Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Ewa Błasik dla wPolityce.pl: w NATO nikt nie rozumie, czemu ma służyć propaganda kłamstw na temat mojego męża

28 sierpnia obchodzone jest Święto Lotnictwa Polskiego. W tym roku zbiega się ono w czasie z VI Światowym Zlotem Lotników, który odbywa się w kraju. Właśnie te uroczystości, jako sposób na promowanie swojej książki, wykorzystuje Sławomir Orłowski, o którym portal wPolityce.pl pisał w sobotę. Orłowski rozprowadza publikację wśród uczestników Zlotu. O jego książce "Pokolenia dywizjonu 303. Od gen. Skalskiego do gen. Błasika" pisaliśmy, gdy Orłowski w sposób podstępny wykorzystał Ewę Błasik, wdowę po gen. Andrzeju Błasiku do uwiarygodnienia treści swojej książki. Książki pełnej kłamstw, manipulacji i insynuacji pod adresem tragicznie zmarłego dowódcy Sił Powietrznych.



O pilocie gen. Andrzeju Błasiku Orłowski wspomina na kilkudziesięciu stronach swojej publikacji. Jak wylicza Ewa Błasik, w wielu miejscach znajduje się nieprawda. Jedno z kłamstw dotyczy żony gen. Błasika. Orłowski, opisując przylot do Polski amerykańskich myśliwców F-16, stwierdza, że gen. Błasik zawdzięcza karierę znajomości Ewy Błasik z Pierwszą Damą, śp. Marią Kaczyńską. Na tę znajomość Ewa Błasik miała się powoływać wielokrotnie. Ewa Błasik w rozmowie z portalem wPolityce.pl wskazuje, że Orłowski kłamie w sposób podwójny:


Nie byłam obecna na tej uroczystości w Krzesinach, więc nie mogłam poznać tam Pani Prezydentowej. Z panią Marią Kaczyńską rozmawiałam tylko raz w życiu, w Pałacu Prezydenckim na uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. Pamiętam, że wtedy prosiłam Panią Prezydentową o spotkanie z wdowami po lotnikach, którzy zginęli w katastrofach lotniczych.

Sugestie i insynuacje dotyczące związków politycznych gen. Błasika z Lechem Kaczyńskim oraz PiSem przewijają się w książce Orłowskiego dość często. Wskazuje on, że dla Błasika motywacją do działań były "otwarte drzwi do gabinetów i dostęp do ucha ważnych polityków". Generał, w narracji autora książki, był nagradzany przez polityków awansami, z racji swojej lojalności i "nie krył się ze swoimi poglądami politycznymi".


Dobry kontakt z głową państwa Lechem Kaczyńskim i dostęp do ucha szefa biura bezpieczeństwa narodowego Aleksandra Szczygły były mocnymi atutami przy ubieganiu się o tę (wysokie stanowisko w NATO-red.) nominację

- pisze autor opracowania, kolejny raz sugerując, że gen. Błasik zawdzięcza swoją karierę politykom. Tymi insynuacjami oburzona jest Ewa Błasik. Przypomina, że gen. Błasik nie był nigdy związany z żadną partią polityczną, a na pierwsze, ważne stanowiska dowódcze był powoływany, gdy ministrem obrony narodowej był Jerzy Szmajdziński, który również zginął w Smoleńsku. Nominację na stopień generała brygady otrzymał z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. To jednak nie przeszkadza Orłowskiemu sugerować kłamliwie, że Błasik był politycznym nominatem PiSu.

W swojej książce Orłowski umieszcza jeszcze inne manipulacje. Wraz za mediami, szerzącymi rosyjską dezinformację w Polsce, pisze o fikcyjnym konflikcie między gen. Błasikiem a pilotem Tupolewa mjr. Arkadiuszem Protasiukiem. Autor książki wskazuje jakoby generał zachowywał się obcesowo na lotnisku wojskowym w Warszawie 10 kwietnia. W imię zyskiwania punktów u Prezydenta Lecha Kaczyńskiego miał przejąć dowodzenie statkiem powietrznym i przeprowadzić odprawę. Na niej miały paść w kierunku Protasiuka takie słowa: "jako dysponent samolotu osobiście zamelduję Prezydentowi Kaczyńskiemu gotowość do wylotu! Zrozumiał Pan?". Orłowski wskazuje, że Protasiuk od dawna miał problemy z gen. Błasikiem, który był na niego zły z racji unikania przez Protasiuka obozów kondycyjnych.


To wszystko nie prawda

- komentuje Ewa Błasik, która przytoczony fragment książki ocenia krótko: to kłamstwa.


Mój mąż do nikogo nie zwracał się w ten sposób. Był gospodarzem wojskowej części lotniska i miał pełne prawo Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych złożyć meldunek. W ten sposób chciał nadać wyjątkową rangę i charakter tego wylotu. Wojskowi dziwią się, że nawet złożenie meldunku swojemu przełożonemu było poddane medialnej krytyce. Mąż nie miał żadnego konfliktu z mjr. Protasiukiem. Gen. Błasik szanował i cenił za lotnicze dokonania mjr Protasiuka. Był z niego dumny i zamierzał go awansować

- tłumaczy wdowa po generale. Żona śp. Dowódcy Sił Powietrznych przypomina, że jej mąż po raz pierwszy leciał na pokładzie samolotu z Prezydentem i z całą pewnością przestrzegał zasad instrukcji HEAD, którą osobiście wprowadził.

Sławomir Orłowski w swojej książce na nowo kreuje konflikt, jaki media opisywały przez szereg tygodni. Jednak dowodów na spór gen. Błasika z mjr. Protasiukiem nie ma. Podobnie jest z dowodami na propozycję, jaką rzekomo miał usłyszeć gen. Błasik. Orłowski dużo pisze o tym, że tragicznie zmarły lotnik miał objąć stanowisko w Norfolk w NATO. Zachowanie Błasika 10 kwietnia, opisywane przez autora książki, miało w jego ocenie być właśnie przykrywką do krótkiej pogawędki z Prezydentem Lechem Kaczyńskim.


Zdecydowałeś się? - zapytał Lech Kaczyński swojego podwładnego. Miał na myśli ostateczne potwierdzenie jego kandydatury na stanowisko w dowództwie transformacji NATO

- przytacza rozmowę Prezydenta i generała Orłowski. Potem miały paść słowa potwierdzenia, jakie Błasik rzekomo wypowiedział do śp. Lecha Kaczyńskiego. Sprawa nominacji wraca jeszcze dwukrotnie. Gen. Błasik miał odebrać od swojego kierowcy na płycie lotniska teczkę wypełnioną dokumentami, którą miał przekazać ministrowi Szczygło, a potem, już w czasie lotu, zdaniem Orłowskiego dzwonił z telefonu satelitarnego do swojej żony Ewy Błasik, by podzielić się z nią radosną nowiną, że wyjeżdżają do USA.

Ewa Błasik w rozmowie z portalem wPolityce.pl dementuje całą sekwencję zdarzeń, opisywaną przez Sławomira Orłowskiego.


Stanowisko w Norfolk to jedynie medialne spekulacje. Gen. Andrzej Błasik nic nie wiedział o tym, by miał je objąć. Nikt mu nie złożył takiej propozycji. 19 kwietnia 2010 r. kończyła się 3-letnia kadencja męża, jako dowódcy Sił Powietrznych RP. Pan Bogdan Klich, ówczesny szef MON, 23 marca 2010 roku w Ministerstwie złożył propozycję gen. Błasikowi powtórzenia drugiej kadencji na stanowisku dowódcy Sił Powietrznych

- wyjaśnia pani Błasik, wskazując, że mąż przygotowywał się do pozostania na tym samym stanowisku. Generał Błasik przyjął propozycję ministra Klicha. Jego żona zaznacza, że wiedzieli o tym wszyscy w środowisku lotników.


25 marca w Dowództwie Sił Powietrznych w czasie spotkania Wielkanocnego minister Bogdan Klich mówił publicznie, że gen. Błasik powtórzy kadencję. Sławomir Orłowski również o tym mówi w filmie TVP pt.”Generale służba trwa…”

- przypomina Błasik.

Sądząc po innych "wpadkach" autora książki wydaje się, że mamy do czynienia z celowym kłamstwem Orłowskiego. Okazuje się bowiem, że ani gen. Błasik nie otrzymał od swojego kierowcy teczki na lotnisku, ani nie dzwonił do żony z pokładu samolotu. Zweryfikowaliśmy te wiadomości u źródeł - żony gen. Błasika oraz kierowcy, który 10 kwietnia przywiózł dowódcę Sił Powietrznych na lotnisko. Okazuje się, że gen. Błasik nie wniósł na pokład Tupolewa żadnej teczki i do żony nie dzwonił.


Mąż nie dzwonił z pokładu Tupolewa. Takie wydarzenie nie miało miejsca

- wyjaśnia Ewa Błasik.

Pełna kłamstw i manipulacji książka Orłowskiego to kolejny element kampanii oszczerstw wobec tragicznie zmarłego dowódcy Sił Powietrznych RP. Generał Andrzej Błasik stał się ofiarą gigantycznego przemysłu kłamstwa, który ruszył tuż po katastrofie smoleńskiej. Rosjanie, a za nimi media w Polsce, przy milczącym udziale władz, przeprowadziły niespotykaną nagonkę na generała i jego rodzinę. To on był obarczany winą za spowodowanie katastrofy. To on stał się kozłem ofiarnym. Media tygodniami opisywały wyniki sekcji zwłok gen. Błasika, które upubliczniono w Moskwie i rozpisywały się na temat alkoholu, jaki rzekomo pił w czasie lotu do Smoleńska. Rosyjski i polski państwowy raport, dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej, oparty był z kolei na stwierdzeniu, że gen. Błasik wywierał presję na pilotów, którzy przez niego podjęli fatalną decyzję o próbie lądowania i się zabili. Dopiero po wielu miesiącach okazało się, że raport MAK i komisji Millera jest pełen kłamstw, a dowodów na naciski ze strony gen. Błasika i jego obecności w kokpicie nie ma żadnych. Choć przez miesiące środowisko lotników i wiele środowisk w kraju apelowało do władz państwowych, by wzięły w obronę gen. Andrzeja Błasika, czynniki państwowe nie zrobiły nic, by bronić honoru tragicznie zmarłego dowódcy Sił Powietrznych.

Jak ujawnia wdowa po generale, Ewa Błasik w rozmowie z portalem wPolityce.pl, resort obrony narodowej podejmował wręcz odwrotne wysiłki. Błasik informuje, że po ujawnieniu przez MAK wyników sekcji zwłok swojego męża prosiła wdowy po generałach, którzy również zginęli w Smoleńsku, by wstawiły się za jej mężem. Jedynie jedna odpowiedziała na ten apel. Błasik wskazuje, że dziś już wie dlaczego:


MON zakazał tym wdowom stawania w obronie mojego męża. Mówiła mi o tym jedna z nich już w 2012 roku.

Ewa Błasik wspomina również inne wydarzenia, które pokazują, że MON szybko odwrócił się od jednego z najważniejszych dowódców w kraju, który zginął 10 kwietnia.


Na Polach Mokotowskich w 2010 roku w święto lotnictwa, ani gospodarz uroczystości gen .broni Lech Majewski (następca gen. Błasika - red.), ani gen. Czesław Piątas nie wspomnieli o gen. Andrzeju Błasiku, nie oddano należnego hołdu ofiarom katastrofy smoleńskiej poprzez uczczenie minutą ciszy. Dodatkowo gen. Piątas, jak relacjonują zaproszeni goście, powiedział: "dobrze, że pada deszcz. Zmyje kurz..."

- wspomina Ewa Błasik. Ciekawe kogo lub co generał Piątas miał na myśli...

Media opisywały również akcję poszukiwania haków na gen. Błasika, jaka rozpoczęła się w MON zaraz po nowych nominacjach.


Gen. Majewski i jego podwładni za wszelką cenę starali się znaleźć jakieś niekorzystne dokumenty na mojego męża. W pewnym momencie jeden z generałów tego nie wytrzymał i zadzwonił do mnie mówiąc: "Ewa to, co się dzieje w Dowództwie Sił Powietrznych, to jest coś nieprawdopodobnego. Na siłę szukają, a wręcz żądają dokumentów świadczących o tym, że Twój Andrzej nie dbał o bezpieczeństwo... na pewno takich dokumentów nie znajdą, no chyba, że je wyprodukują"

- mówi Błasik dodając, że przeciwko jej mężowi odbywała się wyrafinowana, bezpardonowa kampania oszczerstw. Dodaje, że następca jej męża gen. broni Lech Majewski pod groźbą utraty stanowiska zakazał wszystkim żołnierzom Sił Powietrznych stanąć w obronie godności i honoru zmarłego dowódcy.

Ewa Błasik wspominając o tym, co złego zrobiono pamięci o jej mężu, nie kryje rozgoryczenia. Przyznaje, że spodziewała się innej postawy.


Nie takiej reakcji polityków i dziennikarzy spodziewałam się po śmierci mojego męża. Poświęcenie w służbie Ojczyźnie i osobiste zaangażowanie, które towarzyszyło mężowi każdego dnia, powinno być docenione. Jego entuzjazm, fachowość i wysiłek włożony w reformowanie lotnictwa jest celowo pomijany. Ludziom z zewnątrz jest łatwo ferować wyroki. Oni nie znają specyfiki służby lotniczej i zadań, z którymi się zmagał nie mając wpływu na finanse. Najważniejsi generałowie NATO od dawna czekali na tak kompetentnego i myślącego prozachodnio dowódcę Sił Powietrznych. Oni go szanowali i z przyjemnością słuchali. Do dziś nikt nie rozumie, czemu ma służyć ta oszczercza propaganda kłamstw i pomówień w Polsce, jaka ma miejsce po śmierci mojego męża

- kwituje Ewa Błasik.

Wygląda na to, że godność i dobre imię śp. gen. Andrzeja Błasika zostały skazane na zniszczenie przez tych, którzy na prawdzie o katastrofie smoleńskiej mogli wiele stracić. Cyniczna gra i kłamstwa na temat generała Błasika miały jeden cel: ocalić interesy tych, którzy przyczynili się do katastrofy smoleńskiej. Ich dobro było ważniejsze niż prawda i honor Polski i polskiego żołnierza. Ich gra toczy się do dziś...

www.wpolityce.pl



Autor: Redakcja | 28/08/2012
Komentarze
#1 | Perrine dnia 04.01.2017 01:14
tinyurl.com/zrnsbvt#TmYVmyF on1inĺ đŕydŕy loans to ęeĺđ óîu going ... lięĺ ŕl1 shîrt-tĺăě 1oans, tinyurl.com/zzt2zlt#WzVXfcV în1inĺ pŕydŕó 1oŕns ŕre meŕnt to help deŕl with iěmediatĺ, eěĺrgĺnńy finŕnńiŕ1 neĺds.

residential land loan
cash n advance copperas cove texas
loan interest rate quotes
guaranteed instantppayday loans for bad credit
cash advance ga

~~~~> tinyurl.com/jpuuur6#UiNMfjN
#2 | Czytelnik dnia 30.08.2012 11:35
"Pokolenia dywizjonu 303" to bardzo ciekawa książka opowiadająca o manipulacjach służb specjalnych w polskim lotnictwie od czasów ostatniej wojny światowej po dzień dzisiejszy. Nie zgadzam się z Ewą Błasik, która tylko wybiórczo określa to, co może jej nie pasować ze względu na ŚP gen. Błasika. Życzę miłej lektury, bo książkę czyta się wspaniale@
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney