Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


To była eksplozja - nie ma innej możliwości

Z dr. inż. Grzegorzem Szuladzińskim, ekspertem parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, rozmawiają Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski.

Z Pańskiego raportu wynika, że w samolocie Tu-154, który 10 kwietnia 2010 r. leciał do Smoleńska, nastąpiły dwa wybuchy. Pierwszy z nich zniszczył skrzydło, drugi chwilę później doprowadził do destrukcji całej maszyny. Skąd hipoteza, że do katastrofy doszło w wyniku eksplozji nad ziemią?

Na taki przebieg wydarzeń wskazuje bardzo wiele faktów. Choćby to, że fragmenty samolotu były rozrzucone na dużej przestrzeni, co wyraźnie wzmacnia hipotezę o jego rozpadzie na wysokości kilkudziesięciu metrów. Gdyby maszyna rozpadła się na ziemi, obszar, na którym znajdowano potem szczątki Tu-154, byłby znacznie mniejszy.



Za wybuchem przemawia m.in. także duża liczba odłamków, czyli kilkucentymetrowych kawałków wraku, jakie odnaleziono na miejscu katastrofy. To typowy skutek działania materiałów wybuchowych. Obecności odłamków w tak ogromnej liczbie nie da się inaczej wytłumaczyć, chyba że uderzeniem w sztywną przeszkodę z wielką prędkością. W tym wypadku nie było jednak ani żadnej sztywnej przeszkody, ani wystarczająco dużej prędkości, bo samolot leciał ok. 270 km/h.

Oprócz odłamków na miejscu katastrofy było też sporo większych części wraku. Czy ich wygląd także wskazuje na eksplozję?

Tak. Najważniejsza rzecz to rozprucie segmentu kadłuba wzdłuż jego osi z charakterystycznym rozwarciem i wywinięciem krawędzi pęknięcia. Kadłub to taka duża rura cylindryczna (walcowa), zamknięta z obydwu stron. Jeżeli samolot spada na ziemię i uderza w nią, np. ogonem, rozłamanie tylnej części kadłuba może nastąpić blisko skrzydła. Przy uderzeniu dziobem może się odłamać z kolei przednia część, często w okolicy skrzydła. Kadłub pęka wówczas (najczęściej) wzdłuż obwodu.

Gdy jednak rurę kadłuba podda się wysokiemu ciśnieniu wewnętrznemu, pęka ona wzdłuż. To podstawowe zasady mechaniki. Każdy inżynier, który studiował wytrzymałość materiałów, zgodzi się, że typowa rura pęka inaczej jako belka, a inaczej jako naczynie ciśnieniowe.

Czyli to wysokie ciśnienie wewnętrzne musiało spowodować pęknięcie wzdłuż i otwarcie kadłuba?

Nie widzę innej możliwości. Potwierdzeniem tej hipotezy jest zresztą wygląd głównych części kadłuba, gdy spojrzymy na nie wzdłuż jego osi. Sprawiają one wrażenie, jakby poza samą konstrukcją niewiele zostało we wnętrzu. Są puste, tam właściwie nic nie ma, chociaż w niektórych miejscach powinno być bardzo dużo elementów. Zawartość kadłuba została po prostu „wydmuchnięta”.

Warto także zwrócić uwagę na stan części ogonowej leżącej osobno. Widać, że jej wręga, czyli element kadłuba samolotu usztywniający go w przekroju poprzecznym, została bardzo poważnie uszkodzona. Jeśli przyczyną tych zniszczeń byłoby zderzenie z ziemią, to kadłub w tym miejscu przestałby być okrągły. Jednak – co widać na zdjęciach z miejsca katastrofy – zachował on okrągły kształt, czyli nie został odkształcony w wyniku mocnego zewnętrznego uderzania, np. krawędzią o grunt. Za to ścianka wręgi jest zniszczona i poszarpana. Jedynie duże ciśnienie wewnętrzne, powstałe w wyniku wybuchu, mogło doprowadzić do takiej sytuacji.

Poza tymi charakterystycznymi dla skutków eksplozji zniszczeniami istotny jest jeszcze jeden czynnik: duże przyspieszenie pionowe, skierowane w dół względem samolotu. Przyrządy pokładowe zanotowały je w momencie, kiedy samolot był w okolicy punktu zaznaczonego jako FMS w raporcie [moment przerwania pracy komputera pokładowego i czarnych skrzynek – przyp. „GP”]. Ktoś może słusznie powiedzieć, że przyspieszenie mniejsze niż 1g nie musi być katastrofalne. Tak, w normalnym locie, gdy siły aerodynamiczne równomiernie działają na całą maszynę. Ale to samo przyspieszenie ogólne, w wyniku działania siły w jednym miejscu, to zupełnie inna sprawa.

W swoim raporcie sporo miejsca poświęcił Pan pożarowi samolotu po katastrofie. Czemu jest to tak ważne?

Fakt, że niektóre szczątki samolotu paliły się tuż po katastrofie, a na innych w ogóle nie było śladu ognia, także wskazuje na wybuch wewnętrzny. Dlaczego? Przy rozerwaniu konstrukcji przez materiał wybuchowy, który jest umieszczony wewnątrz niej, część elementów – chodzi o te odlatujące od całości – zostaje „omyta” ogniem i po upadku na ziemię przez jakiś czas się pali. Natomiast elementy oddalone od źródła eksplozji lub osłonięte przed działaniem tej siły pozostają niezapalone. Właśnie tak było w Smoleńsku.

W jakim stanie byłby wrak, gdyby do katastrofy doszło w wyniku zwykłego zderzenia z ziemią, jak przedstawiają to oficjalne raporty?

Powiedzmy najpierw, że kadłub uderza płasko o ziemię, całym swoim „sufitem”. Przekrój kadłuba, który dla nieuszkodzonej maszyny jest kołowy, powinien się pod wpływem kontaktu z gruntem zowalizować, czyli spłaszczyć, wydłużyć w poziomie. Mogłyby powstać plastyczne zgięcia czy nawet złamania, których linie szłyby wzdłuż kadłuba. Jeśli natomiast samolot uderza o ziemię którąś z wystających części, to ta część może się odłamać, a reszta, po upadnięciu na ziemię, będzie dodatkowo uszkodzona. Kadłub mógłby być nadłamany lub rozłamany, ale na pewno nie rozerwany na tyle drobnych części.

Chciałbym podkreślić, że całkowite zniszczenie centropłatu, najmocniejszej części Tu-154, w przypadku uderzenia o ziemię byłoby absolutnie niemożliwe. Tym bardziej że grunt był stosunkowo miękki, a samolot spadł z niewielkiej wysokości – według ostatniej wersji najwyżej 25–30 m. Prawdopodobna prędkość pionowa uderzenia w ziemię jest oceniana na 8 m/s (29 km/h).

A jak wyglądałyby ciała? W raporcie zwraca Pan uwagę, że obrażenia ofiar katastrofy smoleńskiej i stan ich ubrań jest kolejnym argumentem za przyjęciem hipotezy wybuchu.

Rozczłonkowanie i rozerwanie ciał na wiele drobnych części – choć, co charakterystyczne, zwłoki wielu ofiar były z kolei w bardzo dobrym stanie – sugerują użycie w Tu-154 wysokoenergetycznego materiału wybuchowego. Podobnie jest z ubraniami, które w niektórych przypadkach zostały całkowicie zerwane, a w innych poszarpane i postrzępione.

Gdyby samolot uderzył o ziemię, aż tak dramatycznych skutków by nie było. Ciała mogłyby stracić integralność, ale nie byłoby tak dużej liczby drobnych szczątków.

Czy możemy być pewni, że wybuch nastąpił na wysokości ok. 30 m, nie zaś wyżej? Czy na tak niskiej wysokości mogło dojść do selekcji rozpadających się części – znanej jako efekt podobny do odsiewania ziarna: części ciężkie lecą dalej, plewy opadają bliżej – jaką widać na zdjęciach zrobionych po katastrofie? Typowym przykładem zjawiska selekcji jest zamiana kolejności położenia ciężkiego „ogona” i lżejszych powłok tylnej części kabiny pasażerskiej. Czy na tak małej wysokości i przy tak małej prędkości byłby, według praw fizyki, jeszcze czas na taką selekcję, biorąc przy tym pod uwagę, że niżej był las drzew, co mogłoby zmienić trajektorię lotu wielu tych części?

Chętnie bym odpowiedział, ale nie jest to łatwe. Nie studiowałem (ani nikt inny nie przedstawił) systematycznego badania szczątków pod kątem tego, gdzie one się znalazły i jaką drogą tam dotarły. Proszę pamiętać, że są dwa etapy takiej drogi, jeden przez powietrze, drugi po ziemi. To prawda, że cięższe elementy będą w większym stopniu poruszały się, jak im bezwładność i przyciąganie ziemskie nakazują, a lżejsze, o tych samych rozmiarach, będą w większym stopniu pod wpływem sił aerodynamicznych. Przez to cięższe mogą wylądować dalej niż lekkie.

Nie umiem dokładnie powiedzieć, jak wysoko był samolot w chwili wybuchów. To pytanie lepiej skierować do dr. Nowaczyka, który szczegółowo badał te sprawy.

Zawarte w Pańskim raporcie stwierdzenie, że samolot mógł zostać zniszczony w wyniku eksplozji materiału stałego, np. dynamitu lub innego wysokoenergetycznego materiału wybuchowego, wzbudziło wiele emocji w polskich mediach. Skąd wiemy, że to ten rodzaj substancji wywołał eksplozję?

Na pewno nie był to wybuch tlenu czy oparów paliwa. Spowodowałby on bowiem równomierny rozkład ciśnień i nie skutkował powstaniem takiej liczby odłamków. Zamiast nich rozdzieliłyby się większe elementy samolotu.

W przypadku katastrofy smoleńskiej mieliśmy najprawdopodobniej do czynienia właśnie z eksplozją wysokoenergetycznego materiału wybuchowego. Taki wybuch doprowadza do powstania silnej fali uderzeniowej, która rozchodzi się od źródła eksplozji, w związku z czym największemu zniszczeniu ulegają elementy znajdujące się najbliżej tego źródła. Zniszczenia kadłuba – m.in. „wydmuchnięcie” jego elementów, o którym mówiłem wcześniej – wskazują na użycie właśnie takiego materiału.

Pewność zyskamy oczywiście dopiero po przeprowadzeniu niezbędnych badań.

Czy pierwszy wybuch – na skrzydle – także spowodowany był przez tego rodzaju wysokoenergetyczny materiał?

Prawdopodobnie, ale trudno porównywać oba wybuchy. Pierwsza eksplozja miała inne skutki, rozpoczęła proces dużego lokalnego zniszczenia skrzydła, który na pewno nie mógł być efektem uderzenia o ziemię czy drzewo. Zniszczenia te nie miały jednak tak dramatycznych skutków jak przy wybuchu w kadłubie, gdzie doszło do rozerwania niektórych pasażerów na kawałki i „wydmuchnięcia” jego zawartości.

Drugi wybuch pokrywa się w czasie z zamrożeniem pracy komputera pokładowego i rejestratorów lotu. Prokuratura twierdzi jednak, że przyczyną wyłączenia komputera i czarnych skrzynek na ok. 2 sekundy przed zderzeniem z ziemią było uszkodzenie instalacji elektrycznej samolotu.

Jedno i drugie się nie wyklucza. Przecież po wybuchu wewnątrz samolotu nie tylko nastąpiło pęknięcie wzdłużne kadłuba, ale i jego rozpad: odleciał tył, odleciał przód. Wszystkie instalacje zostały zatem zerwane. Prokuratura ma zatem całkowitą rację w tej sprawie, tyle że ogranicza się do stwierdzenia faktu przerwania zasilania. Ja natomiast wskazuję, że najbardziej prawdopodobną przyczyną uszkodzenia instalacji elektrycznej był wybuch.

Jeśli założylibyśmy, że do wybuchów doszło w efekcie celowych działań osób trzecich, czemu służyć miała pierwsza eksplozja na skrzydle?

To już wchodzenie w sprawy kryminalne, a to leży poza obszarem moich kompetencji. Opieram się tylko na faktach, a te wskazują, że doszło do dwóch wybuchów.

Jak duża ilość konwencjonalnego materiału wybuchowego potrzebna byłaby do zniszczenia tak potężnej maszyny?

Gdybym miał zgadnąć, to wydaje mi się, że od 2 do 5 kg TNT wystarczyłoby, żeby otworzyć kadłub i doprowadzić samolot do podobnych zniszczeń. Większa liczba wchodzi w grę, gdy założymy, że zaginione części zostały rozdrobnione na kawałki, ale co do tego nie ma pewności. Symulacja komputerowa powinna dać dość dokładną odpowiedź.

W raporcie czytamy: „Stan szczątków ludzkich wskazuje, że ognisko mogło znajdować się w pobliżu salonki nr 3, około środka długości części pasażerskiej”. Gdzie dokładnie mógł znajdować się materiał wybuchowy?

Nie znam tak dobrze wnętrza i elementów wykończenia samolotu Tu-154, by móc się na ten temat szczegółowo wypowiadać. Z pewnością jednak materiał wybuchowy mógł być na tyle niewielki, by dyskretnie go gdzieś schować lub wbudować.

Eksperci zespołu Antoniego Macierewicza, którzy przed Panem publikowali wyniki swoich badań, natychmiast stawali się obiektami wściekłej nagonki prorządowych mediów w Polsce. Pan postawił jak na razie najśmielsze hipotezy w sprawie katastrofy smoleńskiej. Nie obawia się Pan medialnego kontrataku?

Dotychczasowe publikacje na mój temat raczej mnie śmieszą, bo pokazują, że krytycy moich ustaleń nie umieją ich merytorycznie podważyć. Jeden z artykułów natomiast poważnie mnie zirytował (śmiech). Zamieszczono w nim bowiem zdjęcie satelitarne starego budynku, w którym rzekomo mieszkam i mam nieznaną jakoby nikomu firmę. Problem w tym, że aplikacja Google Earth, którą się posłużono, pokazuje w tym przypadku zdjęcie sprzed trzech lat, a więc z okresu, gdy dopiero tę nieruchomość kupowałem. Po jej nabyciu znacznie ją rozbudowałem i całkowicie odnowiłem, więc autor tej publikacji, chcąc mnie zdyskredytować poprzez sugestię: „Tu mieszka i pracuje Szuladziński”, mocno się przeliczył... Nie mieszkam w takim starym i brzydkim domu (śmiech).

DR GRZEGORZ SZULADZIŃSKI jest absolwentem Politechniki Warszawskiej (ukończył prestiżowy Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa), w 1973 r. doktoryzował się z mechaniki struktur na amerykańskim University of South California (absolwentem tej uczelni był m.in. słynny kosmonauta Neil Armstrong, pierwszy człowiek na Księżycu). Do 1980 r. pracował w Stanach Zjednoczonych, zajmując się m.in. technologiami lotniczymi i kosmonautycznymi. Wśród wielu jego projektów można wymienić komputerowe symulacje zdarzeń sejsmicznych, mające na celu bezpieczeństwo obiektów nuklearnych.

W 1981 r. dr Szuladziński przeniósł się do Australii, gdzie do dziś prowadzi prace nad procesami rozpadu, dynamiką konstrukcji, odkształceniami itd. w lotnictwie, budownictwie i energetyce.

Ekspert zespołu Antoniego Macierewicza ma także na swoim koncie dwie książki i wiele artykułów, jest członkiem kilku stowarzyszeń inżynieryjnych w USA i Australii. Od lat 90. wykonuje złożone komputerowe symulacje takich zjawisk jak rozbijanie skał przy użyciu materiałów wybuchowych, rozrywanie metali oraz niszczenie budynków.



Autor: Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, Gazeta Polska





Autor: Redakcja | 02/06/2012
Komentarze
#1 | PAWLO dnia 21.06.2012 17:03
Szaleju popił, czy co?!
#2 | PAWLO dnia 04.06.2012 06:22
O, jasna cholera sami eksperci. A, największy ekspert to Maciulewicz !!!
#3 | Zenek cd dnia 02.06.2012 21:44
nie żabym się czepiał... ale warto OSOBIŚCIE sprawdzić w necie informacje o Firmie dr Szuladzińskiego z Australii. Polecam, to daje dużo do myślenia.
#4 | Zenek dnia 02.06.2012 21:40
Ja na temat a nie o dupie maryni - załóżmy że cytowani eksperci mają racje, był wybuch na pokładzie samolotu. W takim przypadku pasztet robi się znacznie większy - kto i kiedy zamontował w samolocie bombę? Logicznie rzecz biorąc, nastąpiło to w kraju, bezpośrednio przed fatalnym lotem bo przecież służby strzegą i sprawdzają wszystko PRZED każdym lotem.
#5 | !!!!!!!!!!!! dnia 02.06.2012 16:58
Chciałam się rozliczyć z jednym gościem, który mnie czyści - mówiła posłanka Beata Sawicka w rozmowie z agentem Tomkiem. - Trzeba komuś wpier...? - pada pytanie. - Tak, Grzesiowi Schetynie - potwierdza Sawicka - podaje "Fakt".

To jeden ze wstrząsających zapisów z podsłuchów zawartych w kilkunastu tomach akt procesu byłej posłanki Platformy, przez które przekopali się dziennikarze Faktu. - Aż trudno to komentować. To, co ona mówi, jest niepoważne - mówi nam zdumiony Grzegorz Schetyna (49 l.).

Korupcja, za którą została skazana była posłanka to wierzchołek góry lodowej. Sawicka, jak wynika z zapisów podsłuchów, zachowywała się, jakby była szefową gangu albo mafii. Szukała zbirów z warszawskiej Pragi, którzy mieliby pobić jej partyjnego kolegę, jednego z liderów PO! Rozmowa z agentami Tomkiem oraz Markiem miała miejsce, gdy zapadały decyzje o kształcie list wyborczych w przyspieszonych wyborach w 2007 roku. Ważyło się, czy Sawicka będzie startować do Sejmu czy do Senatu. Schetyna był wtedy sekretarzem generalnym PO, drugą osobą w partii po Donaldzie Tusklu (55 l.) i liderem partii na Dolnym Śląsku, skąd startowała Sawicka. Ta zwierzała się, że Schetyna „ją czyści”, obawiała się, że trudno jej będzie dostać się do Senatu.

Sawicka wiedziała, że agenci Tomek i Marek mogą mieć podejrzane, stare kontakty na warszawskiej Pradze. Agent Tomek Piotrowski – dziś to znany poseł Tomasz Kaczmarek (36 l.), który udawał przed nią biznesmena, miał zbudowaną „legendę” chłopaka właśnie z warszawskiej Pragi, który jako sierota miał trudne dzieciństwo i młodość. Opowiadał jej, że za młodu aniołkiem nie był. Wdał się w podejrzane towarzystwo, a nawet trafił do więzienia.
Panie Piotrze, z kim pan się zadawał? A ostrzegałem!!!!!!!!!!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney