Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Ekspertyza IES nie lubi pancernej brzozy

Opublikowany stenogram zapisów rejestratora głosów, którego wiarygodność żyrują specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych (IES) w Krakowie zawiera kilka dużych niespodzianek. Medialnie najbardziej nośną jest ta o niestwierdzeniu w zapisie słów wypowiadanych przez gen. Błasika. Inni analizowali ten temat lepiej i szerzej, zatem tutaj tylko kilka obserwacji w tym temacie.



Obecność w kokpicie tupolewa gen. Błasika jest przedstawiona jest przez MAK jako bezpośrednia przyczyna katastrofy (s. 207 polskiego tłumaczenia raportu MAK):


Według opinii ekspertów i psychologów lotniczych, obecność Dowódcy Sił Powietrznych Polski w kabinie pilotów aż do zderzenia samolotu z ziemią wywarła nacisk psychiczny na podjęcie decyzji przez dowódcę statku powietrznego o kontynuowaniu zniżania w warunkach nieuzasadnionego ryzyka z dominującym celem wykonania lądowania „za wszelką cenę”.

Teraz wiadomo zatem, że wnioski MAK-u co do bezpośrednich przyczyn katastrofy są warte tyle, ile papier na którym je drukowano. Co więcej, zgodnie z raportem MAK, główną przesłanką pozwalającą wnioskować o obecności gen. Błasika w kabinie pilotów były właśnie odczyty zapisów głosowej czarnej skrzynki, a nie położenie jego ciała po katastrofie, jak to obecnie próbują sugerować niektórzy funkcjonariusze pracujący na etatach dziennikarzy:


Podstawą do przeprowadzenia analizy był fakt możliwej obecności w ciągu ostatnich minut krytycznego lotu w kabinie pilotów rozmówcy - nie będącego członkiem personelu latającego, co odzwierciedlono w „Protokole odpisu rozmów załogi”. Tak więc, na dwie minuty przed katastrofą we wspomnianym protokole zarejestrowano zdanie, wypowiedziane przez człowieka, którego głos rozpoznano jako głos Dowódcy SP Rzeczpospolitej Polskiej (s. 126).

Pomocniczo, powołano się również na rozkład zwłok na miejscu tragedii:


Ponadto, z protokołu oględzin miejsca zdarzenia wiadomo, że ciało danego człowieka znaleziono w strefie oględzin Nr 1, tj. w rejonie przedniej części samolotu. W tymże samym rejonie znaleziono zwłoki również nawigatora (s. 127).

Co ciekawe, raport MAK-u dyplomatycznie nie wspomina, by także w tym rejonie odnaleziono ciała pilotów i mechanika także przecież obecnych w kabinie pilotów. Raport wstrzemięźliwie nie wspomina również ile innych ciał znaleziono w tym rejonie i czy wszyscy ci pasażerowie mogli przebywać w kokpicie. Nie wspominając o takich "drobiazgach" jak kształt i powierzchnia strefy nr 1 czy odległości pomiędzy ciałami. Słusznie zatem polskie uwagi do raportu MAK zakwestionowały całe to bezwartościowe rozumowanie: Rosjanie nie przedstawili żadnych dowodów na możliwą obecność gen. Błasika w kokpicie na podstawie położenia ciał.

O identyfikacji głosu gen. Błasika miał chwalić się na antenie TVN płk Edmund Klich. Nie wiadomo skąd to wiedział – być może nakzała mu to „jego szefowa” jak płk Klich pieszczotliwie nazywa generałową Anodinę. Słusznie – pułkownik generałów słuchać powinien, a co dopiero generałowe. Pierwsza formalna identyfikacja głosu gen. Błasika pochodzi z upublicznionych stenogramów MAK-u. Zgodnie z nimi identyfikacji członków załogi dokonał ppłk Bartosz Stroiński. Co ciekawe jednak, ppłk Stroiński nie podpisał tychże transkrytów. Sa one podpisane przez panów Sławomira Michalaka i Waldemara Targalskiego. A zatem panowie Michalak i Targalski poświadczyli, że ppłk Stroiński rozpoznawał w kabinie głosy członków załogi, choć on sam takiego podpisu nie złożył, mimo że był tam obecny. Troche zagmatwane, ale tak to wyglada.

Głos gen. Błasika zidentyfikować miała też ekspertyza Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji podpisana przez ppłk. Roberta Benedicta oraz mjr. Jerzego Skrzypka. Tyle w kwestii formalnej.



Autentyczność nagrań

Rozczarowaniem jest bez wątpienia opublikowanie jedynie stenogramów z kabiny pilotów, a nie całej ekspertyzy i kwestii, jak analizy szumów tła, aparatury pokładowej czy wreszcie autentyczności zapisów. Zgodnie z radosnymi oświadczeniami prokuratorów stwierdzono, że zapis jest autentyczny. Pytania:
•Który zapis? Ten z kwietnia 2010 z którego ma pochodzić kopia czy ten z czerwca 2011 kiedy nasi eksperci mogli dokonać oględzin skrzynek i taśm?
•Jaka była metodologia i technologia badań testujących autentyczność zarówno nośnika, jak i zapisu w czerwcu 2011?
•Jaka była metodologia i technologia badań testujących autentyczność zarówno nośnika, jak i zapisu w kwietniu (lub nieco później) 2010 roku, z którego pochodzą kopie zapisów?
•Na jakiej podstawie stwierdzono autentycznośc i integralność zapisu?
•Jeśli taką integralność i autentyczność stwierdzono w 2010 roku, to po co minister Jerzy Miller musiał dwukrotnie poganiać do Moskwy po kolejne kopie, bo wciąż się coś nie dogrywało?
•Czym różniły się te trzy otrzymane przez strone polską kopie?

Na te i inne pytania odpowiedzi wciąż nie znamy.



Materializacja kokpitu

Podczas konferencji prasowej prokuratorzy przebąkiwali coś o kokpicie. Chwalili się nawet, że mieli do niego dostęp. Nie powiedzieli co prawda, jak z tego skorzystano i jakich badań dokonano, no ale nie wymagajmy zbyt dużo – przynajmniej pozwolili im (z daleka) pooglądać kokpit. Problem w tym, że według oficjalnych raportów tego kokpitu nie ma:


W następstwie tego, że samolot zderzył się z ziemią , w odwróconym położeniu względem do osi podłużnej , nosowa owiewka kadłuba samolotu, oszklenie kabiny załogi, górna część kadłuba od wręgi 4-tej do 67A zostały zniszczone całkowicie, rozbite na małe trudno identyfikowalne fragmenty (s. 105 tłumaczenia raportu MAK).

Kokpitu, ani żadnej jego większej części nie ma w wykazie fragmentów wraku z raportu MAK (s. 92-95) ani w tak zwanej „rekonstrukcji” wraku na płycie lotniska w Smoleńsku. Ta materializacja z niebytu po 20 miesiącach śledztwa niewątpliwie cieszy, choć prokuratorzy nie zdradzili szczegółów tego interesującego tricku.



Brak „szumu zderzeń z drzewami”

I wreszcie kwestia tytułowa, równie poważna. Ekspertyza IES podważa kluczowe elementy oficjalnego przebiegu katastrofy. Dźwięki, które w transkrypcji MAK-u i CLK zidentyfikowano jako pochodzące ze zderzeń z drzewami eksperci IES jednoznacznie kalsyfikują – uwaga – jako odgłos przemieszczających się przedmiotów. Odgłos przemieszczających się przedmiotów, a nie odgłos zderzeń z drzewami. I nie zostawiono tu miejsca na niepewność, np. przez stwierdzenie, że są to odgłosy niezidentyfikowane, czy niewiadomego pochodzenia. Jak ważna jest to stwierdzenie to wystarczy nadmienić, że zarówno raport MAK-u, jak i Millera bazują na tych trzaskach, jako dowodach, że samolot faktycznie ścinał drzewa w ostatnich sekundach lotu. Żadnych innych dowodów nie przedstawiono. Co więcej – trzaski te posłużyły także komisji Millera do synchronizacji zapisów parametrów lotu z głosowymi. A to oznacza, że synchronizacja ta – już i tak wątpliwa – zupełnie się rozjeżdża.

Nawet jeszcze więcej. Odgłos przemieszczających się przedmiotów zaczyna się zanim w ogóle samolot miał uderzyć w pancerną brzozę. Oznacza to, że coś te przedmioty ruszyło zanim w ogóle samolot stracił jakoby lewe skrzydło i zaczął przechylać się na lewą stronę. W znanych parametrach lotu nie ma niczego, co mogłoby w tym momencie spowodować tego typu gwałtowne zjawiska.

Zatem obraz końcowych sekund, jaki wyłania się z ekspertyzy IES jest następujacy:
1.Piloci zdawali sobie sprawę z położenia w przestrzeni wzgledem ziemi i lotniska
2.Po komendach odejścia na wysokości 100 metrów w kabinie panował spokój aż do przelotu nad bliższą radiolatarnią
3.Przy przelocie nad bliższą radiolatarnią piloci gwałtownie odłączyli wszystkie aktywne kanały autopilota
4.W tym samym czasie (08:41:01,7) nastapił albo gwałtowny wstrząs, albo bardzo gwałtowny przechył (jeszcze przed zakładanym zderzeniem z brzozą) odpowiedzialny za owo przemieszczanie się przedmiotów
5.Wstrząsy lub przechył odpowiedzialny za przemieszczanie się przedmiotów trwa aż do końca nagrania
6.Żaden dźwięk nie został zidentyfikowany jako pochodzący ze zderzeń samolotu z zewnętrznymi przeszkodami

Wygląda to nieco inaczej niż wersja oficjalna, nieprawdaż?



Konwersacje przy 100 g

Taka według MAK-u była wartość przeciążenia działającego na pasażerów w momencie uderzenia w ziemię. Według specjalistów z IES w momencie zatrzymania się taśmy zapisał się także sygnał interpretowany jako mowa. Jeśli przyjąć, że taśma zatrzymała się w momencie (lub tuż po) uderzeniu w ziemię znaczy to również, że w momencie uderzenia (lub tuż po) trwała w najlepsze jakaś konwersacja. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że ktoś wypowiadał jakieś słowa w momencie gdy samolot był jeszcze w powietrzu, ale z jakichs przyczyn czarna skrzynka przestała rejestrować. Nie trzeba zgadywać, że może to być rozpad samolotu w powietrzu i utrata zasilania.



Odsłon: 3336 (w tym z lubczasopism 15) | Tagi: smoleńsk, katastrofa w smoleńsku, czarne skrzynki, nagrania czarnych skrzynek, instytut ekspertyz sądowych




Dodaj do:Do obserwowanychDo lubczasopismaRSS komentarze

skomentujKomentarze do notki50 |Zgłoś nadużycie

drobna uwaga

Raport generalicy Anodiny kwestie identyfikacji osób innych niż piloci przedstawił tak:

Do potwierdzenia prawidłowości identyfikacji głosów niektórych rozmówców, nie będących członkami załogi ( dyrektor protokołu i Dowódca WWS Rzeczpospolitej Polskiej), byli powołani dodatkowi eksperci, dobrze znający wskazane osoby

Zatem tego co to dokonał owej indentyfikacji trzeba szukać w szerszym gornie i raczej na pewno poza trójką Stroinski, Targalski, Michalak.

Edmund Klich z kolei wyznał kiedyś w telewizorze że na potrzeby identyfikacji głosu generała Błasika do Moskwy udała się osoba doskonale gen Błasika znajaca.

Zatem i ekspert i osoba doskonale genraała znająca. Dwa w jednym.

Jestem od rana bardzo zainteresowany tym kim był ów człowiek uzyty przez Rosjan do popularyzacji ich kłamstwa.

Wg mnie wiele wskazuje na to że takim ekspertem mógł być dyżurny ekspert telewizji TVN.

Kim pan jest, majorze Fiszer?

To moja hipoteza. Tak czy siak nazwisko "eksperta" który "zidentyfikował" głos generała Błasika w Moskwie jest jakąś wielka tejemnicą...

źródło: http://pmk.salon24.pl/382288,ekspertyza-ies-nie-lubi-pancernej-brzozy



Autor: Piotr Dudała | 17/01/2012
Komentarze
#1 | Novita dnia 18.04.2014 10:47
I think 周秀娜 is pretty smart. Erica, you use blog to get from "A" to "C" point. She uses her own "B" to "C". Same thing. Both ways didn't kill aonyne. Maybe, 周秀娜's way killed a lot of sperms from Tram-Boys and it affected Hong Kong's 5% productivity.
#2 | Blizniak dnia 18.01.2012 19:02
Nierozpoznany głos w kabinie pilotów , to jeszcze żywy w tej kabinie gen. Błasik , bo kto inny mół tak wylewnie przywitać pilotów " Witam , witam , dzieńdobry " w odpowiedzi było rozpoznane dzieńdobry. Błasika wyciągnięto z kabiny pilotów nie był przypięty pasami.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney