Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Nieznany Jan Kiepura!

Największy nasz tenor, najbardziej znany polski aktor filmowy, bożyszcze tłumów. Porywał swym śpiewem widownie najważniejszych teatrów operowych świata: wiedeńskiej Staatsoper, mediolańskiej La Scali, londyńskiej Royal Albert Hall i nowojorskiej Metropolitan Opera w najpoważniejszych operach. Bisował wielokrotnie dla uwielbiającej go publiczności Broadwayu w operetkach i dopiero co rodzącym się musicalu.




Zagrał role amantów w 12 filmach muzycznych, z których każdy realizowany był przynajmniej w 3 wersjach językowych. To z filmów pochodzą tak niezapomniane pieśni i piosenki jak „O sole mio” czy „Brunetki, blondynki”. Ale śpiewał też na beczkach w wojsku, na dachach samochodów i balkonach hoteli dla rzesz swych wielbicieli. "Mistrzu Janie, byłeś urodzony w Sosnowcu, a więc - rodem sosnowiczanin, sercem byłeś Polakiem, a stałeś się - dzięki wszystkiemu, co osiągnąłeś w życiu - świata obywatelem” – mówił Bogusław Kaczyński na uroczystości odsłonięcia pierwszego pomnika Jana Kiepury w Sosnowcu w przededniu jego setnych urodzin przypadających 16 maja 2002 roku. Zaproszonym gościom i sosnowiczaninom ukazał się na cokole pomnik Mistrza w pozie „balkonowej” w kapeluszu, rozwianym płaszczu i uniesionej do góry ręce dłuta warszawskich rzeźbiarzy: Tadeusza Markiewicza i Andrzeja Karwowskiego. Ale nie zawsze w życiu Maestro był postacią pomnikową.


Tak jak Luciano - syn piekarza Pavarottiego z Modeny, tak Jan przyszedł na świat w rodzinie piekarza Kiepury z Sosnowca. Urodził się przy ul. Majowej 6 na Pogoni, dzielnicy sosnowieckiej biedoty. W owym czasie do domu Kiepurów bieda zaglądała równie często jak komornik z poborcą podatkowym (jakież piękne karty sosnowieckiej „skarbówki”!). Ale dziś dom został odrestaurowany przez wielbicieli Jana Kiepury a na jego frontonie widnieje płyta pamiątkowa. Po 8 latach ciężkiej pracy czeladnik piekarski Franciszek Kiepura przenosi się z żoną, 8-letnim Janem i 6 letnim Władziem do (nieistniejącego dziś już) budynku przy ulicy Miłej 4, gdzie otwiera piekarnię „Lech”.

Patriotyzm zaszczepiony w rodzinie Kiepurów od pokoleń nie pozwolił ojcu posłać synów do szkoły ogólnokształcącej (wymagającej carskiej koncesji), zatem chłopcy zaczęli uczęszczać do polskiej Męskiej Szkoły Handlowej (przemianowanej na Gimnazjum Państwowe a potem Liceum Ogólnokształcace im. St. Staszica). Jako piekarz ojciec Jana uniknął carskiej branki z chwilą wybuchu wojny, ale w 1919 roku sam z synami chwycił za broń by walczyć w I Powstaniu Śląskim. W wojnie 1920 Jan bohatersko stanął przeciwko bolszewii, ale 15 lat potem przeciwko hitlerii początkowo niestety już nie (o czym za chwilę).

Po powrocie z wojny polsko-rosyjskiej kapral Jan Kiepura maciejówkę zamienił na czapkę uczniowską. Dopiero co odzyskana niepodległość smakowała gorzko: powszechna nędza, głód, epidemie, bezrobocie, szalejąca inflacja. Przed piekarnią Kiepurów ustawiały się wielogodzinne kolejki za chlebem a wtedy Jan z Władysławem otwierali okno i śpiewali w duecie, choć trochę pozwalając zziębniętym i wygłodniałym sosnowiczaninom zapomnieć o rzeczywistości powojennego czasu. W 1921 roku zdał maturę, nie celująco wprawdzie, ale na tyle dobrze, aby podjąć na wyraźne życzenie ojca studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, których nigdy nie ukończył. Szybko okazało się że nie miał do tego ani głowy ani serca gdyż jedyne co robił z sercem to był śpiew. Zapisał się więc do znanego korepetytora warszawskiego Wacława Brzezińskiego na lekcje śpiewu podparte lekcjami emisji u nie mniej znanego Leliwy. Bieda, jakiej zaznał w Warszawie zapisze mu się w pamięci na całe życie i tam właśnie postanowił, że nigdy nie będzie biedny.

Zadebiutował w Teatrze Wielkim w Warszawie w podrzędnej roli zaśpiewem przodownika górali „Po nieszporach, przy niedzieli...” w „Halce” Moniuszki. Chcąc zajaśnieć swym głosem przed publicznością wśród której była niemała grupa kolegów z prawa przybyłych w charakterze klakierów, wstawił tak długą fermatę (przesadne przedłużenie nuty, zwane w muzycznym żargonie „zerwaniem się z batuty”), że z opery został wyrzucony tak szybko jak doń zaangażowany. Zrozumiał młody adept sztuki wokalnej, że z takimi manierami wykonawczymi co najwyżej może się do baletu nadać a i to nie bardzo, wyciągnął wnioski, solidnie popracował i już w następnym, 1925 roku zadebiutował na deskach Opery Lwowskiej w operze Faust Gounoda w pierwszoplanowej roli. Potem Poznań i triumfalny powrót do Warszawy. Od tej pory świat leżał u jego stóp.

Kiepura miał niebywały zmysł autoreklamy i tym co dziś nazywamy „public relations”, predyspozycje które utorowały mu drogę do wielkiej kariery. Jednakże gaże operowe dla gwiazd, którą wkrótce stał się Jan Kiepura sięgające nawet 2000 $ (sumka nie do pogardzenia nawet jak na dzisiejsze czasy) przestaje mu wkrótce wystarczać. Apartamenty, mercedesy, kreacje – to wszystko kosztuje! Film, tylko film mógł zaspokoić finansowe ambicje artysty. A przy tym ta oszałamiająca popularność! Kłopot w tym, że Jan Kiepura podpisał kontrakt z niemiecką wytwórnią UFA, która w owym czasie była tubą propagandową doktora Josephaa Goebbelsa, a niemieckie filmy muzyczne jej nieodłączną częścią jak przemówienia Adolfa Hitlera. Obydwaj panowie: Hitler i Kiepura zostali sobie nawet przedstawieni, a jakże!*) Ale gdy nazwisko Kiepury pojawiło się w niesławnej książce „Das Judentum in der Musik” Mistrz szybko znalazł się po właściwej stronie.

Z drugiej jednak strony nie żałował grosza na cele społeczne (pomoc ofiarom powodzi w Krynicy w 1934), kulturalne (budowa Muzeum Narodowego w Krakowie) czy bezpośrednio przed wybuchem wojny - patriotyczne (na rzecz Funduszu Obrony Narodowej). Do armii polskiej we Francji, gdzie go wojna zastała nie został przyjęty z powodu osobistej odmowy gen. Sosabowskiego, rozumiejącego w jaki sposób artysta może najlepiej przysłużyć się Ojczyźnie. Już w czasie wojny na rzecz Funduszu Pomocy Polsce przekazał niebagatelną wówczas sumkę 100 000 $. Bogaty jak nawet na amerykańskie warunki, inwestował również w nieruchomości w Polsce (słynne sanatorium „Patria” w Krynicy, gdzie odbywają się festiwale jego imienia) oraz w działki w Gdyni, gdy zakup nieruchomości na kilka miesięcy przed wojną był przedsięwzięciem czysto patriotycznym, niewiele mającym wspólnego z biznesem.

Po wojnie do Polski (w tym do Sosnowca) przyjeżdżał jeszcze 3-krotnie (1958, 1959, 1965), zawsze owacyjnie witany na rodzinnej ziemi. Polskie nieruchomości Kiepurów po wojnie zostały znacjonalizowane i do chwili obecnej nie zwrócone, stąd wdowa po artyście wspólnie z nim występująca na scenie i w filmie – Węgierka Marta Eggerth odmówiła przyjazdu na odsłonięcie drugiego pomnika Kiepury w Krynicy (replika pomnika sosnowieckiego). Zmarł w swej amerykańskiej posiadłości pod Nowym Jorkiem 16 sierpnia na zawał serca. W ostatnią drogę zgodnie z jego wolą z kościoła św. Krzyża na miejsce spoczynku – cmentarz Powązkowski, odprowadzało zmarłego 200 000 rodaków.

Krzysztof Korn



Autor: Redakcja | 22/11/2008
Komentarze
#1 | Pieprzyk dnia 26.11.2008 09:52
Wnoszę o zmianę nazwy Ronada Gierka na Rondo Kiepury. A może Plac Kiepury w Centrum? Zbyt mało eksponujemy jego postać, a on zawsze przyznawał się do Sosnowca.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney