Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Rozwód coraz bliżej...

O narastającym napięciu w koalicji SLD-PO w sosnowieckiej Radzie Miasta, kłótniach z prezydentem Kazimierzem Górskim, kulisach pracy w komisjach budżetowych, politycznej wojnie podjazdowej na wystąpienia w mediach oraz o tym, kto grozi „rozwodem"...

Rozmowa red. Ilony Pawłowskiej z serwisu e-sosnowiec.pl z radnym Platformy Obywatelskiej, Tomaszem Jamrozym.



Dlaczego w koalicji PO z SLD przestało się układać na tyle, że obie strony zaczęły mówić o tym publicznie? Co się takiego stało, że akurat teraz partie zastanawiają się nad „rozwodem", choć nie jest tajemnicą, że w tym „małżeństwie" już wcześniej źle się działo?



Sytuacja w ostatnich tygodniach czy miesiącach wcale nie odbiega od tego, co się działo w pierwszym półroczu pracy koalicji. Ale po tym czasie można już zacząć wyciągać wnioski, że ta formuła pracy działa na wątłych podstawach. Natomiast nie ma jakiegoś jednego zdarzenia, które by spowodowało, że jedna czy druga strona stwierdziła, iż ta koalicja powinna zostać rozwiązana.



Nie było takiego dnia, sprawy, komisji, gdzie powiedzieliście sobie panowie: „z nimi się dalej pracować nie da"?



Największe dotychczasowe spory pojawiły się przy okazji zmian w budżecie, które były dokonywane na kwoty kilku milionów złotych zupełnie bez konsultacji z koalicjantem, jakim jest Platforma. Projekty wpływały przed samą komisją i stawały na jej forum, co na pewno nie tworzyło obrazu sprawnie funkcjonującego duetu. A przecież umowa koalicyjna mówi, że najważniejsze sprawy koalicjanci będą ustalali razem. Jeżeli jest zmiana w budżecie na 10 milionów złotych, to dlaczego się o niej nie informuje koalicjanta? Jaka rzecz może być ważniejsza w bieżącej działalności?



Co to była za zmiana w budżecie?



Chodzi o kilka zmian. Ostatnia dotyczyła nieuwzględnienia projektu Platformy w sprawie termomodernizacji placówek oświatowych, z jednoczesnym przekazaniem bez konsultacji 3 mln zł na remont byłego budynku Szpitala nr 2 w Sosnowcu na siedzibę MOPS-u. Były też inne propozycje, które zostały uzgodnione z prezydentem miasta jako przewidziane do natychmiastowej realizacji i na tych uzgodnieniach zakończyło się ich wykonanie. A ponieważ nie działo się tak po raz pierwszy, to zmuszeni byliśmy do stanowczego sprzeciwu.



Dużo się jak dotąd uzbierało podobnych problemów?



Jest kilkadziesiąt takich spraw, ważnych, wręcz programowych, które rzeczywiście stawiają pod znakiem zapytania naszą współpracę z SLD. Mówię tu m.in. o terenach pod budownictwo mieszkaniowe, których sprzedaż z takim przeznaczeniem wstrzymują braki planów zagospodarowania przestrzennego (na początku kadencji ustaliliśmy harmonogram prac, jednak nic się w tej materii nie dzieje). Najgorsze, że ta opieszałość nie jest rzeczowo argumentowana. Prezydent na początku mówił, żeby te tereny zachować dla przyszłych pokoleń, że będzie kryzys energetyczny, że będzie trzeba wieżowce budować... Jakieś takie różne dziwne rzeczy, które czasem, jak mu nerwy puszczą, mówi. A w tej chwili mogę się domyślać, że to wynika ze złego systemu organizacyjnego pracowni urbanistycznej, gdzie jest zatrudnionych zbyt mało pracowników. Natomiast w sąsiednich gminach podobne sprawy zleca się firmom zewnętrznym wraz z terminem wykonania pracy. Tam jest to zrobione na czas, a u nas bywa różnie.



Za to mamy tani urząd...



Mamy tani urząd, ale to jest właśnie pozorna oszczędność.



Widzi Pan jeszcze jakieś przyczyny tarć w koalicji?



Mam takie przypuszczenie (i to z własnego doświadczenia), że w grę może wchodzić zła wola. Przed wyborami prezydent Górski w rozmowie ze mną naobiecywał dużo rzeczy, m.in. że przeznaczy dwa hektary między dworcem południowym a ul. Naftową, które od sześciu lat leżą odłogiem, na budownictwo mieszkaniowe. Bardzo się wtedy ucieszyłem, że padła konkretna deklaracja, po wyborach postanowiłem więc pilotować tę sprawę. Tereny przy Naftowej trafiły do harmonogramu i wyglądało, że wszystko idzie pięknie. Czekałem pół roku, potem kolejne pół, składałem interpelacje, aż w końcu chyba zezłościłem prezydenta, bo po roku dostałem odpowiedź, że żadnych mieszkań tam nie będzie i koniec. Dlatego nie wiem, czy czasem pewne działania nie odbywają się w sposób świadomy, żeby się dana osoba za bardzo nie wypromowała.



Czy podejrzewa Pan, że trzyma się Platformę w ryzach, aby nie nabiła kapitału politycznego na kolejne wybory?



Być może tak jest, może chodzi o to, by poszczególne osoby, które (jak to mówi prezydent) „zachłysnęły się władzą" i mają tyle pomysłów, nie mogły działać w kolejnej kadencji. Mówię „być może", bo w stu procentach pewien nie jestem. Gdybym zresztą był pewien, to wnioskowałbym na klubie o rozwiązanie koalicji. Z drugiej strony nie jestem jedyną osobą, która ma podobne odczucia, więc może to jest pozorny zbieg okoliczności.



Skoro członkowie Platformy mają takie zarzuty i wątpliwości, czy odbyli z koalicjantem rzeczową rozmowę, aby je rozwiać lub potwierdzić?



Takie rozmowy pojednawcze odbyły się już co najmniej trzykrotnie. Ustalano wtedy listę działań, które na pewno zostaną wykonane, abyśmy dalej dla dobra miasta mogli pracować wspólnie. Ale potem wychodziło różnie. Prezydent ma chyba problem z tym, że nie potrafi nam powiedzieć „tych dwóch rzeczy nie zrobię na pewno, a tamte dwie wykonamy do przyszłego roku". On zawsze mówi, że wszystko zrobi, tylko że nie ma to później związku z rzeczywistością.



PO nie blokuje działań SLD, nie przyczynia się do konfliktu?



Święci pewnie nie jesteśmy. Zdaniem SLD za bardzo przenosimy wewnętrzne spory na płaszczyznę zewnętrzną, przede wszystkim do dziennikarzy. Ale ja sobie nie wyobrażam, że mam mówić dziennikarzowi, który jest na komisji i widzi spór, że to tajemnica koalicji. Jeśli coś się źle dzieję, to mówię o tym.



Wychodzi na to, że Platforma za dużo gada...



No tak, to są główne zarzuty. Mamy też historyczny wręcz konflikt z SLD o sprzedaż mieszkań komunalnych. Najpierw byli przeciwko, potem się przekonali, ale ostatnio znowu poszukuje się sposobów blokowania. To jest spór prawie ideologiczny. SLD prezentuje spojrzenie, że samorząd ma zarządzać i decydować za mieszkańców i nie należą im się mieszkania na własność. To jest takie spojrzenie, że mieszkaniec jest słabą jednostką i bez samorządu nie poradzi sobie w życiu.



Wspomnienie poprzedniej epoki?



Trochę tak.



Kłócicie się Panowie zatem o sprawy, o ideologię... a co z konfliktami personalnymi? Kto z kim się najgorzej dogaduje?



Zacznę od obszaru, gdzie nie ma konfliktu, to łatwiejsze zadanie. Jest bardzo dobra współpraca między klubami radnych. Kluby potrafią nawet zjednoczyć się przeciwko prezydentowi i przekonać go do pewnych rzeczy. Problem polega na kontakcie z prezydentem. Wydaje mi się, że dlatego tak się dzieje, że prezydent Górski długo rządził bez realnej opozycji. Wszystkie projekty prezydenckie przechodziły bez większych dyskusji, nie mówiąc już o poprawkach. Po ośmiu latach takiego rządzenia sytuacja diametralnie się zmieniła. Teraz każdy projekt jest poddawany analizie, często też krytyce. I nie ma pewności, że w głosowaniu projekt przejdzie. Mam wrażenie, że prezydent się z tym jeszcze nie pogodził.



Może prezydent czuje się jak zwierzyna, na którą wszyscy polują. Nie dość, że media i opozycja, to jeszcze koalicja...



Nie sądzę, aby prezydent nie był odporny na krytykę.



Ale zgodzi się Pan, że obyczaje koalicyjne polegają na tym, aby się wzajemnie nie krytykować...



Takie są prawidła koalicji, natomiast zwyczaje kształtują się w miarę jej funkcjonowania. Jeżeli pewne decyzje są niekonsultowane, nie może tak być, że w ramach ścisłej wierności koalicyjnej będziemy z zaciśniętymi zębami głosować „za", obawiając się utraty pełnionych funkcji i rozpadu koalicji.



Co nie zmienia faktu, że strach wchodzić z sosnowiecką PO w koalicję, bo to bardzo nieprzewidywalny partner. Nigdy nie wiadomo, co powie, nie wiadomo, co „wywinie"...



Na razie to SLD „wywija" pismem, jakie rozesłał do mediów. My nikogo nie straszymy rozpadem koalicji.



A czy nie jest tak, że Platforma potrafi liczyć i wie, że mieszkańcy są tymi rządami rozczarowani? Lepiej jest zatem krytykować koalicjanta i opowiadać, że „rozwód" wisi na włosku. Platforma chce uciec od odpowiedzialności za działania w grupie, która nie za dobrze rokuje...



Nie do końca. Trwa drugi rok kadencji, więc nie można już tworzyć podsumowań, bo jeszcze wiele rzeczy pozostało do zrobienia.



Ale Panowie jesteście politykami - musicie myśleć perspektywicznie. Nie uwierzę, że nie robicie kalkulacji na następne wybory!



Pewnie, że kalkulacje są, natomiast trzeba najpierw skupić się na wykonywaniu pracy, na podstawie której wyborcy będą nas oceniać w wyborach. Zrealizowanie kilku ważnych projektów w mojej ocenie niesie większy kapitał polityczny, niż wycofanie się na drugi plan i sama tylko krytyka. Problem powstaje wtedy, jeśli się tych projektów nie udaje realizować.



Ale przecież Platforma od dłuższego czasu wie, że ta koalicja nie jest najlepszym wyjściem, aby przeforsować swoje projekty...



To akurat Platforma wiedziała od początku, bo gwarancję sprawnych rządów dawałaby tylko prezydentura Jarosława Pięty i większość w radzie. Ale - jak pokazał wynik wyborów - były to marzenia, na których realizację trzeba poczekać i zapracować.





źródło i zdjęcia: e-sosnowiec.pl


Więcej w „Wiadomościach Zagłębia".






Autor: Redakcja | 15/07/2008
Komentarze
#1 | anonim dnia 20.07.2008 18:44
a co w urzędzie to jakaś zbrodnia pracować ?Wygracie wybory to POpapranymi będzie śmierdziało...już po ostatnich biegali z obiegówkami...
#2 | anonim dnia 20.07.2008 17:02
a moze na tym placu zrobic park, z lawkami i alejkami. Drzewa juz sa, same wyrosly. I do tego wielki plac zabaw, moze fontanne. Pan panie Tomasz tez obiecywal zagospodarowanie "bagier" i sciezki przy Brynicy - i co z tych obietnic? cisza.
#3 | ona dnia 20.07.2008 16:55
Tomeczek najmadrzejsz, wszystko wiedzacy karierowicz.
#4 | anonim dnia 20.07.2008 11:53
chyba śmierdzi??
#5 | anonim dnia 20.07.2008 11:47
pachnie mi tu urzędem, pachnie...
#6 | anonim dnia 20.07.2008 07:41
Może intelektem przebija PIS-owców ale zwykłej prostej Uchwały(własnej inicjatywy) nie potrafi napisać ! Zrzuca się to na urzędników którzy niejednokrotnie zarabiają połowę mniej niż dieta Radnego !Taki to z niego prawnik...karierowiczyna.
#7 | Marks dnia 19.07.2008 08:32
Najlepsze fragmenty wywiadu są w Wiadomościach Zagłębia - wczoraj czytałem i uważam, że radny bardzo trafnie ocenił ekipę SLD. Może redaktor postarał się dopisać pozostałą część?
#8 | @Alex dnia 19.07.2008 06:17
I agree!!!!!!!
#9 | Alex dnia 18.07.2008 15:33
Ale wszyscy biadolicie. Ciekawe, ja jest u Was z wykształceniem. A tak na marginesie, radny Jamrozy, mimo młodego wieku, przebija intelektem wszystkich PIS-owców, do kupy razem wziętych.
#10 | psia wieś dnia 18.07.2008 13:35
ech to były czasy jak tow.I sekrKC Edzio G. ustalił naddatek na obróbkę skrawaniem w Wiepofamie-o co mało SIMP-u nie zlikwidowali
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney