Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Czesław Ryszka: HONOR PIERWSZEGO MINISTRA

Pakt fiskalny, który wszedł w życie 1 stycznia 2013 r. w krajach strefy euro, o którym tak głośno w Polsce, jest międzyrządowym, pozaunijnym traktatem, przygotowanym pod egidą Niemiec, aby wymusić na słabszych gospodarczo krajach strefy euro dyscyplinę finansową (za złamanie limitu deficytu na poziomie 0,5 proc. PKB, będą grozić surowe kary). Krótko mówiąc chodzi o to, aby zadłużone kraje mające wspólną walutę, skrupulatnie spłacały na rzecz banków, głównie niemieckich, kapitał wraz z odsetkami – kosztem wydatków społecznych i prorozwojowych inwestycji.




Pakt ten podpisał na euroszczycie 2 marca 2012 r. premier D. Tusk, a 20 lutego br. uchwalił go Sejm – niestety - zwykłą większością głosów. Za ustawą opowiedziało się 282 posłów z PO, PSL, Ruchu Palikota i SLD. Przeciw było 155 posłów z klubów PiS i Solidarnej Polski. Wynika z tego, że ustawa nie zyskała odpowiedniego poparcia, czego wymaga art. 90 Konstytucji, który mówi, że zobowiązania oddające część suwerenności na rzecz instytucji międzynarodowych, powinny być przegłosowywane stosunkiem 2/3 głosów. Rząd uznał jednak, że skoro nie jesteśmy w strefie euro, to w pakcie formalnie nie uczestniczymy.
Czy posłowie są już tak zmanipulowani, ślepi, albo tak bardzo ufają premierowi, że nie dostrzegli w treści paktu klauzuli, która stwierdza, że będzie on obowiązywał Polskę także w przypadku złożenia przez rząd jednostronnej deklaracji o przyjęciu wszystkich zobowiązań w dowolnie wybranym momencie, a więc także przed przystąpieniem Polski do Eurostrefy? Kto zaświadczy, że premier D. Tusk takiej deklaracji nie złoży? Gdyby do tego doszło, oznaczałoby, że posłowie zrzekli się wpływu na kształt najważniejszej ustawy, jaką jest decydowanie i uchwalenie budżetu państwa. Tym samym również, posłowie oddaliby swoje mandaty w ręce brukselskich urzędników, ponieważ nie uchwalenie budżetu skutkuje rozwiązaniem parlamentu!
PiS i Solidarna Polska zapowiedziały, że zaskarżą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, a prezes J. Kaczyński zapowiedział nawet, że w przypadku wygranych wyborów przez PiS, uzna tę ustawę za nieważną, ponieważ oddając część polskiej suwerenności dotyczącej polityki gospodarczej, budżetu i finansów publicznych pod nadzór i dyspozycje Unii Europejskiej - została ona uchwalona niezgodnie z Konstytucją.
Czy premier D. Tusk skorzysta ze wspomnianej klauzuli? Kto wie, co obiecał w Brukseli za 100 miliardów euro, które mamy otrzymać w latach 2014-2020. Gdyby tak się stało, czeka nas ratowanie strefy euro, czyli wyłożenie pieniędzy do Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej (EMS). Z wyliczeń ekspertów może to być ok. 24 miliardy euro rocznie, czyli ok. 1/3 krajowego budżetu. Ponadto z przyjęciem zobowiązań paktu wiążą się kary finansowe, za przekroczenie dopuszczalnego poziomu deficytu finansów publicznych. W wypadku Polski kara może wynieść ok. 3 miliardów złotych rocznie.
Uchwalenie paktu fiskalnego przesądza o wejściu prędzej czy później naszego kraju do strefy euro. W naszej sytuacji oznacza to utratę konkurencyjności, suwerenności gospodarczej i politycznej, cięcia w wydatkach budżetowych i potencjalnie wzrost obciążeń fiskalnych, a więc wyższe podatki i koszty życia. Kolejnym kosztem będzie harmonizacja podatkowa w UE, co oznacza nową podwyżkę podatków, zwłaszcza dla przedsiębiorców.
Powstają pytania: dlaczego premier D. Tusk pcha Polskę do strefy euro? Czyżby sama zmiana waluty miała uzdrowić nasze finanse i gospodarkę? Mam nadzieję, że nie chodzi mu tylko o to, aby zasiąść w roli obserwatora na marcowym euroszczycie. A może on już wie, że grozi nam katastrofa finansowa, wówczas - według premiera, oczywiście - jedynym ratunkiem jest przyjęcie euro i żebranie o środki w Europejskim Banku Centralnym, gdzie jest niższe oprocentowanie kredytów?
Trudno przewidzieć scenariusz dla zadłużonej na 900 miliardów zł Polski, wszystko jednak wskazuje na to, że premier za wszelką cenę chce jedynie dobrze dla UE. Widać to nawet w ostatnich zmianach w rządzie. Miała być głęboka rekonstrukcja, a okazało się, że wykonał zapewne polecenie Brukseli: mianował wicepremierem J. Rostowskiego, najbardziej nieudolnego ministra finansów, uległego we wszystkim komisji europejskiej. Dał nam tym samym czytelny sygnał: w tym roku będziecie łupieni jeszcze bardziej.
Na temat innych zmian w rządzie nie warto się wypowiadać, bo faktycznie premier D. Tusk nie zdymisjonował nikogo. Widocznie chce – jak uważają nawet lewicowi politycy - czym prędzej wykończyć państwo. A do tego jego zespół świetnie się nadaje. Żal byłoby kogokolwiek stracić. Wszak nowy minister mógłby być lepszy, a to spowolniłoby upragnioną destrukcję.
Dokąd doprowadzi Polskę totalne podporządkowanie się „przewodniej roli” Unii Europejskiej? Dokąd premiera D. Tuska zaprowadzi polityka także moralnej uległości wobec Brukseli, skoro ostatnio miał przekonywa posłów PO, iż punktem honoru jest dla niego uchwalenie ustawy o związkach partnerskich. O jakim honorze mówimy?

Czesław Ryszka „Niedziela” nr 9/2013



Autor: Redakcja | 01/03/2013
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?