Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Specjalnie dla niezalezna.pl: Wiesław Binienda i Maria Szonert o katastrofie smoleńskiej

Osoby angażujące się w obywatelskie śledztwo smoleńskie są systematycznie oczerniane i dyskredytowane w oczach polskiej opinii publicznej przez rządowe media oraz komisję Millera - piszą prof. Wiesław Binienda i mecenas Maria Szonert w tekście podsumowującym dotychczasowe ustalenia po trzech latach od katastrofy smoleńskiej.

Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej to ważny moment dla Polaków. Mamy za sobą całą serię bolesnych doświadczeń rodzin oraz kompromitacji organów państwa w tej sprawie.



Dopiero z perspektywy czasu można lepiej zrozumieć znaczenie tragedii smoleńskiej, jej kontekst, przyczyny i skutki. Pierwszą rocznicę tej tragedii obchodziliśmy w szoku po upokorzeniu doznanym w wyniku ustaleń raportu MAKu, ale z nadzieją, że Polska odpowie na rosyjskie zarzuty i zniewagę. Drugą rocznicę smoleńską obchodziliśmy w szoku po raporcie komisji Millera, która zgodnie z wytycznymi Rosji zignorowała swoje własne wcześniej zgłoszone uwagi i powieliła raport MAKu. Dopiero dziś, po dogłębnej analizie obu raportów oraz po ciosach zadanych przez polską prokuraturę zarówno samemu śledztwu jak i rodzinom ofiar, pełen obraz tragedii smoleńskiej zaczyna być czytelny. Dopiero w trzecią rocznicę katastrofy mamy pełną jasność, że śledztwo rosyjskie zostało przeprowadzone z pogwałceniem podstawowych norm badania wypadków lotniczych, że śledztwo polskie opierało się na rosyjskim nierzetelnym śledztwie, że rząd polski zaniechał wszelkich działań w tej sprawie i zdał się całkowicie na dobrą wolę Rosji, oraz że polska prokuratura dopuściła się skandalicznych zaniedbań i zaniechań podstawowych czynności procesowych w tej sprawie. Tak więc abstrahując od samej katastrofy, sposób przeprowadzenia śledztwa smoleńskiego zarówno przez stronę rosyjską jak i polską jest demonstracją braku szacunku dla poległych w Smoleńsku przywódców Państwa Polskiego. Pamięć o tych, którzy zginęli składając hołd rodakom pomordowanym z rozkazu katyńskiego łączy wielu ekspertów i naukowców z całego świata wspierających prace Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Katastrofy Smoleńskiej. Od wielu miesięcy niestrudzenie prowadzą oni żmudne i skomplikowane badania w celu wyjaśnienie przyczyn i okoliczności tej największej powojennej polskiej tragedii.

Przygotowanie Wizyty

Większość istotnych faktów dotyczących przygotowania wizyty prezydenckiej delegacji w Katyniu jest objęta ścisłą tajemnicą. Tak więc do dziś nie wiadomo, kto podjął decyzje, aby grupę najwyższych rangą generałów Wojska Polskiego skierować do Tupolewa, dlaczego jedyny zapasowy samolot uległ tego dnia awarii, czy rzeczywiście system bezpieczeństwa na lotnisku w czasie odlotu Tupolewa nie działał, i czy prawdą jest, że system komputerowy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i innych urzędach państwowych padł ofiarą cyberataku tego dnia. Natomiast wiemy z całą pewnością, że w godzinach wieczornych w przeddzień tragedii smoleńskiej Dyżurna Służba Operacji Sił Zbrojnych RP przekazała do Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie informację o zagrożeniu atakiem terrorystycznym jednego z samolotów Unii Europejskiej. Komunikat ten podały w dniu katastrofy niektóre serwisy informacyjne w kraju. Niestety nic nie wiadomo o dalszych losach tego komunikatu. Znikł on zarówno ze stron internetowych jak i z naszej pamięci.

Warto również wspomnieć, że sprawa generalnego remontu Tu-154M w Samarze w grudniu 2009 roku do dziś nie została ani zbadana ani wyjaśniona.

Ramifikacje Prawne

Wprawdzie trudno w to uwierzyć, ale rząd polski dopuścił do tego, aby śledztwo katastrofy smoleńskiej zostało przeprowadzone poza nawiasem prawa. W dniu katastrofy z mocy prawa obowiązywało dwustronne porozumienie między Polską a Rosją w sprawie współpracy lotnictwa wojskowego. Trzeciego dnia Premier Putin stanął na stanowisku, że lot do Katynia był cywilną pielgrzymką, w związku z czym katastrofa smoleńska winna być badana według Międzynarodowej Konwencji Lotnictwa Cywilnego zwanej Konwencja Chicagowska.

Rząd polski wyraził na to zgodę. Wkrótce potem organizacja nadzorująca implementację Konwencji Chicagowskiej oświadczyła, że Polski Tu-154M należący do 36 pułku polskiego lotnictwa wojskowego, który w locie o statusie 'Head' uległ katastrofie w Smoleńsku nie był statkiem powietrznym cywilnym. Był to statek powietrzny państwowy w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dlatego też badanie katastrofy smoleńskiej nie mogło podlegać jurysdykcji Konwencji Chicagowskiej, która stosuje się wyłącznie do statków powietrznych cywilnych. W tej sytuacji Rosja oświadczyła, że wprawdzie Konwencja Chicagowska nie ma zastosowania, ale Rosja sama się zobowiązuje przeprowadzić śledztwo smoleńskie według załącznika 13 do tejże konwencji. Strona polska ponownie nie oponowała. W efekcie Rosja pogwałciła niemalże wszystkie normy badania wypadków lotniczych i większość przepisów załącznika 13. Ponieważ jednak strona polska zgodziła się na procedowanie poza ramami prawnymi zarówno konwencji chicagowskiej jak i umowy dwustronnej, śledztwo znalazło się w luce prawnej, która nie daje stronie polskiej mechanizmu egzekwowania od Rosji należytego przeprowadzenia śledztwa. Krótko mówiąc zdaje Polskę na dobrą wolę Rosji.


Analiza Techniczna

Tymczasem zarówno niezależni eksperci współpracujący z Zespołem Parlamentarnym jak i biegli polskiej prokuratury dokonali w ciągu ostatniego roku istotnych ustaleń wskazujących na fałszowanie, niszczenie i manipulowanie dowodami. Udowodnili też poza wszelką wątpliwość, że wnioski zawarte w raporcie MAKu i komisji Millera są nieprawidłowe, oraz stwierdzili, że Tupolew uległ katastrofie w wyniku eksplozji, jaka miała miejsce w powietrzu, na niskiej wysokości.

Hipoteza wybuchu od pierwszych dni po katastrofie budziła wśród Polaków niezdrowe emocje.

Do momentu ogłoszenia w Rzeczypospolitej artykułu informującego, że polscy biegli wykryli środki wybuchowe na wraku Tupolewa, o wybuchu w Smoleńsku, tak jak kiedyś o mordzie w Katyniu, nie wolno było głośno mówić. Jednak histeryczna reakcja władz oraz żałosne wysiłki polskiej prokuratury, aby zataić wyniki badań przeprowadzonych przez polskich biegłych jesienią 2012 roku w Smoleńsku przełamały niepisane tabu i dziś można już prowadzić racjonalną debatę nad przesłankami wskazującymi na wybuch w Tupolewie.

Na eksplozje w powietrzu wskazuje wiele dowodów. Jak wynika m.in. z rosyjskiego protokołu oględzin miejsca zdarzenia z dnia katastrofy, rozpad samolotu w powietrzu rozpoczął się w odległości ok. 50 metrów przed pancerną brzozą, w miejscu gdzie czarne skrzynki wykazały drgania silników samolotu oraz awarie generatorów prądu. Według protokołu oględzin miejsca zdarzenia wiele mniejszych i większych fragmentów samolotu wisiało na drzewach, leżało na dachach pobliskich budynków, oraz pokrywało wąwóz i obszary, nad którymi przelatywał Tupolew. Kilkadziesiąt metrów za brzozą nastąpiło urwanie końcówki lewego skrzydła w taki sposób, że krawędź przednia tego skrzydła (sloty) nie została zniszczona, a rekonstrukcja skrzydła wykazała powstanie ogromnej dziury wewnątrz, za krawędzią przednią. Skrzydło to urwało się w miejscu ukrytego sygnału TAWS 38, gdzie też prawdopodobnie nastąpił wybuch kadłuba, który spowodował rozprucie się środkowej części kadłuba wzdłuż osi oraz otwarcie i wywiniecie ściany z sufitem na jedną stronę i drugiej ściany na przeciwną stronę. Taka konfiguracja środkowej części kadłuba została zarejestrowana na zdjęciach z wrakowiska. Symulacja wybuchu kadłuba przeprowadzona przez Sandia National Lab, która tłumaczy zachowanie się kadłuba po wybuchu, zgadza się z konfiguracja kadłuba w Smoleńsku zarejestrowaną na zdjęciach z wrakowiska.

W tym samym czasie, kiedy środkowa część kadłuba ulegała rozpruciu, przód i tył samolotu zostały od niego oderwane. Tak wiec z wysokości ok. 30 metrów gdzie najprawdopodobniej nastąpił wybuch spadło na ziemię tysiące fragmentów samolotu, niektóre większe części kołami do góry, inne kołami do dołu. Dlatego też nie ma śladu krateru na wrakowisku. Krater taki musiałby powstać gdyby w miękkie podłoże runął cały samolot, jako jedna masa.

Na wybuch wskazuje również stan zwłok. Rzadko spotykane rozczłonkowanie i rozrzut zwłok, fakt, że wiele ciał na wrakowisku zostało znalezione bez odzieży wierzchniej, oraz znalezienie szczątków ludzkich przed miejscem pierwszego kontaktu samolotu z ziemia, to tylko nieliczne przykłady z całej masy faktów wskazujących na wybuch. Obecność środków wybuchowych zidentyfikowana przez polskich biegłych została potwierdzona przez niezależne specjalistyczne badania laboratoryjne fragmentów ubrania jednej z ofiar wykonane na zlecenie rodziny.

Dowody w sprawie katastrofy smoleńskiej były systematycznie niszczone, manipulowane, zatajane i fałszowane. Przykładowo protokół oględzin miejsca katastrofy, w tym rozkładu szczątków samolotu i zniszczeń drzew zrobiony przez rosyjskich prokuratorów w kilka godzin po katastrofie został udostępniony dopiero w 2013 roku. Dokument ten wskazuje, że słynna pancerna brzoza miała jedynie złamany czubek na wysokości 1 metra od góry.

Ponadto szeroko znane są fakty przeniesienia fragmentu samolotu w nocy z 11 na 12 kwietnia 2010 roku, czy też rażąco błędna interpretacja nagrań z kabiny pilotów, ukrycie na mapie bardzo istotnego punktu TAWS 38, oraz brak połowy sekundy danych natychmiast po sygnale TAWS38, kiedy to samolot gwałtownie zmienił kierunek lotu i zaczął spadać. Ponadto trajektoria pionowa wyznaczona za pomocą sygnału TAWS udowadnia, że samolot nie znajdował się na wysokości 5-7 metrów nad ziemią w okolicy pancernej brzozy. Jednak nawet gdyby był na takiej wysokości i uderzył w brzozę, to w wyniku tego zderzenia nie mógł utracić 6 metrów lewego skrzydła, jak twierdzą obie komisje. Są to jedynie przykłady całej masy problemów wynikających z raportów MAK i Millera.

Niestety, progres w dochodzeniu do prawdy o katastrofie smoleńskiej jest okupiony wysoką ceną. Osoby angażujące się w obywatelskie śledztwo smoleńskie są systematycznie oczerniane i dyskredytowane w oczach polskiej opinii publicznej przez rządowe media oraz komisję Millera.

Kilka osób związanych z obywatelskim śledztwem smoleńskim zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. W październiku 2012 roku Remigiusz Muś, pilot polskiego YAKa 40, który wylądował w Smoleńsku na krótko przed Tupolewem, został znaleziony martwy w piwnicy swojego bloku. Remigiusz Muś, który po wylądowaniu w Smoleńsku rozmawiał z załogą nadlatującego Tupolewa oraz przysłuchiwał się rozmowie kapitana Protasiuka z rosyjską wieżą kontroli lotów, był najważniejszym świadkiem w śledztwie smoleńskim.

Nie tylko naukowcy, dziennikarze i świadkowie są prześladowani za Smoleńsk. Również rodziny ofiar katastrofy są traktowane przez rząd, media i prokuraturę w sposób okrutny. Przypomnijmy tylko niektóre ciosy, jakie spadły na rodziny ofiar.

Szczątki ciał ich najbliższych nie zostały dokładnie zebrane z miejsca katastrofy. W efekcie szczątki ofiar, szczególnie z kabiny, w której znajdowali się generałowie, były dowożone do kraju przez kilka tygodni, kremowane za radą przedstawicieli rządu, a następnie oddawane rodzinom w celu tzw. dochowków.

Dziś wiadomo, że nikt z Polaków nie był obecny w momencie zamykania i lakowania trumien w Moskwie. Wiadomo również, że w czasie identyfikacji zwłok w Moskwie rodziny poinformowano, że nie będzie im wolno otwierać trumien w Polsce. Z niewiadomego powodu polska prokuratura zaniechała przeprowadzenia autopsji zwłok po powrocie trumien do kraju, mimo, że prawo polskie nakłada na prokuraturę obowiązek przeprowadzenia autopsji z urzędu, jeśli zgon obywatela polskiego następuje zagranicą.

Telefony komórkowe ofiar katastrofy nie zostały rodzinom zwrócone. Znane są przypadki niszczenia rzeczy osobistych ofiar katastrofy przez polskie władze bez zgody rodziny, oraz kradzieży kart kredytowych ofiar z miejsca katastrofy przez Rosjan.

Raporty sądowo-medyczne otrzymane z Rosji okazały się w takim stopniu nieprawidłowe, że zaistniało podejrzenie pomylenia zwłok. W efekcie sześć ciał do tej pory ekshumowanych pochowano w niewłaściwych grobach. Ten stan rzeczy powoduje, że pozostałe rodziny nie mają żadnej pewności, że w ich rodzinnych grobach rzeczywiście zostali pochowani ich najbliżsi.

W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej warto przypomnieć, że legitymacja demokratycznej władzy opiera się na odpowiedzialności rządzących i uczciwości w relacjach międzyludzkich, a nie na użyciu siły, podstępu, przekupstwa i kłamstwa. Musimy pokonać strach i obalić mury, które uwięziły prawdę smoleńska. Nie wolno nam ustawać w dochodzeniu do prawdy gdyż tylko prawda zagwarantuje nam bezpieczną i godną przyszłość oraz zapewni Polsce niepodległy byt.

Autor: prof. Wiesław Binienda, mecenas Maria Szonert

Żródło: niezalezna.pl



Autor: Redakcja | 09/04/2013
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?