Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Czesław Ryszka: MORALNA BUSOLA NARODU

W odpowiedzi na mój tekst o sektach i partiach otrzymałem list czytelnika na temat obecnej sytuacji Polski, w którym autor stwierdza, że w kraju dokonał się już tak głęboki przewrót moralny, iż trudno byłoby znaleźć kogoś, kto oddałby życie za Boga, Honor i Ojczyznę. Jednym słowem, jak pisze czytelnik, nasz kraj jako wspólnota ludzi w większości ochrzczonych, wyznających chrześcijańskie wartości, jest całkowicie rozbity wewnętrznie, nie posiada moralnej busoli.




Aby to potwierdzić, mój rozmówca powołał się na trzy przykłady: apostazję pierwszego dziecka z probówki, obecnie dorosłej już kobiety, która wystąpiła z Kościoła w proteście przeciw twardemu stanowisku hierarchów wobec in vitro; za drugi przykład posłużył warszawski kapłan, który głosząc poglądy o in vitro sprzeczne z nauczaniem Kościoła, nie podporządkował się decyzji swego biskupa, który pozbawił go funkcji proboszcza. Trzeci przykład dotyczy wynajętego agenta, który jakiś czas temu był wśród obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, a teraz okazało się, że jest z Ruchu Palikota. Dla autora listu powyższe przykłady – a mógłby przywołać ich więcej – świadczą, iż w Polsce religijny system wartości – w tym szacunek dla Kościoła nauczającego - legły w gruzach.
Nie zgadzam się do końca z tymi poglądami, uważam, że Polacy są narodem zdolnym podnieść się z najtrudniejszych sytuacji, choć, faktycznie, liczne przykłady świadczą o tym, iż wielu sprzedało swoje sumienia za przysłowiową miskę soczewicy, bierze udział – świadomie czy nie - w ideologicznej wojnie z Kościołem. Słowo „wojna” użyłem świadomie i celowo. Wojna oznacza, że jeden napada na drugiego, że stosuje się określoną taktykę wojenną, wysyła agentów, podrzuca materiały propagandowe...
Ktoś przypomni, że to PRL było państwem toczącym wojnę z Kościołem: siłą zabierano majątki, likwidowano katolickie szkoły, szpitale, środki przekazu, wtrącano do więzień tysiące kapłanów, wielu z nich zamordowano. Dobitnie o prowadzonej wojnie świadczyły chełpliwe słowa W. Gomułki z 1948 r.: „Po 20 latach nie będzie śladu po Kościele”.
Faktycznie, dzisiaj wojny z Kościołem w takim rozumieniu państwo nie prowadzi. Można jednak dostrzec wojenną taktykę, aby stopniowo skruszyć kościelnych „murów”, czyli odwieczne przykazania i prawdy wiary. Czyż nie jest elementem owej taktyki przeznaczenie kilkaset milionów złotych z podatków wszystkich obywateli na procedurę in vitro? Czy rząd nie powinien był zaczekać na odpowiednią ustawę bioetyczną? Skoro nie zaczekał, oznacza to, że prowadzi wojnę z Kościołem, chce zniszczyć chrześcijański system wartości, co więcej, sekundują mu w tym największe środki przekazu, wychwalając metodę in vitro, pomijając wszelkie zdania przeciwne. Z tego powodu wielu katolików nie tylko nie rozpoznało w hojnym geście ministra zdrowia zagrożenia, ale wręcz zaakceptowało te działania. Naiwnością byłoby sądzić, że obecny rząd kierował się w tym przypadku wyłącznie troską o niepłodne kobiety.
A przypomnę, iż swego czasu polski premier wypowiedział się dość niejasno w sprawie możliwości uchwalenia ustawy o eutanazji. Powiedział, że na to potrzebna jest odpowiednia większość parlamentarna. Czy i tego nie należałoby uznać za element jego filozofii wyrażonej w słowach, że „nie będzie klękał przed księdzem”?! Jednym słowem, wykorzystywanie przez rząd - świadomie czy nie - społecznych tendencji, które są sprzeczne z nauczaniem Kościoła, jest demoralizowaniem Polaków. Sytuując te działania i wypowiedzi w taktyce wojennej, trzeba je nazwać działalnością dywersyjną. Może ona przybierać rozmaite formy: ośmieszania, odciągania ludzi od Kościoła, relatywizowania prawd wiary, porównywania katolicyzmu z najróżniejszymi religiami i kultami, wreszcie nagłaśniania osób, które wypowiadają Kościołowi posłuszeństwo czy wręcz dokonały apostazji.
Jeśli bowiem wysoko nakładowa gazeta bierze w obronę kapłana, który podważając zasady wiary, nie przyjmuje reprymendy swojego biskupa, to trzeba to nazwać dywersją wobec Kościoła. Jeśli rząd uważa, że nauczanie Kościoła go nie dotyczy, to z pewnością mamy do czynienia z zaplanowaną demoralizacją ludzi wierzących, albo inaczej rzecz nazywając: z wytrąceniem społeczeństwu busoli moralnej. A już absolutną ideologiczną agenturę stanowią ludzie zdemoralizowani, którzy udając liderów różnych ruchów, partii czy organizacji, mają za zadanie jakąś słuszną sprawę popchnąć w „złym” kierunku.
Co trzeba czynić, aby ocalić moralną busolę narodu?
Należy budować oraz pielęgnować jedność i wspólnotę.
Jednoczą wartości. One pełnią rolę kompasu moralnego dla całego narodu. Wartością jest to, za co mógłbym oddać życie. Skoro co trzy minuty ginie na świecie chrześcijanin – choć faktycznie trudno w to uwierzyć – to te miliony męczenników świadczą o prawdzie Ewangelii, a więc także o tym, czego naucza Kościół, a tak wielu lekceważy.
Wspólnota natomiast jednoczy grupy osób, rodzinę, także naród, chroniąc swoich członków przed zewnętrzną ideologią, przed obcą propagandą, a jeśli trzeba to także przed przemocą. Wspólnotę buduje np. odpowiednia edukacja, czyli systematyczne nauczanie o historii, o ojczystym języku, o bohaterach i wspaniałych przodkach. Wspólnota wspiera tradycyjne instytucje i organizacje w tym przede wszystkim rodzinę. We wspólnocie inicjatywę mają poszczególne osoby, a nie biurokracja. Wspólnota posiada dostęp do środków przekazu, ba, posiada je na własny użytek. Wspólnota troszczy się o zdrowie swoich członków, rozwija gospodarkę, daje pracę.
Jedność i wspólnota – to swego rodzaju busola moralna narodu. W ich kontekście warto postawić sobie pytanie: jaka jest polska jedność, co łączy Polaków we wspólnotę? Czy jest coś, za co mógłbym dzisiaj oddać życie? Czy oddałbym je za któregoś z polityków, albo np. za „okrągły stół”, za wolne wybory, za niezależne związki zawodowe?
Czy byłbym gotów na męczeństwo za Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię?

źródło: Czesław Ryszka, „Niedziela”, Prosto i jasno 29/2013



Autor: Redakcja | 20/07/2013
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?