Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Niewygodne groby

Likwidację obozów Niemcy przeprowadzali przez ewakuację więźniów do innych obozów. Przy trudnościach transportowych odbywało się to często marszem, były to prawdziwe marsze śmierci. Wycieńczonych więźniów, którzy nie mogli podołać wysiłkowi marszu, strażnicy zabijali.



W ten sposób został zlikwidowany obóz pracy przy ulicy Niweckiej Arbeistlager Sosnowitz. Gorzej zostali potraktowani więźniowie obozu przy dzisiejszej ulicy 1-Maja Stammlager in Sosnowitz. Więźniów przewieziono na cmentarz przy ulicy 11 Listopada (Pekin), gdzie nad wykopanym dołem więźniów rozstrzeliwano. Była to największa egzekucja na terenie Sosnowca.



W "Ewidencji miejsc pamięci województwa śląskiego" figuruje pod numerem 38/14 z wpisem "Mogiła zbiorowa wojenna 300 Polaków, obywateli miasta , więźniów sosnowieckich więzień, zamordowanych i zmarłych w latach II Wojny Światowej"



Na cmentarzu Zagórze Pekin znajduje się płyta z niewiele mówiącym tekstem "Miejsce uświęcone krwią najlepszych synów miasta Sosnowca poległych w walce o Polskę Ludową"



Tak wpis w ewidencji, jak i napis na grobie nie tylko, że niewystarczający, ale mija się z prawdą. Jak sobie wyobrażają autorzy wpisu chowanie w jednym miejscu w sposób ciągły zmarłych i zamordowanych więźniów w latach II Wojny Światowej. Było to technicznie niemożliwe, by zachować elementarne przepisy sanitarne, a Niemcy takich przestrzegali w obawie przed wybuchem epidemii, które dosięgła by również ich. Pochowani tam musieli być straceni w jednej egzekucji, bo inaczej ciała ich nie pomieściłyby się w jednym dole, którego wymiary zewnętrzne można ocenić, po zapadlisku w miejscu ich chowania.



Napis na grobie sugeruje, że byli to wyłącznie mieszkańcy Sosnowca, co jest nieprawdą, podobnie nie "polegli w walce", a zostali zabici w egzekucji, tym bardziej w walce o "Polskę Ludową" o której przed śmiercią nawet nie słyszeli.



Żydzi potrafią zadbać o miejsca związane z holokaustem, na grobach odtwarzane są nazwiska zamordowanych. W Sosnowcu jest bardzo dziwny stosunek do Polaków ofiar hitlerowskiego terroru, zupełnie tak jakby uważano ten terror za uzasadniony.



Bardzo podobnie postępuje się z miejscami pamięci po zamordowanych w wyniku bandyckich poczynań tworzącej się władzy ludowej. Przecież minęło już tyle czasu od tych wydarzeń, że niewiele żyje jeszcze osób ich świadków. W dodatku najczęściej są to osoby, które w tym czasie byli dziećmi. Pamięć o tych wypadkach należy bezwzględnie zachować, by nowe pokolenia wiedziały do czego może doprowadzić nienawiść do różniących się od nich.



W przypadku mordu na Mackiewiczach przyczyną była ich inna orientacja polityczna, byli żołnierzami AK, uważanych za głównych wrogów władzy ludowej. Dziwnym jest lęk ludzi do mówienia o tym zdarzeniu. Rozmówcy opowiadali mi, nie podając nazwiska, że był człowiek, który zbierał materiały do książki i źle się to dla niego skończyło. Prawdą jest, że Pani Ujejska narzeczona jednego z synów Mackiwiczów, świadek tamtych wydarzeń, początkowo bardzo chętnie mówiąca o tamtych wydarzeniach, po kilku dniach przysłała mi e-mail, w którym wycofała się z dalszej współpracy. Nie doszedłem do dokumentu o którym mówiła Pani Ujejska, zdeponowanego w parafii sporządzonego przez świadków z opisem tamtego wydarzenia. IPN zajmuje się tą sprawą tak, żeby nie dojść przypadkiem do świadków czy opisu tamtego zdarzenia.



Dom, w którym dokonano mordu, to oprócz tego, że to świadek tamtych wydarzeń, ale również przykład budownictwa wzorowanego na polskich tradycjach, w tym wypadku na dworkach polskich, w dodatku razem z sąsiednim, to jeden z najstarszych budynków Sosnowca. O opiece nad tymi budynkami, może świadczyć fakt, że jedynie stajnie istniejące obok dwu tych budynków zachowały pokrycia dachówką, w budynkach zastąpiono ja eternitem.



Na pewno otoczenia krzyża upamiętniającego to zdarzenie, nie wygląda tak, jak na to zasługuje, jest ono jednak żywe wśród mieszkańców Ostrowa Górniczego. Krzyż brzozowy co kilka lat jest zastępowany nowym. Kompletnym milczeniem wszystkich pokryty jest inny mord władzy ludowej w sąsiednim Kazimierzu. Funkcjonuje on jedynie dzięki autorowi monografii Kazimierza Stanisławowi Walińskiemu.


"Dochodzi w tym czasie do pierwszych rozpraw narodowościowych i politycznych. W lutym 1945 roku w barakach wspomnianego w poprzednim rozdziale obozu jenieckiego zgromadzono kilkanaście rodzin wciągniętych na listy narodowości niemieckiej (także z Ostrów i Porąbki). Osoby tam zgromadzone wpisane do 2 grupy składały wnioski o rehabilitację, a osoby przynależne do grupy 3 i 4 zostały po złożeniu deklaracji wierności narodowi i państwu polskiemu, uznane za pełnoprawnych obywateli polskich. Oczywiście deklaracje te musiały być poparte dobrą opinią wydaną przez dalszych i bliższych sąsiadów.

W tym samym czasie milicjanci kazimierzowskiego posterunku (mieścił się on w budynku Rajchmanów przy ulicy Głównej, dzisiaj jest tam apteka). Przez kilka dni przetrzymywali w nim kilku volksdeutschów, a następnie ich rozstrzelali i pochowali w przydomowym ogródku. Dopiero po kilku miesiącach dokonano ekshumacji zwłok. Ofiarą stał się także sędzia śledczy Śliwiński, który prowadził dochodzenie w tej sprawie. Wracając motocyklem do Będzina został zastrzelony na drodze wiodącej do Dąbrowy Górniczej. Zbrodnia ta nie doczekała się sprawiedliwego epilogu." Wcześniej autor opisywał współpracę rodzimych "Niemców" z AK.

Na pewno napiszą w komentarzach rady co powinienem zrobić, a nie zrobiłem. Ja opisuję jedynie suche fakty, mało znane. Co z tymi faktami zrobią osoby za to odpowiedzialne, czy politycy, to jest zupełnie inne zagadnienie.

Andrzej Waśniewski




Autor: Andrzej Waśniewski | 12/12/2006
Komentarze
#1 | Janusz Maszczyk dnia 05.04.2009 18:35
Jeszcze kilkanaście, pośpiesznych zdań w trakcie malowania, w uzupełnieniu mojego komentarza o księdzu wikarym z malutkiego kościółka przy Placu Kościuszki.

Jestem moralnie i etycznie zobowiązany, by chociaż w ogromnym skrócie myślowym, niemal w kilkunastu zdaniach, przekazać coś, co jestem chyba winny, temu prawemu, polskiemu księdzu, który Polskę zawsze utożsamiał z Bogiem, a Boga z Polską. Według Niego to był zawsze monolit !


Pojawił się w naszej dzielnicy nagle i niespodziewanie, w malutkim kościółku parafialnym leżącym na gruntach sieleckich, tuż, tuż przy rzece Czarnej Przemszy, opodal Placu Kościuszki, w momencie gdy z trudem jeszcze zamazywaliśmy krwawe rany i blizny po okupacji niemieckiej. Dzisiaj już trudno autorowi ustalić dokładną datę przybycia tego niezwykłego księdza wikarego M.S., ale były to lata 40. XX w., gdy Kraj dalej był zniewalany, ale już przez rwyzwolicielir1; i współpracujących z nimi różnymi osobnikami, podobno pochodzenia polskiego. Nie wymieniając faktów, może tylko wspomnę, że metody ich śledczej rpracyr1; i diaboliczna osobowość, przeraziła nawet wielu z długoletnim stażem komunistów, gdy w 1956 roku zaledwie tylko pewne fragmenty ich zachowań ujrzały światło dzienne.

Był nietypowym księdzem, tak przynajmniej Go odbieraliśmy w pewnych kręgach naszej społeczności. Średniego wzrostu o wyjątkowo pięknych rysach twarzy i kręconych, czarnych włosach. Wiecznie uśmiechnięty, elegancki, niezwykle kulturalny i inteligentny. Moja mam wspominała mnie i bratu, już znacznie, znacznie później, że oprócz gruntownego przygotowania do kapłaństwa, ksiądz M.S. posiadał też dyplom ukończenia Wydziału Prawa i Administracji. Czy to ostatnie polega jednak na prawdzie ? Był tak niezwykłym objawieniem w naszym szarym pogońskim środowisku, że przypisywano mu tylko dobre cechy ! Jego rzeczowe kazania od razu zwróciły uwagę i zapełniły dotąd raczej pustawy kościółek. Płomienne słowa, które słał do wiernych z kościelnej ambony nie siały ani antagonizmów narodowych, ani nie były skierowane wobec mniejszości narodowych, ani nie były też zwrócone wobec nowej komunistycznej władzy. Mówił normalnie po polsku, o Bogu, o Narodzie Polskim, o honorze, o sumieniu, o wszystkich tych wartościach, które wielu z nas już utraciło, lub stopniowo, stopniowo traciłor30;..

Utrzymywał w parafii bardzo bliskie stosunki towarzyskie z osobnikami w jego wieku, o ponad przeciętnej inteligencji i kulturze. Przypominam sobie, gdy na trzecim piętrze, przy Pl. Kościuszki nr 2, w pokoju gościnnym tuż nad naszym pokojem stołowym, bardzo często rozbrzmiewały patriotyczne, polskie piosenki. Mój ojciec i mama, byli wprost oczarowani postawą i pięknym głosem księdza Mariana. Niewątpliwie, że ogromnym atutem ich uwielbienia były właśnie te patriotyczne polskie pieśnir30;..Wówczas i ja zamykałem oczy i słuchałem, słuchałem, i słuchałem, tych, melodyjnych polskich przekazów, niczym modlitwy, i przypominałem sobie wówczas takie wieczory, kiedy też nasza rodzina, ale bardzo cichutko, też śpiewała te patriotyczne pieśni. Ale to były czasy okupacji niemieckiej, które na szczęście już odeszłyr30;r30;r30;..

Bardzo często widywałem Go życzliwie uśmiechniętego, po cywilnemu, w charakterystycznych butach z cholewami, z wyciągniętą ciepłą i serdeczną polską dłonią, do każdego dzieckar30;r30;Nie musze chyba opisywać jak ogromnie autorowi imponował ten ksiądz partyzant, z nasze Armii Krajowej - czego nigdy, przed nikim nie kryłr30;r30;...

Pewnego dnia, jeszcze chyba w latach 40. lub pierwszych latach 50. XX w., zniknął tak nagle jak się pojawił !? Podobno były jakieś naciski i rżyczliwier1; przeniesiono Go do Wojkowic (których ?). Czy to polega jednak na prawdzie ?


Odnalazłem Go znowu, ale przypadkowo, na kartach przepięknej publikacji - rCichociemnir1; (Jędrzej Tucholski, wydanie III uzupełnione, Warszawa, 1988, s.211). Od razu Go poznałem na zdjęciu ! Odprawiał jako kapelan pułku, we wrześniu 1944 roku, Mszę Św., podczas zgrupowania 25 PP AK w Stefanowie. I znowu, znowu odżyły pełne nostalgii, romantyczne polskie wspomnieniar30;r30;r30;r30;. Okazuje się, że był kapelanem w 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej z Okręgu Łódzkiego. Nosił pseudonim rKsaweryr1;. Pochodził z tej samej pięknej polskiej ziemi, co Komendant Śląskiego Okręgu Armii Krajowej, wówczas p.półkownik Zygmunt Walter Janke.

Patrzę na wyblakłe już czarno-białe zdjęcie, intuicyjnie zamykam oczy, by Go znowu dostrzecr30;r30;r30;r30;. i widzę poprzez mgłę, jak idzie energicznie w partyzanckich butach z cholewami, po odbudowanym drewnianym moście, zawieszonym nad rzeką Czarną Przemszą, jak zwykle serdecznie uśmiechniętyr30;r30;. r30;r30;r30;r30;.i ściska, długo, długo, bardzo długo, swą gorącą dłonią, moją dziecięcą, malutką drżącą z wrażenia dłońr30;r30;r30;r30;r30;r30;r30;..Takim Go zapamiętałem !
#2 | Janusz Maszczyk dnia 27.03.2009 14:05
Szanowny Panie Andrzeju doznałem wprost ogromnego wstrząsu po przeczytaniu Pańskiego artykułu pt. : rNiewygodne grobyr1;. Możliwe, że starość już daje znać o sobie, gdyż po przeczytaniu i pobieżnym skonfrontowaniu, podanych przez Pana faktów, nie mogłem długo zasnąć wieczorem tego dnia. Szczególnie zainteresował mnie artykuł o rCmentarzu Pekińskimr1; r11; tak określali zawsze ten cmentarz starzy mieszkańcy tamtych i okolicznych stron.

Z tym cmentarzem jestem ogromnie, ale to wprost ogromnie związany uczuciowo. Tak bardzo, że po przeczytanie Pańskiego artykułu nie jestem nawet w stanie, tak na gorąco, ubrać swoich uczuć, w odpowiednie słowa. Pozwoli więc Szanowny Pan, że w komentarzu zastosuję pewne skróty myślowe, gdyż opisanie wszystkiego nawet pobieżnie, nie nadaje się chyba do komentarza internetowego.
Ten malutki cmentarzyk leżący kiedyś niemal w środku zalegających tu pól Hr. Jana Renarda, później Gwarectwa hr. Renarda, znali już moi rodzice w czasach zaborów carskich. Często tam bywali. Na tym cmentarzu jest pochowana niemal cała moja rodzina z Osiedla Katarzyna (i nie tylko): dziadkowie, dwóch wujków, ciocia oraz moi rodzice: mama i ojciec. Na tym malutkim najbiedniejszym kiedyś sosnowieckim cmentarzu, z duszą romantyczną i polskim sumieniem, przypominającym malutkie cmentarze z dalekich kresów wschodnich, z okolic Słonima, Baranowicz, czy Puszczy Nalibockiej, dzisiaj zatracającym już swój charakterystyczny romantyczny urok, pochowano też bardzo wielu moich sąsiadów i kolegów. Leżą też tam obrońcy Lwowa (z mojego Liceum rStaszicar1Wink i Powstańcy Śląscy, itdr30;r30;. Na tym cmentarzu bywałem już z rodzicami w okresie II Rzeczpospolitej i wiele, wiele razy w okresie okupacji niemieckiej, a później jeszcze tysiące, tysiące razyr30;r30;Oczywiście, że dzisiaj będąc już od 50. lat mieszkańcem Katowic, jako stary już człowiek, bywam tam już nie tak często jak kiedyś.

Dotychczas wydawało mi się, że znam tam niemal każdy kamień, drzewo, każdy grób, a z wieloma z nich, związane też historie. Niektóre nawet niezwykłe ! Ten malutki romantyczny kiedyś rkresowyr1; cmentarzyk wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że będąc między innymi też pod jego inspiracją, maluję kresowe krajobrazy, dalekiego, utraconego Polesia. Mimo, że nigdy tam nie byłem !?
Dlaczego jestem jednak aż tak wstrząśnięty artykułem Szanownego Pana ? Bowiem nigdy, ale to nigdy w swym wysoko ponad 70 r11; letnim życiu, nie słyszałem, by w okresie okupacji niemieckiej, Niemcy na tym cmentarzu wykonywali wyroki śmierci, lub zakopywali tam polskich więźniów zamordowanych uprzednio w więziach. ! Co jest niezwykle ciekawe, że ta historia absolutnie, ale to absolutnie jest nieznana w naszej patriotycznej rodzinie.
A teraz w ogromnym jeszcze skrócie.
Moja matka dyplomowana nauczycielka, przedwojenna również też katechetka, miała wprost ogromne kontakty w naszej parafii, w malutkim wówczas kościółku, przy rzecze Czarnej Przemszy, tuż przy Pl. Kościuszki. Później w parafii nowo wybudowanego kościoła p.w.Niepokalanego Poczęcia NMP. W naszym mieszkaniu jeszcze w czasach okupacji niemieckiej bywał ks. proboszcz Cz. D., później ks. prałat, proboszcz kościoła p.w. Wniebowzięcia Matki Boskiej w Sosnowca. Mój ojciec znał też doskonale jednego z braci ks. prałata, gdyż był jego zwierzchnikiem w księgowości w Hucie im. M. Buczka (dawna Huta Katarzyna). Wg wspomnień r11; przegadał z Nim całą niemal tematykę historyczną związaną z okupacją niemiecka w Sosnowcu. To były wtedy takie krwawe, jeszcze z nie zaleczonymi ranami czasy, że o takich tematach mówiło się bardzo często. Z tego malutkiego, kościółka znaliśmy też doskonale księdza, który w okresie okupacji niemieckiej był kapelanem żołnierzy Armii Krajowej. Czy kolejni grabarze i księża mogli tego niezwykłego jak na Sosnowiec, przypadku zupełnie nie znać ? Czy leśniczy jest tak ślepy (bardzo przepraszam za takie sformułowanie), że nie dostrzega złodziejskiej wycinki drzew z swoim rejonie ? W tamtych latach matka była rkimśr1; (przepraszam za kolejne określenie), w tej sytuacji znała też bardzo, bardzo wielu ludzi, którzy tak jak Ona, bardzo często już po nagłej śmierci mojego ojca (1954) odwiedzali też ten cmentarz. Nigdy, ale to nigdy, nie słyszała o opisywanych faktach. Matka jako osoba zaangażowana w czasie okupacji niemieckiej w tajne konspiracyjne nauczanie polskich dzieci, zawsze miała oczy i uszy szeroko otwarte. Nawet po 1945 roku. To zjawisko wiecznej polskiej ostrożności i patrzenia wokół siebie szerokimi oczami, chyba tak głęboko zakodowało się w Jej genach, że przekazała to nawet bezwiednie swym dzieciom, wnukowi i wnuczce.

Przecież tak ogromne morderstwa, czy nawet okupacyjne pochówki, zaraz po 1945 roku byłyby nie tylko w naszej parafii, ale i w Sosnowcu wprost niebywałą sensacją, tym bardziej gdy sprawcą był okupant niemiecki.

Z oczywistych powodów, że tego tematu nie mogę już dalej, dalej i dalej rozbudowywaćr30;r30;r30;..Ale się chyba z Szanownym Panem doskonale rozumiemy.

Przyznaję, że za narożnym parkanem cmentarnym, jakby w ukryciu, pośród zarośniętych iglaków, znajduje się, dalej płyta cmentarna, z niezwykle enigmatycznym i dziwnym napisem:

rMIEJSCE UŚWIĘCONE KRWIĄ NAJLEPSZYCH SYNÓW MIASTA SOSNOWCA POLEGŁYCH W WALCE O POLSKĘ LUDOWĄr1;

I jeszcze jedno. Napis jest dziwny, szczególnie, gdy jest mowa o Polsce Ludowej. Czy w okresie okupacji niemieckiej byli tacy Polacy, którzy już znali przyszły ustrój i nazwę okrojonej II Rzeczpospolitej. Wszak tej nazwy to wówczas nawet nie mogli znać legendarni Przywódcy Podziemnego Państwa Polskiego oraz cały trzon wyższego dowództwa Armii Krajowej, podobnie jak przywództwo organizacji komunistycznych. O szarych Polakach to nawet już nie wspominam !

Przypominam sobie, że ta cmentarna płyta pojawiła się dopiero gdzieś w latach 70. XX wieku. Od razu ją zauważyłem, przypuszczam, że również kolejni grabarze i administratorzy tego cmentarza, jak i parafianie, szczególnie ci ze rstarejr1; części cmentarza. Sformułowanie napisu było jednak tak enigmatyczne i nietreściwe, że wraz z Rodziną odczytaliśmy to jako kolejną sosnowiecką tablicę symboliczną, poświęconą poległym, tak zwanym rbojownikom o władzę ludowąr1; (MO, UBP, partyjni z komunistycznej PPS i PPR). Przypuszczam, że nie jesteśmy odosobnieni i podobnie tą tablicę dalej odczytują też inne osoby odwiedzające groby swych bliskich.
Pytań jest jednak dalej nieskończenie wiele, podobnie jak i przypuszczeń. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje jednak to, że w Sosnowcu, czy w Zagłębiu Dąbrowskim, a nawet w przyszłej wielkiej rAGROMERACJIr1;, taki masowy pochówek, czy mord Polaków, z okresu II Wojny Światowej jest historycznym ewenementem. Pozostaje jednak podstawowe pytanie. O ile to wszystko jest faktem, to dlaczego dalej na tym krwawym miejscu pozostaje tylko taka enigmatyczna płyta ? Do tego jeszcze jakby wstydliwie zasłonięta rozrastającymi się z roku na rok, iglakami. Dlaczego na litość Boską nie stawia się tam kilkumetrowego krzyża z odpowiednim czytelnym napisem ? Tym bardziej, że w Sosnowcu, po 1945 roku zawieszono wiele kosztownych pamiątkowych czytelnych tablic, postawiono też na cokołach pieśniarzy i poetów. O wyjątkowo kosztownym pomniku rCzynu Rewolucyjnegor1; przy dawnym Parku Renardowskim (dzisiaj sieleckim) to już nawet nie wspominam.
I już na samo zakończenie.
Skoro jest prawdą, że pochowano tam aż 300 Polaków, to odpowiednie miejskie władze wraz z IPN (wszak to dla wojewódzkiego IPN powinna być nie lada sensacja !), powinny dokonać tam jak najrychlej, rzeczowej i fachowej ekshumacji, aż tak wielu Polaków i poinformować oficjalnie opinię publiczną o tym niebywałym jedno dołowym pochówku.
Tego jesteśmy chyba winni naszym braciom ?
#3 | Mieszkaniec Ostrów dnia 01.01.2008 20:43
Z moich informacji również wynika, że rodzinę Mackiewiczów najpierw zastrzelono a dopiero później zawieziono na "dorotkę". Co do tego czy było to dopiero dnia następnego nie jestm pewien.
#4 | Andrzej Waśniewski dnia 14.12.2006 10:27
Rozmawiałem z Panią Ujejską, która wraz z rodzicami mieszkała w tym samym domu. Potwierdziła, że rodzinę Mackiewiczów zastrzelono w piwnicy i dopiero na następny dzień przewieziono ich i wrzucono do szybu. Przy każdym pobycie w okolicach krzyża widziałem śmieci.
#5 | J-23 dnia 14.12.2006 06:24
Część rodziny Mackiewiczów wrzucono żywcem do starego szybu, a nie zamordowano w w/w domu. Jednym z morderców jest mieszkający w sąsiedztwie szybu znany wszystkim w Ostrowach wyjątkowo perfidny były ORMO-wiec który regularnie wysypuje śmieci na miejsce spoczynku zamordowanej rodziny Mackiewiczów, oraz niszczy krzyż na ich mogile.
#6 | Wystrachany dnia 13.12.2006 17:28
Ostatni raz czytam artykuł red. Waśniewskiego. Dzisaj jak wracałem po pracy do domu, u mnie na klatce stało trzech zbirów, czatowali na mnie, wycofałem się, kątem oka spotrzegłem, że rozpylili jakiś środek (?). Wróciłem po 5 minutach, ich już nie było.
Ja nie chcę żyć w strachu! Więc bardzo pana Andrzeja przepraszam, ale do artykułów podpisanych Jego nazwiskiem już nie zaglądam.
#7 | Red Snapper dnia 13.12.2006 17:06
Za kulture odpowiadac teraz bedzie nie prez. Jaskiernia a asystent prez. Rykala. Byc moze nowy czlowiek potraktuje te sprawy z wieksza powaga i szacunkiem, niz mialo to miejsce dotychczas.
Dziwi mnie dotychczasowa biernosc wladz Sosnowca.
#8 | @Andrzej Waśniewski dnia 13.12.2006 13:41
Dlaczego nic nie zrobiłeś co powinieneś zrobić!!!
#9 | Piotr Wygodny dnia 13.12.2006 13:22
Niewygodne groby? Nie słyszałem, żeby się ktoś skarżył, że mu w grobie niewygodnie...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney