatecznej degrengolady Sojuszu. Pierwsze efekty tej ekwilibrystyki już są. SLD stracił posła na rzecz Ruchu Palikota.



Dramatem Polski jest to, że jesteśmy obecnie pozbawieni na trwałe lewej nogi. Nie mamy lewicy z prawdziwego zdarzenia. Doraźnie możemy się podniecać rywalizacją Leszka Millera z Ryszardem Kaliszem czy Włodzimierza Czarzastego z Wojciechem Olejniczakiem. Możemy spekulować, jakie szanse ma Janusz Palikot na wyeliminowanie następców Aleksandra Kwaśniewskiego. Tyle że z tej mąki chleba nie będzie.

To nie tylko nasz, polski problem. Kapitalizm przeżywa powszechny kryzys, społeczeństwami na całym świecie wstrząsają paroksyzmy buntu przeciw wszechwładzy kapitału. Koniunktura na lewicę jest wyśmienita. Tylko lewicy nie ma. W marszach oburzonych – od Sydney do Oslo – biorą udział miliony, lecz nie przekłada się to na żadne bonusy dla partii lewicowych. Gorzej, ruchy kontestacyjne są nie tylko antykapitalistyczne, lecz także antylewicowe. Tak było tego lata w Hiszpanii, gdy policja zarządzana przez socjalistycznego ministra rozprawiała się z demonstrantami żądającymi pracy i stabilizacji.

Polska wciąż jest prowincjonalną chatą za wsią. „U nas spokojnie i nic się nie dzieje” – powtarzamy z zadowoleniem, a premier Tusk wygrywając wybory, wprawia swych zagranicznych kolegów w podziw graniczący z zazdrością. Tego dnia, gdy Rzym trzęsie się w posadach, a 200 tysięcy ludzi na ulicach przyprawia tych, którzy mają pieniądze, o palpitacje serca, w Warszawie demonstruje raptem kilkaset osób.

W tym kontekście trudno się przejmować problemami Napieralskiego i Palikota. Ich zmagania są wręcz humorystyczne. Świat pod wpływem protestów ulicznych rozmyśla o głębokiej korekcie kapitalizmu i radykalnej reformie bankowości, a w Polsce były premier Miller z Włodzimierzem Czarzastym walczą o schedę po niewydarzonym szefie SLD. Ich konkurentami są nierobotny, choć sympatyczny gaduła Ryszard Kalisz i Wojciech Olejniczak. Próżno w ich wypowiedziach szukać nowych idei czy programów poza nagim pożądaniem władzy.

Mamy też nową gwiazdę, podobno lewicową – Janusza Palikota. Oczarował wyborców zapowiedzią walki z tymi, którzy się już narządzili. Powszechnie uznano, że na lewicowym bezrybiu i Palikot może być rybą, ale trudno jest o tę wiarę, gdy się pozna jego życiorys.

Obecny kontestator Kościoła, chcący wywalić z sali plenarnej Sejmu krzyż Popiełuszki, jeszcze cztery lata temu w czasie ślubowania posłów bił się w piersi i mówił z powagą: „Tak mi dopomóż Bóg”. Kilka lat wcześniej fundował prawicowy tygodnik „Ozon”, którym współkierował katolicki publicysta Tomasz Terlikowski. A dzisiaj ten sam Palikot staje się „nadzieją lewicy”. Walczy o in vitro, prawa gejów i wolną aborcję. Jedynym istotnym jak dotąd dokonaniem politycznym Palikota wydaje się złamanie tabu, które w sposób nieformalny zakazywało otwarcie dyskutować w Sejmie o roli i znaczeniu Kościoła. Być może z tej racji Palikot jest dzisiaj traktowany serio przez wielu publicystów i politologów, którzy wróżą, że nie tylko połknie SLD, lecz także utworzy poważną partię lewicową. Jeśli za przeciwników będzie mieć Millera z Czarzastym bądź Olejniczaka z Kaliszem, którzy rywalizują o fotel prezesa partii, to rzeczywiście można uwierzyć w taki scenariusz. Tyle że dla kraju nic dobrego z tego nie wyniknie.

Ani Palikot, ani SLD nie mają wizji i nie wiedzą, jak Polska miałaby sprostać stojącym przed nią problemom globalnym i socjalnym. Nie wiedzą nawet, jak odpowiedzieć na wyzwania formułowane przez ludzi kontestujących współczesny kapitalizm. Nadzieja lewicy – Ryszard Kalisz – na marsz oburzonych w Warszawie przyjeżdża jaguarem. W tym ostentacyjnym używaniu życia lepszy od niego jest tylko Palikot, który na imprezy przylatuje własnym samolotem. Dzieje się to w biednej Polsce, w której dwa miliony osób żyją poniżej minimum socjalnego.

Jednak nie możemy bez końca uważać, że już na zawsze staliśmy się europejskim zadupiem, którego nie będą się imać zawirowania światowe. Polacy, zwłaszcza młodzi, nie kontestują jeszcze na ulicach braku perspektyw uzyskania mieszkania i braku pracy dla połowy absolwentów wyższych uczelni. Jednak spokój społeczny nad Wisłą lada chwila może zostać zburzony wstrząsami ustrojowymi, jakie wyszykowali bankierzy i menedżerowie w najbogatszych krajach świata.

Jeśli kryzys mocno nas ukąsi, będziemy mieli ucieczkę kapitału, zamykanie zagranicznych fabryk i banków. Będziemy musieli zmierzyć się z zamętem, którego wyrazem będzie bezrobocie kilka razy wyższe niż obecnie, obcinanie emerytur i rent, zawieszanie pomocy społecznej i oszczędności w sferze socjalnej. Jeśli tak się stanie, to kto nas z tego wyciągnie?

Demokracja uważana za najlepszy z ustrojów sprawdziła się dzięki temu, że pozwala na w miarę bezbolesną wymianę ekip rządzących. Czyli w praktyce pozwala na zmianę premierów, prezydentów, koncepcji rządzenia, a także sposobów wychodzenia z kryzysu. To jej główne dobrodziejstwo. Tyle że jeśli ma ono zadziałać, to rządząca formacja musi być alternatywą z prawdziwego zdarzenia.

Miałka i pozbawiona wizji polska lewica jest niezdolna do stawienia czoła takim problemom. Jeśli ktoś w Polsce jest przygotowany do zmierzenia się z kryzysem ekonomicznym, to prędzej minister finansów Jacek Rostowski i prezes NBP Marek Belka. Na Rozbrat, nie mówiąc o Palikocie, nie przygotowano żadnego kontrprogramu gospodarczego i społecznego, lepszego od tego, co oferuje Donald Tusk czy nawet Jarosław Kaczyński. Zmiany na scenie politycznej sprowadzają się głównie do ruchów personalnych i do nich ograniczają się tak zwane alternatywy. W czasach kryzysowych jest to fatalna wróżba.

Janusz Rolicki, Newsweek



Autor: Piotr Dudała | 29/10/2011
Komentarze
#1 | JK dnia 29.10.2011 21:04
Tylko że lewica i tak weszła do parlamentu.Proponuję Redakcji, aby o tę formację nie martwiła, a bardziej pochyliła sie nad losem partii katolickich - w kraju katolickim.Jak to możliwe, że partai M.Jurka nie była nawet zebrać wystarczającej ilości podpisów, aby w ogóle móc wszędzie kandydować...W wyborach samorządowych chyba nie wprowadziła swojego przedstawiciela nigdzie-ale to nigdzie! LPR praktycznie chyba nie istnieje, A ZCHN został nawet rozwiązany - zresztą bardzo cichutko.Jak to możliwe w kraju, gdzie 95% ludzi to katolicy?
#2 | Witold dnia 29.10.2011 12:02
do kolegi Pijwinko
to już jest koniec, nie ma już nic, jesteście wolni :-)
#3 | Wierzący dnia 29.10.2011 11:13
Duchowny tez ma prawo do godnego życia! Ojciec Rydzyk nie raz apelował, aby nie zazdrościć, bo to grzech...Te wszystkie jaguary czy maybachy to tylko komunistyczna propaganda.Duchowni myślą przede wszystkim o życiu duchowym, a nie materialnym. Poza tym nikt nie ma prawa ich oceniać, oceniac ma prawo tylko Pan Bóg.A nawet jak ktos ma jaguara, to ciężko na niego pracuje!
#4 | Strach ma wielkie oczy dnia 29.10.2011 11:01
Boże, iluż to ludzi martwi się o los lewicy. Chyba pismacy i inni niby żurnaliści bardziej się trapią losem lewicy niż sami ludzie lewicy. A w tle tego zamartwiania się lewicą wyłazi za każdym razem STRACH... PANICZNY STRACH przed Palikotem.
Dobrodzieje z tym wszystkim jest dokładnie tak jak z wiarą. Boga trzeba mieć w sercu a wiara nie polega na biciu, na pokaz, pokłonów przed spasionym klerem i otaczaniem się świętymi obrazkami. Podobnie gdy ktoś czuje się lewicowcem i ma lewicowe spojrzenie na świat - nie przeszkodzą mu w tym żadni baronowie, politykierzy i inni zawodowi sternicy lewicy, żyjący w luksusach i przemieszczający się jaguarami czy maybachami.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney