Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Odczytać kryzys

W ostatnich dniach we Włoszech wiele dyskutuje się na temat książki "Walka klas po walce klas" autorstwa turyńskiego socjologa Luciana Gallino. Została ona napisana w formie odpowiedzi na pytania przygotowane przez kolegę autora, Paola Borgnę, wykładowcę z tego samego uniwersytetu. Opublikowało ją wydawnictwo Laterza (Bari-Rzym, 2012).
Gallino na fali sukcesu, jaki odniósł, wydając książkę, sprawia wrażenie, jakby miał ochotę na aktywne włączenie się we włoskie życie polityczne. Być może będzie dążył do stworzenia nowej partii. Gallino jest socjologiem, który nigdy nie krył swojego zaangażowania politycznego i który do dziś broni "prawdy substancjalnej" komunizmu marksistowskiego (patrz: s. 210), zdradzonej rzecz jasna przez sowiecką "megamachinę społeczną" (ibid.), ale wciąż odzwierciedlającą "motor historii, a dokładniej - to, co nadaje historii sens" (ibid.).



Biznes a polityka

Marksiści, którzy przetrwali aż do dziś, stanowią zjawisko niemalże rozczulające. Można by się zastanawiać, co interesującego mogliby oni powiedzieć na temat obecnego kryzysu ekonomicznego. Jako że Gallino jest socjologiem dość dobrze przygotowanym technicznie do prowadzenia badań, jego rozważania na temat kryzysu - jeśli uda się wyłowić je z sosu marksizmu - mogą okazać się całkiem interesujące.

Nie wchodząc w detale, możemy stwierdzić, że książka składa się z trzech części. Pierwsza opisuje proces wyjścia ekonomii z fazy postindustrialnej i tak zwaną finansjeryzację. Proces ten doprowadził do wyłonienia grupy, którą już amerykański ekonomista Ferdinand Lundberg (1905-1995) nazywał klasą "superbogatych". Jego badania Gallino przywołuje zresztą w swoim opracowaniu. "Superbogacze" stanowią niewielką grupę, choć zarazem nie tak całkiem nieliczną, menedżerów, spekulantów i beneficjentów Skarbu Państwa, którzy działają na styku polityki i biznesu, a często sami przechodzą do czynnej polityki. Tej kategorii nie należy mylić z przedsiębiorcami, ponieważ tradycyjny przedsiębiorca, mimo że bywa dotowany przez wielkich posiadaczy, na ogół ryzykuje więcej i zarabia mniej od "superbogaczy".

Według niektórych badań - chociaż sam ich autor zaznacza, że każda analiza statystyczna może zostać poddana krytyce i dyskusji na temat przyjętych założeń i ich ideologicznej interpretacji - do kategorii "superbogaczy" należy około 24 milionów ludzi, co odpowiada mniej więcej 0,5 proc. populacji dorosłych obywateli kuli ziemskiej. W ich posiadaniu miałoby się znajdować 35 proc. (a zatem ponad 1/3) wszystkich bogactw całego świata.

Ta nowa klasa uformowała się dopiero w ostatnich czasach. Trzydzieści lat temu główny menedżer wielkiej korporacji zachodniej zarabiał przeciętnie 40 razy tyle, co urzędnik bądź wykwalifikowany robotnik. "Obecnie wskaźnik ten skoczył do ponad 300 punktów. W niektórych miejscach Stanów Zjednoczonych pensja szefa przekracza zarobki podległego mu pracownika nawet tysiąckrotnie" (s. 15). Spekulanci giełdowi zarabiają jeszcze więcej, chociaż jest zarazem prawdą, że ryzykują oni bardziej niż menedżerowie.

Efekt domina

Druga część książki została poświęcona jej tytułowemu problemowi, to znaczy walce klas. W ujęciu marksistowskim walka klas jest zazwyczaj rozumiana jako walka biednych przeciwko bogatym. W ścisłym jednak rozumieniu tego terminu, jak zauważa Gallino, Karol Marks (1818-1883) zakładał także możliwość prowadzenia walki przez klasę bogaczy przeciwko biedakom - nie tylko i nie zawsze rozumianej w kategoriach obrony.

To, czego jesteśmy świadkami w ostatnich dekadach, jest według Gallina właśnie ową walką klasy bogaczy z biedakami. Z wielu powodów związanych z postindustrialnymi przemianami w ekonomii ludzie biedni zaprzestali niemalże prowadzenia walki klasowej, która w okresie powojennym sięgającym aż do 1980 roku doprowadziła ich do osiągnięcia poprawy warunków życia, która była nie do pomyślenia w poprzednich epokach. Także klasa średnia osiągnęła stan prosperity, jakiej nie doświadczyła nigdy przedtem w historii. Gallino uczciwie przyznaje, że poprawa warunków życia stanowiła zasługę nie tylko socjalistów, ale także katolików. Podczas gdy starzy "posiadacze", jak twierdzi Gallino, z grubsza zaakceptowali ten stan rzeczy, nowa klasa "superbogaczy" skorzystała z dezorganizacji uboższej warstwy społeczeństwa i klasy średniej, jaka nastąpiła w wyniku nowej rewolucji postindustrialnej, aby kontynuować walkę klas przeciwko wrogowi, który z kolei przestał walczyć. "Superbogacze" zaczęli dążyć do przejęcia zdobyczy z trudem wywalczonych na przestrzeni 40 powojennych lat przez najbiedniejszych i przez przedstawicieli klasy średniej. Nie można wykluczyć, że doszło do tego w wyniku działań podjętych świadomie i złośliwie i że istniało lobby, które umiało tę operację przeprowadzić. W dużej mierze nastąpiło to jednak na bazie procesów społecznych niepodlegających niczyjej kontroli. Pojawienie się "superbogaczy" spowodowało podniesienie cen niektórych dóbr - począwszy od mieszkań położonych w pobliżu miejsc pracy czy też w "prestiżowych" lokalizacjach. W efekcie klasa średnia nie mogła sobie pozwolić na ich kupno bez zaciągania kredytów bankowych - chętnie z kolei udzielanych, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych.

Nastąpił tu efekt domina - najbiedniejsi nie byli w stanie pozwolić sobie na kupno ładnych mieszkań w atrakcyjnych miejscach bez zaciągania kredytów. Nieosiągalne stały się dla nich także inne dobra, natrętnie z kolei reklamowane i przez to coraz bardziej pożądane. Rosnąca spirala zadłużenia i nadmierne zaciąganie kredytów, zwłaszcza hipotecznych, wywołały światowy kryzys ekonomiczny. Nawet jeśli kilku "superbogaczy" straciło w jego efekcie wszystkie oszczędności, to jednak właśnie ich warstwa okazała się tą uprzywilejowaną nawet w czasach kryzysu, ponieważ była to jedyna grupa wciąż zdolna do prowadzenia spekulacji finansowych. Stali się oni zatem grupą jeszcze bogatszą, natomiast biedni i klasa średnia zbiednieli wprost dramatycznie, co doprowadziło do równie dramatycznego pogorszenia ich kondycji psychicznej.

Pat fiskalny
Trzecia teza postawiona przez Gallino mówi, że sposób, w jaki rządy zachodnie - wliczając w to także rządy lewicowe - reagują na kryzys, jest w istocie jednym wielkim oszustwem. Ich priorytet to w istocie "ratowanie" wielkich banków i innych instytucji państwowych, od których zależy status finansowy klasy "superbogaczy". Aby móc ładować bez końca pieniądze w ratowanie banków, rządy muszą podwyższać podatki, których płacenia "superbogacze" umieją na różne sposoby unikać. Takich możliwości nie ma natomiast klasa średnia. Zaczyna się ona zatem przekształcać w proletariat, jak przewidywał Marks. Możliwości uniknięcia płacenia podatków nie ma także klasa robotników najemnych ani prywatni przedsiębiorcy - zwłaszcza ci działający na mniejszą skalę. Wśród tych ostatnich szczególnie nasiliła się fala samobójstw. Pieniądze z podatków są wrzucane do studni bez dna, jaką stanowią publiczne i prywatne instytucje finansowe. Nie przynosi to jednak żadnych korzyści zdecydowanej większości obywateli. Stają się oni coraz biedniejsi. Wbrew obietnicom, nie jest tu możliwy żaden wzrost gospodarczy. Kryzys trwa.


Ważne są idee
Co sądzić o tej analizie? Potrzebny jest rzecz jasna wysiłek, aby oczyścić ją z naleciałości marksizmu i pojęć - cokolwiek by na ten temat myślał Gallino - naprawdę przestarzałych, jak choćby termin "walki klas". Fakt, że przemiany postindustrialne doprowadziły do powstania warstwy "superbogaczy" działającej niczym lobby, można jednak skonstatować, nie będąc marksistą. Jest także prawdą, że "superbogacze" są zbyt bogaci i że ta koncentracja pieniędzy w rękach niewielkiego odsetka mieszkańców ziemi - na dodatek niebędących przedsiębiorcami tworzącymi miejsca pracy - prowadzi do powstania kryzysu - nie tylko na poziomie finansowym, ale także psychicznym - doprowadza ona wielu ludzi do frustracji i czyni ich nieszczęśliwymi.
Analiza turyńskiego socjologa zawiera jednak dwie powiązane ze sobą nieścisłości. Pierwsza z nich to niejasny charakter proponowanych przez niego rozwiązań. Można by się nawet zgodzić, że socjalizm i ruchy związkowe stanowiły dla ludzi najbiedniejszych źródło nadziei, które dzisiaj jednak nie zdaje już egzaminu i które powinno być "czymś" zastąpione. Nie bardzo jednak wiadomo, jaki charakter miałoby mieć to "coś". Książka nie mówi na ten temat nic konkretnego, postuluje jedynie stworzenie jakiegoś archipelagu rozmaitych "ruchów".
Drugi problem, bardziej podstawowy, pojawia się przy końcu książki. W tradycji myślowej, w obrębie której porusza się Gallino, idee i style życia są postrzegane jako wytwory stosunków klasowych. A zatem - w pierwszej kolejności dochodzi do drapieżnych praktyk nowej klasy "superbogaczy", a następnie do ich usprawiedliwiania przez intelektualistów, dopuszczających się zdrady wobec swoich społeczeństw. Analogicznie: najpierw następuje degradacja ekonomiczna klasy średniej i ludzi najbiedniejszych, a następnie degradacja także ich stylu życia i poziomu tworzonej przez nich kultury. Prawda wygląda jednak inaczej. Nie wyjdziemy z kryzysu tak długo, jak długo będziemy pozostawać w błędnym kole prymatu ekonomii. Jak uczył brazylijski myśliciel katolicki, Plinio Corrůa de Oliveira (1908-1995) - którego Gallino z pewnością okrzyknąłby "reakcjonistą" - opisywane przez Marksa procesy mają kierunek dokładnie odwrotny. To idee tworzą rzeczywistość, także tę ekonomiczną, a styl życia tworzy idee. I to właśnie dlatego jesteśmy tak głęboko zanurzeni w świecie kultury materialistycznej i relatywistycznej, w której "nowa klasa" (jeśli można ją tak nazwać) stała się klasą "lobbującą" na rzecz tego, aby ekonomii nie stawiać żadnych granic wywodzących się z prawa naturalnego czy postulatu poszukiwania dobra wspólnego. I to dlatego właśnie relatywizm i materializm zarażają tych, którzy poza środowiskiem "nuworyszy" próbują wyłonić elity będące w stanie zaproponować zmianę nie tylko na poziomie ekonomicznym, ale także kulturowym. Jak naucza Benedykt XVI, kryzys ma charakter nie tylko ekonomiczny i nie można go przezwyciężyć narzędziami z dziedziny jedynie ekonomii. Nie ma on także charakteru wyłącznie politycznego i nie może tym samym zostać rozwiązany jedynie na płaszczyźnie politycznej. Mamy do czynienia z kryzysem doktrynalnym i kulturowym. Jest to zatem ten rodzaj kryzysu, jakiego nigdy jeszcze w historii ludzkości nie udało się rozwiązać inaczej niż na drodze moralnego i religijnego przebudzenia.

Prof. Massimo Introvigne, tłum. Agnieszka Żurek
Nasz Dziennik



--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest przedstawicielem OBWE ds. walki z nietolerancją i dyskryminacją chrześcijan

socjolog



Autor: Piotr Dudała | 16/06/2012
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney