Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Początek przełamywania posmoleńskiej niemocy. Państwo musi umieć wskazać i usunąć swoje najsłabsze ogniwa

Od kilku tygodni opada kurtyna fałszu. Oto kolejny mały przełom w posmoleńskiej niemocy. To już nie są domysły, a oficjalne prokuratorskie doniesienia – BOR dopuściło się poważnych uchybień zagrażających bezpieczeństwu najważniejszych osób w państwie. I to na szczeblu najwyższego dowództwa jednostki.

Postawienie zarzutów wiceszefowi BOR gen. Pawłowi Bielawnemu będzie pierwszą poważną decyzją procesową prokuratury po katastrofie w Smoleńsku. Po raz pierwszy do odpowiedzialności może zostać pociągnięty ktoś na wysokim stanowisku, odpowiedzialny za szalenie ważne obszary bezpieczeństwa państwa.



Trzeba jednak oczekiwać, że to dopiero początek wyciągania konsekwencji od tych, którzy zawiedli. Jeśli chodzi o działania BOR, to ta lista jest dość długa i wykracza daleko poza struktury jednostki.

Nie chodzi tylko o gen. Mariana Janickiego, który dawno powinien być zdymisjonowany, a który musiał mieć dokładną wiedzę o działaniach podległych mu ludzi. W przypadku nieobecności funkcjonariuszy na lotnisku w momencie katastrofy wiemy, że miał. Pisaliśmy o tym w ubiegłym tygodniu – Janicki zgodził się, by płk Florczak (według planu oczekujący 10 kwietnia na TU-154M na Siewiernym) na dwa dni wrócił do Polski, by spotkać się z rodziną i leciał do Smoleńska z prezydentem.

Swoją drogą, to ciekawe, co stanie się z Bielawnym w czwartek – poda się do dymisji czy zostanie odwołany przez Janickiego?

Ale trzeba jeszcze pamiętać o innej, ważniejszej grupie – urzędnikach rządowych, którzy tworzą warunki do pracy BOR. Chodzi o ministrów i dyrektorów z kancelarii premiera i MSZ, którzy przecież mogli reagować na niepokojące sygnały z Rosji. Nie robili tego, gdy ambasada informowała, że wylądowanie samolotu z grupą roboczą jest zależne od decyzji samego Władimira Putina. Nie reagowali, gdy okazywało się, że polskie służby nie mogą wejść na Siewierny, że BOR nie może wziąć ze sobą do Rosji broni.

Ignorowali rosyjską grę, albo wręcz uczestniczyli w niej, by zdyskredytować wizytę prezydenta. Oddawali do dyspozycji Moskwy decyzję, czy organizować wspólną czy oddzielne wizyty. Trochę o wątku organizacyjnym zapominamy, bo w ostatnich miesiącach skupiamy się na szczegółach technicznych ostatniej fazy lotu, nieobecności w kokpicie gen. Błasika, kłamstwach MAK, komisji Millera i polskich dziennikarzy.

Na szczęście jest jeszcze np. Najwyższa Izba Kontroli i jej ustalenia dotyczące łamania przekraczania uprawnień przez Tomasza Arabskiego.

Po katastrofie okazało się, że wszyscy urzędnicy są z siebie dumni, nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie żądaliśmy od nich wiele – przede wszystkim posypania głów popiołem i usunięcia się w cień. Nie mieli odwagi. Mieli za to butę, by wypinać pierś do orderów i wracać na wysokie albo jeszcze wyższe stanowiska.

Wierzę, że prokuratura o nich nie zapomni.


źródło: Marek Pyza, www.wpolityce.pl



Autor: Redakcja | 07/02/2012
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?