Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Ciąg dalszy sprawy morderstw w Ostrowach

Od kopalni wiało grozą
W marcu (DZ z 31 marca „Mordercy uniknęli kary") opisaliśmy sprawę mordu na rodzinie Mackiewiczów i Jerzym Piwowarczyku. Zostali oni zastrzeleni w piwnicy domu przy ul. Klubowej. Po naszym apelu, do redakcji zgłosili się Czytelnicy, którzy bardzo dobrze pamiętają tamte czasy.

Krew na śniegu
W lutym 1945 roku Henryk Dyc miał 12 lat.
— Mieszkaliśmy około 30 metrów od głównej bramy kopalni Dorota. Pamiętam jak któregoś lutowego dnia mój tata był wieczorem na dworze. W pewnym momencie usłyszał jak gdzieś w lesie, ktoś błaga o litość i darowanie życia. Padły strzały. Roztrzęsiony przyszedł do domu i powiedział, że za barakami mordowali ludzi — wspomina pan Henryk. — Nikt z nas nie spał do rana, bo nie wiedzieliśmy co się jeszcze będzie działo.


Rano dwunastolatek postanowił szukać śladów krwi na śniegu. Jednak bał się iść za baraki.
— Od kopalni wiało grozą. Czekałem na kogoś starszego, z kim mógłbym tam iść. W końcu spotkałem sąsiada, który szedł w stronę kopalni. Opowiedziałem mu co się tam działo wieczorem. Nie wierzył. W tamto miejsce poszedłem sam. Krew była zasypana śniegiem — opowiada sosnowiczanin. — Powiedziałem o tym sąsiadowi, kazał mi uciekać stamtąd — dodaje.
Na tej samej ulicy, na której mieszkała rodzina Dyców, obok starej szkoły był dom człowieka, który zawiózł wozem zaprzęgniętym w konie ciała zamordowanych Mackiewiczów, do szybu Stara Dorota.
— Na tej samej ulicy mieszkał też niejaki Purchla, komendant grupy Armii Ludowej lub Gwardii Ludowej, Kruczek, Janik oraz Banasik. Cała ta czwórka była zbirami. Banasik był alkoholikiem, co to w gospodzie wypija pozostawione resztki piwa. Kiedyś sam postawiłem mu piwo i ten sam zaczął mi opowiadać co robił po wojnie, ale mówił nieskładnie. Dlatego umówiłem się z nim na piwo na drogi dzień, ale w nocy obili mu mordę i nic już nie powiedział. Ktoś go widział jak klęczał nad starym szybem, płakał i prosił Mackiewiczów o przebaczenie — mówi pan Henryk.
Sosnowiczanin wie jeszcze o jednej zbrodni, która miała miejsce 13 lutego 1945 roku. W dzień po zamordowaniu Mackiewiczów.
— To była 32-letnia Zygfryda Pruś. Jej ciało leżało przysypane gałęziami w lesie nad Balatonem. Nie można jej było ruszyć stamtąd do 1956 roku. Dopiero wtedy ją pochowano i postawiono jej pomnik z napisem „zginęła tragicznie". Zamordowali ją, bo w czasie okupacji podpisała volkslistę — mówi sosnowiczanin.


Dali mu pistolet
— Ten Antoni Banasik to był wielki chłop, pracował jako brygadzista na dole w kopalni Dorota. Milicjant Purchla, który był prowodyrem tego morderstwa i jego koledzy dali mu pół litra wódki oraz pistolet. Potem kazali mu strzelać do Mackiewiczów i Piwowarczyka. Najprawdopodobniej ten sam Banasik zastrzelił również Prusiową — twierdzi pan Edmund z Ostrów Górniczych.
Jego tata, w czasie okupacji był w tej samej konspiracji komunistycznej, co Purchla.
— Z Purchlą była dziwna historia. Po tym jak zastrzelono prokuratora w Kazimierzu, gdzie teraz jest nowy cmentarz, Purchla zaginął w drodze z Klimontowa. Wszyscy potem mówili, że przyczyną tego było zastrzelenie prokuratora. Szedł do domu i nikt go już więcej nie widział — opowiada pan Edmund. — Wiem o tym wszystkim, bo do mojego taty przychodzili koledzy z partyzantki i wspominali tamte powojenne wydarzenia.
Pan Edmund zna najprawdopodobniej motyw morderstwa Mackiewiczów. Cztery dni po wybuchu wojny, Mieczysław Mackiewicz miał wyjechać z Sosnowca w kieleckie z pieniędzmi dla robotników.
— W czasie okupacji ludzie mówili o tym i myśleli by ukarać za to Mackiewicza. Po tym jak z Sosnowca wyszli Niemcy był czas rozprężenia. Wykorzystywano to do karania niektórych ludzi. Jedni mówili, że to dobrze inni podkreślali, że bez wyroku nie można zabijać — mówi mieszkaniec Ostrów.
Pan Edmunt twierdzi, że krzyż upamiętniający zamordowanie Mackiewiczow stoi w miejscu, gdzie nie ma ich ciał.
— Ulica Maczkowska, za Borem jest przystankiem. Obok niego skośnie idzie droga do lasu po lewej stronie. Tam też był szyb. Jak w 1946 roku zamurowali wlot do niego, to mówiono, że powodem tego jest są te ciała zamordowanych, które tam wrzucono — twierdzi pan Edmund.


Zabił i zabrał radio
— O zamordowaniu rodziny Mackiewiczów słyszałam w domu rodzinnym w 1945 roku, po odnalezieniu zwłok zamordowanego mojego ojca w piwnicy posterunku MO w Kazimierzu. Zamordowano go 2 lutego. Zbrodnie te mają związek, ponieważ na pewno łączą je wspólni mordercy — mówi Jadwiga Sroga. — Głównym jego mordercą był 19-letni Stanisław Kogut, komendant objazdowy na posterunki w Klimontowie, Porąbce, Kazimierzu, Ostrowach i Strzemieszycach. Kogut i jego towarzysze od 2 lutego do 7 kwietnia 1945 roku zamordowali 12 osób. 7 w Kazimierzu i 5 w Ostrowach.
Sekcja zwłok (ekshumowanych 7 kwietnia 1945 roku) Władysława Ślęzaka, ojca pani Jadwigi wykazała, dwie rany postrzałowe klatki piersiowej (pociski przeszły na wylot), rany kłute i cięte na plecach oraz zasinienia na pośladkach.
— Kogut ubrany w rosyjski mundur w czapce z gwiazdką był u nas na rewizji, jeszcze nie wiedziałyśmy, że tatuś nie żyje. Kogut zabrał nam radio, które jeszcze długo grało w jego rodzinnym domu — mówi Jadwiga Sroga. — Wiem, że Kogut do 1990 roku był członkiem Związku Kombatantów - Oddział Niwka Sosnowiec.
Mama pani Jadwigi pracowała w sklepie mleczarskim. Któregoś dnia, weszli tam milicjanci i zabrali kilka produktów nie dając na nie pokwitowania.
— Tatuś kilka dni chodził po odbiór tych pokwitowań, ale ich nie otrzymał. W końcu podobno pokłócił się z towarzyszami i ich skrzyczał. To mogło być powodem, dla którego zginął. Kogut tłumaczył się, że zastrzelili go żołnierze radzieccy przebywający na posterunku. Ale wykonawcą wyroku był on i jego towarzysze — podkreśla Jadwiga Sroga.
Z pisma z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce do pani Jadwigi wynika, że Stanisław Kogut został skazany na karę śmierci 1 lipca 1946 roku. Udowodniono mu zabójstwo Antoniego Owczarka i Pawła Gałuszka. Według akt Urzędu Stanu cywilnego, Kogut zmarł w Sosnowcu 28 czerwca 1990 roku.
Według Juliusza Niekrasza (autora książki „AK na Śląsku" i sędziego śledczego w latach 40. na tych terenach) wynika, że sprawą Koguta interesował się sam Bolesław Bierut. Stanisław Kogut uniknął kary ze względu na amnestię.
sebastian reńca


Był świadek?
W historii parafii Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy znajduje się notatka. Napisał ją w latach 80. ówczesny proboszcz. Według niej świadkiem morderstwa na Mackiewiczach był ksiądz. Wydarzenia, które wtedy widział były powodem jego choroby nerwowej.

Powyższy artykuł pochodzi z "Dziennika Zachodniego".

Ze swojej strony chciałbym dodać że inżynier Mackiewicz był dyrektorem kopalni DOROTA, zaś właścicielem niejaki Knothe. Tuż po wybuchu wojny Mackiewicz jako zarządca kopalni zobligowany był do ewakuowania kopalnianej kasy. Na pewno nie była to samowola lecz wykonanie polecenia właściciela. Niestety nie wiem jak się to ma do nie wypłacenia pieniędzy robotnikom. Z tego co ustaliłem rodzina Mackiewiczów cieszyła się szacunkiem. Słyszałem natomiast o tym że zamordowanie rodziny mogło być zemstą za ......zwolnienie z pracy na kopalni. Otóż Mackiewicz jeszcze przed wojną "podziękował" za pracę pewnemu człowiekowi, który dopuścił się znaczących nieprawidłowości. Na razie jednak nie chciałbym na ten temat szerzej pisać. Muszę to wyjaśnić.

Odnośnie wrzucenia Mackiewiczów i Piwowarczyka do tajemniczego szybu na Borach to jednak skłaniałbym się przy opcji ze STARĄ DOROTĄ.
W owym nieznanym szybie na Borach spoczywają ciała Owczarków i innych zamordowanych. Znam jednak relację świadka z której wynika niezbicie że Mackiewiczów i Piwowarczyka wrzucono do STAREJ DOROTY. W świetle powyższego artykułu zaczynam się zastanawiać czy aby nie znajduje się tam więcej ciał.....

Sensacyjna jest wiadomość o świadku morderstwa. Przyznam się że nie słyszałem o tym wcześniej.

źródło: http://klimontow.na12.pl/forum/viewtopic.php?f=2&t=638&start=15



Autor: Piotr Dudała | 16/11/2012
Komentarze
#1 | Leszek dnia 22.11.2012 08:57
Tak, to wszystko prawda. Niewielu w Zagłębiu było odważanych, którzy ważyli się, czy ważą, walczyć z komuną. Wciąż ludzie się jej boją, choć komuniści dziś przecież są już bezzębni!
#2 | @ wg Mocza dnia 21.11.2012 23:32
A słyszałeś jak ten dowcipny Moczu (Moczulski) skończył w tym nowym dzisiejszym wspaniałym systemie. A wiesz że wykończyli go moralnie i politycznie bliscy współpracownicy? Straszna komuna nie dała mu rady... a przyjaciele kopli go w tyłek.
#3 | @ Marta dnia 21.11.2012 23:26
A nie czujesz się trochę temu współwinna? Przecież siedziałaś cicho jak mysz po miotłą i pewnie dlatego robili co chcieli. Nie ma nigdzie nic aby w Zagłębiu ktoś się buntował, kogoś złapali i zamkli za próby obalenia systemu, nikt tu nie zorganizował ruchu oporu, nawet kościół siedział cicho i specjalnie władzy nie zaczepiał. To wszytko właśnie przez takich jak Ty. Odważni to się wszyscy zrobili dopiero jak komuna zaczęła się walić i reszta kraju wyszła na ulicę. Nawet teraz potraficie się tylko odszczekiwać anonimowo.
Mieczysław Sroka
#4 | wg Mocza dnia 20.11.2012 08:27
Przeciez PZRP oznacza Płatni zdrajcy Pachołki Rosji!
#5 | Marta dnia 18.11.2012 21:14
Polska od 1945r. przez prawie 45 lat była sowiecką kolonią, a rządy sprawowały moskiewskie marionetki z PZPR-u!!!
#6 | @Gertruda dnia 18.11.2012 19:48
i dlatego ich zabili?
#7 | Gertruda dnia 18.11.2012 16:28
Wersje są różne.Nawet takie,że trzymali z władzą kopani.
W Kazimierzu i Porąbce nie tylko oni zgineli.
#8 | Leszek dnia 18.11.2012 15:32
zabójstwo 5 osób jest straszną zbrodnią! Mackiewiczowie nie byli wtedy jedyni, ginęli również inni!
#9 | @Piotr Dudała dnia 18.11.2012 13:38
A może godzi się jednak trochę umiaru i zachowania proporcji stawiając taki wniosek jak poniżej?
Mam wątpliwości co do przywołanej "straszliwości" akurat tej zbrodni, chodźby w porównaniu do ilosci zamordowanych mieszkańców Sosnowca w latach 1939-1945. W odniesieniu do nich też wiemy tylko że mordującymi byli bliżej nieokreśleni "okupanci". Nie wiemy kto na nich donosił okupantom...
Sosnowca nie wyzwalała "władza ludowa" ani jakiekolwiek grupy spontanicznie zorganizowanych mieszkańców, wiarygodne opisy świadków dość realistycznie opisują jak to wtedy było, był wielomiesięczny burdel i bezkrólewie, rabunek magazynów i mieszkań po niemcach. A co bardziej cwany lokalny bandzior i złodziejaszek, zakładał czerwoną opaskę i rabował dla siebie co się tylko dało.
Zwrot "wyzwolenie" jest bardzo pojemny. Jak Panu wygodnie to może Pan sobie przyjąć że okupanci sami opuścili Sosnowiec bo wystraszyli się niezwykle silnego lokalnego oddziału AK, NSZ-tu oraz pozostałych, niezwykle tutaj utajnionych "żołnierzy wyklętych"
#10 | PiotrDudala dnia 18.11.2012 13:10
ja nie mam nic przeciwko temu, żeby Pan obchodził, co Pan tylko chce, byle było to zgodne z prawem i nie były to... oficjalne, miejskie obchody Grin! Pozdrawiam!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney