Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Wassermann: Rosyjskie dokumenty są fałszywe

O decyzji śledczych dot. kolejnych ekshumacji oraz wiarygodności rosyjskich dokumentów nt. katastrofy smoleńskiej portal Stefczyk.info rozmawia z mecenas Małgorzatą Wassermann, córką śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął w Smoleńsku.

Stefczyk.info: Będą jeszcze minimum cztery ekshumacje ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Następne dwa wnioski muszą jeszcze zostać rozpoznane. O czym świadczy tak duża skala wątpliwości dot. tożsamości ofiar i materiałów z Rosji?

Małgorzata Wassermann: To świadczy o tym, że wszystkie dokumenty, które przesyłane są z Rosji, poświadczają nieprawdę. Wszystkie materiały znane mi poświadczają nieprawdę. Nie mówię jedynie o materiałach dot. sekcji zwłok, ale o wszystkich dokumentach rosyjskich. Liczę na to, że opinia publiczna będzie miała okazję, by się o tym przekonać. Mam nadzieję, że te akta zostaną kiedyś odtajnione i ujawnione dla szerokiej społeczności. W wielu miejscach mamy do czynienia z prymitywnym fałszerstwem. To widać po głębszej analizie. Nie trzeba mieć głębokiej wiedzy eksperckiej. To wszystko oznacza, że prokuratura powinna coraz poważniej myśleć, czy nie przeprowadzić ekshumacji wszystkich ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.



Dlaczego powinna to rozważać?

Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której prokuratura wykonując czynności procesowe opiera się na dokumentacji z Rosji, która w wielu miejscach jest fałszywa i są na to dowody. Czy prokuratura będzie budowała swoje działania w oparciu o dokumenty poświadczające nieprawdę, bez ich weryfikacji? Przecież śledczy powinni przeprowadzić wszelkie badania raz jeszcze. Przecież dokumentacja związana z każdą ofiarą tragedii smoleńskiej jest w takim samym stanie. Jestem ciekawa, jak śledczy ustosunkują się do obecnej sytuacji. Potem na takie pytania powinien odpowiedzieć Strasburg.

Czy są jakieś dokumenty rosyjskie, które Pani zdaniem mogą uchodzić za wiarygodne?

Być może dokumenty, które są zupełnie nieistotne, są wiarygodne. Jednak materiały istotne albo nie są Polsce w ogóle przekazywane, albo są w skandalicznej formie. Ja stawiam wręcz tezę, że te materiały są wytwarzane specjalnie dla Polski, że to nie są materiały z postępowania rosyjskiego.

To śmiała teza

Taką tezę stawiam obecnie. Czas pokaże, czy miałam rację czy też nie. Ja ostrożnie formułuje swoje oceny i wnioski. Z dużą przykrością stwierdzam, że nie pomyliłam się do tej pory. Nie myliłam się, gdy mówiłam, że polska strona nie zbiera dowodów. Wtedy słyszałam, że jestem niecierpliwa. Obecnie połapano się, że nie ma dowodów. Mamy natomiast zupełnie obrzydliwy dokument, jakim jest raport Millera. Nie miałam jeszcze okazji, by po jego opublikowaniu spojrzeć w oczy ludziom, którzy go opracowali. Ich prace i jej wyniki przyjmowałam z dużą wiarą. Pytałam wielu z nich, czy są pewni tego, co zostało ogłoszone. Słyszałam, że tak. Dziś wiem, że jest czymś obrzydliwym wytworzenie tego dokumentu, na podstawie wewnętrznie sprzecznego materiału, w sposób potwornie niedbały. Ciekawi mnie, jak się dziś czuje minister Kopacz po swoich zapowiedziach i zapewnieniach. Jako konstytucyjny minister w Sejmie mówiła ona o sekcjach zwłok i udziale w nich polskich lekarzy.

Jest szansa na pociągnięcie minister Kopacz do odpowiedzialności?

W jej przypadku możemy mówić o ewentualnym niedopełnieniu obowiązków. Być może mamy również do czynienia z utrudnianiem postępowania. Przecież minister Kopacz mówiła, że sekcje były przeprowadzone. Ta czynność jest obligatoryjna wobec każdej ofiary każdej katastrofy. Prokuratura słysząc zapewnienia ministra, że polscy lekarze byli przy sekcjach, mogła zostać wprowadzona w błąd. Być może uznano, że nie trzeba przeprowadzać sekcji w Polsce. Tymczasem okazało się, że sekcji nie było, więc możemy mieć do czynienia z wprowadzaniem w błąd organów ścigania.

Jak Pani ocenia w takim razie ostatnią decyzję prokuratory dot. ekshumacji?

Śledczy podjęli odważne decyzje. Jest nacisk, by sprawą smoleńską w ogóle się nie zajmować i przyjąć te kłamstwa, jakie publicznie padły w tej sprawie. Szkoda jedynie, że tak późno. Liczę na to, że nie zabraknie prokuraturze odwagi, by przeprowadzić również inne badania ws. smoleńskiej. Nie wiem jednak, ilu rzeczy po ponad dwóch latach już nie uda się ustalić.

Rozmawiał TK, http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/wassermann-rosyjskie-dokumenty-sa-falszywe



Autor: Piotr Dudała | 19/09/2012
Komentarze
#1 | Dani dnia 18.04.2014 15:28
Tytuł wspomniany bazrdo by mi się podobał.Podobno w Albanii kobiety też mogą mieć honor. Ale musi najpierw umrzeć przywodca klanu, taka kobita przejmuje wtedy przywodztwo, ubiera się po męsku, pali fajkę i zajmuje sie vendettami, czyli dba o honor.
#2 | @Pawlo dnia 21.09.2012 13:43
Ks. Błaszczyk: Rosjanie przygotowywali ciała bez naszej obecności. Zapinali foliowy czarny worek, nie pozwalając go już potem otworzyć

Ks. Henryk Błaszczyk, który uczestniczył w Moskwie w procedurze identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, w rozmowie z RMF FM przyznał, że jego słowa sprzed roku o tym, że „ekshumacja jest szaleństwem” były błędem:


Z perspektywy czasu i doświadczeń, które nabyliśmy przez te dwa lata, to określenie było niewłaściwe, nie na miejscu. Mogę tylko bardzo przeprosić. Dzisiaj chcę powiedzieć, że nie jest szaleństwem poszukiwanie prawdy - za wszelką cenę, nawet za cenę tak dramatycznych decyzji jak ekshumacja. Oczywiście ekshumacja w atmosferze spokoju, rzetelnego poszukiwania prawdy i z dala od medialnych fleszy, od politycznych kontekstów. Natomiast rodzina ma prawo do tego, by wiedzieć, gdzie leży jej bliska osoba, czy modli się na miejscu, w którym jest matka, ojciec.

Ksiądz potwierdził też to, o czym mniej się mówiło, a co nie powinno było się zdarzyć. Chodzi o niezrozumiałą procedurę zamykania trumien.


Po rozpoznaniu zespół, który w tym rozpoznaniu uczestniczył, przekazywał ciało Rosjanom. A Rosjanie przygotowywali je, już bez naszej obecności, jak gdyby opakowując to ciało foliowym okryciem czarnego koloru, zapinając ten worek, nie pozwalając go już potem otworzyć. Sądzę, że do tej zamiany, do tej dramatycznej zamiany doszło gdzieś na tym etapie przejęcia ciała i następnie pomylenia ciała może przez trudność nazwisk.

Usprawiedliwianie Rosjan trudnością w pisowni polskich nazwisk jest nieco zaskakujące. Natomiast nie ma wątpliwości, że wolna ręka, jaką również w tej sprawie Polacy zostawili stronie rosyjskiej była co najmniej zaniechaniem. Przedstawiciele polskich władz także w tej sprawie abdykowali, pozwalając stronie rosyjskiej zrobić, co jej się żywnie podoba.

Jak to możliwe, że Rosjanie zakazali otwierania worków?

Jakie mieli do tego prawo?

Dlaczego żaden z przedstawicieli polskiego rządu nie zaprotestował?


Nie mieści się w głowie, że nikt nie sprawdził, kto jest zamykany w trumnach!


Nawet ks. Błaszczyk, który dotychczas wydawał się twardym obrońcą postawy polskich władz przyznaje, że urzędnicy RP nie zachowali się jak należy:

Gdzieś wówczas była jakaś daleko posunięta grzeczność, może życzliwość, może przeświadczenie, że wspólnie staramy się pomóc rodzinom odkryć tożsamość bliskich i sprowadzić ich do domu, aby tutaj w godny sposób ich pochować. Dzisiaj widzimy, że to przeświadczenie o wspólnocie intencji do końca nie było słuszne.

I dodaje, że do Moskwy poleciało za mało ekspertów, który pomogliby przy identyfikacjach (o sekcjach zwłok, które pozwoliliśmy wykonać Rosjanom samodzielnie, nie wspomina):


Tam, w Moskwie, był niewystarczający, bo był mały, zespół, ale był też zespół ludzi głęboko współczujących i chcących przyjść z rzetelną pomocą tym rodzinom. Było za mało patologów, było za mało może psychologów, było za mało zabezpieczenia naszych ministrów, którzy mogliby opierać się na naszej własnej informacji, a nie informacji pozyskiwanej od strony rosyjskiej. Byliśmy tam w niewystarczającej grupie.

Najgorsze w tym wszystkim, że ministrowie (Kopacz i Arabski) sami nie chcieli sobie pomóc. I zamiast zachować należytą ostrożność, obiecali Rosjanom, że trumny nie będą w Polsce otwierane.

A co do zbyt małej liczby ekspertów, warto przypomnieć, że zespół medyków sądowych pod kierownictwem prof. Karola Śliwki był od wczesnych godzin sobotnich gotowy do wyjazdy do Rosji.
#3 | PAWLO dnia 20.09.2012 11:05
A, czy to prawda że w Moskwie był ksiądz ?
Janina Paradowska "Polityka" 17 listopada 2010 Wywiad: "- Ksiądz mówi o identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej.- Byłem przy każdej trumnie - ksiądz Henryk Błaszczyk.- Ksiądz był przy zamykaniu trumien w Moskwie?- Przy każdej.- Jak to się odbywało, bo ta kwestia też budzi wątpliwości niektórych rodzin?- Po identyfikacji, potwierdzonej dokumentami podpisanymi przez najbliższych lub osoby przez nich upoważnione, ciało było natychmiast oznaczane nazwiskiem pisanym na pasku. Taki sam pasek był również w dokumentacji. Po modlitwie i pożegnaniu przez bliskich zaczynano przygotowywać ciało do transportu. Ciała były owijane szczelnymi workami, oznaczenie było zarówno na ciele, jak i na worku. Następnie kładziono je na wózku i wywożono na parter instytutu, gdzie znajdowała się sala sprawowanego kultu (tak ją nazywano). Tam stały już trumny przygotowane przez specjalną ekipę, złożoną z żołnierzy i pracowników firmy pogrzebowej wynajętej do tej pracy. Jeszcze raz sprawdzano nazwisko i porównywano je z listą dostarczoną przez konsula. Następnie ciało wkładano do trumny i nie zamykano jej, gdyż musiało się jeszcze odbyć posiedzenie komisji, składającej się z przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych, patologa sądowego, polskiego konsula oraz rosyjskiej służby granicznej. Jeszcze raz porównywano dokumenty z opisaniem ciała na worku i wtedy zezwalano na dalszą procedurę transportu, która polegała na tym, że przewożono je do pomieszczenia, gdzie było owijane w jedwabny całun do wysokości trzech czwartych ciała, a następnie otulane całunem, który był wewnątrz trumny, co tworzyło taki kokon. Nad każdym z ciał modliliśmy się, odbywało się jego poświęcenie, wtedy też do trumny wkładałem różańce oraz pamiątki, jeżeli rodziny sobie tego życzyły. Były to listy, w tym od dzieci, obrączki ślubne, zdjęcia, pamiątki rodzinne. Wkładałem je między całun a ciało, aby były blisko zmarłego" Niech to przypomnienie stanie przed oczami wszystkich, którzy wieszają psy na pani Kopacz, na premierze i innych biorących udział w akcji po katastrofie. Szkoda, że ich tam nie było wtedy przy tych trumnach, w prosektorium i w lasku smoleńskim wśród szczątków
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney