Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Rok 2019

„Jeśli wielkość polityka mierzy się wielkością budowli, które wziął na bary, konkurować ze mną może tylko Pudzian. Jakie to szczęście, że przeszedł już na emeryturę" - pomyślał Gospodarz z zadowoleniem, popijając noworoczną lampkę szampana.
Niesiony falą ubiegłorocznego sukcesu wyborczego (piątego już), Sprawdzony Gospodarz witał rok 2019.





W tym samym czasie robotniczy lud Sosnowic (prowincji Katowice Metropoly) składał sobie życzenia pod dziełem życia SG - wybudowanej po ponad 10-letniej bitwie z władzami miasta, koalicjami, opozycjami, dziennikarzami, gigantycznej łodzi. Pełni nadziei na lepsze jutro mieszkańcy składali sobie życzenia: „Obyśmy, jak ta nasza bara (lud ochrzcił budowlę nazwą „bara", słusznie i zgodnie z zasadami polszczyzny przeczuwając, że jak coś jest tak duże, to nazwa zawierająca deminutivę budowli nie przystoi, żeby też czasem ktoś nie wykorzystał jej, by z bary ironizować, albo mówić o niej pogardliwie) wypłynęli na powierzchnię".



Bara, jako obiekt ogromnych rozmiarów (dwukrotnie większy, niż zakładał projekt sprzed 12 lat), miała być widomym znakiem dla mieszkańców, że oto idzie lepsze jutro. Że życie sosnowieckiego ludu jest czymś więcej niż tylko codziennym trudem pracy. Takie było zamierzenie Gospodarza, taka była wola sosnowieckich mieszkańców.



A że budowa trwała tak długo... Cóż, wierzyć trzeba SG, gdy mówił do ludu, że bój o pieniądze na barkę to największe wyzwanie jego życia. W końcu po co Katowicom ogromnych rozmiarów statek w Sosnowicach? I to nie spełniający żadnej funkcji użytkowej, za to piekielnie drogi (ostateczny rachunek za projekt i wykonanie: 11 milionów euro).



Na szczęście wieloletnie negocjacje, poparte pikietami przed urzędem metropolitalnym i wsparciem finansowym mieszkańców (którzy, wzorem składek organizowanych jeszcze na początku wieku przez niejakiego ojca Tadeusza R., zrobili zrzutę na, o święta naiwności!, „budowę obiektu sakralnego") zaowocowały zgodą pisemną na budowę. Do dziś nie wiadomo, czy naprawdę udało się władze Katowic przekonać do bary, czy może dla świętego spokoju machnięto ręką i podpisano stosowne papiery.



Tak czy owak, „barowa" victoria natchnęła lud sosnowicki taką mocą, że począł on wraz z władzą budować statek, i to w czynie społecznym. A wykonywał przy tym 300, czasem nawet 400 procent normy (co potwierdził niezależny instytut badawczy, a sensacyjne rezultaty tych obliczeń obiegły ogólnokrajową prasę, redaktorzy zaś oczy ze zdziwienia przecierali, nie pojmując, czy to świecka tradycja wraca, czy może oni cofnęli się w czasie). Dzięki ogromnemu zaangażowaniu całej prowincji, bara w pełnej krasie ujrzała światło dzienne latem pamiętnego roku 2018, a maszty jej dumnie przysłaniały słoneczne promienie w okolicznych blokach (których wartość rynkowa podskoczyła w tym czasie pięciokrotnie, mimo że były już mocno leciwe i od 10 lat nie widziały ekipy remontowej).



W krótkim czasie bara stała się najpopularniejszym miejscem w prowincji. I to nie tylko dlatego, że była największą, a nawet jedyną, wielomilionową inwestycją od dekady (choć jeszcze 10 lat temu pojawiały się inne pomysły, np. rewolucyjny plan budowy zupełnie nowego centrum miasta, odrzucony jednak przez władze Katowice Metropoly i uzasadnione tak oto: „Jedynym centrum miasta dla wszystkich jego mieszkańców jest centrum Katowic, prowincja sosnowicka wyposażona jest natomiast w istniejące od lat centrum lokalne, które zdaniem zarządu, spełnia funkcję przestrzeni publicznej w stopniu wystarczającym"). Fenomen popularności statku krył się w przesłaniu, jakie niosła z sobą budowla. Bara karmiła sosnowiczan snem o rejsie ku niepodległości, odbudowie miasta i regionu. Była klasycznym snem o potędze, w którym i Gospodarz, i jego lud poddany, zatracili się tak bardzo, że nie zauważyli nawet, ile w ciągu ostatniej dekady musieli dla owego snu poświęcić.



Przechodząc między odrapanymi kamienicami na Modrzejowskiej, czy wsiadając do wiekowych tramwajów na 3-go Maja, by zdążyć na poranną zmianę do swojej fabryki-blaszaka myśleli: „Jakim cudem jeszcze dziesięć lat temu protestowaliśmy przeciwko budowie tego cudu?". Nie znajdując sensownej odpowiedzi, pogrążali się w zadumie.



W sylwestrową noc dumał także Gospodarz. „Nie wyszło nam Euro 2012, nie udała się metropolia, brakło kasy na budownictwo mieszkaniowe, a Zagłębie spadło do ligi okręgowej... ale bara to ludziom wynagrodzi" - myślał z przekonaniem o dobrze wypełnionych latach pracy. Gospodarz doszedł do wniosku, że bieżąca kadencja na stołku prowincji winna być dla niego ostatnią. Bara - dzieło życia i najważniejsza zrealizowana obietnica - zapewni mu należyte miejsce w historii. „Zrobiłem, co do mnie należało, mogę już odejść" - pomyślał i zapadł w spokojny, niczym niezmącony sen.



red. Ilona Pawłowska, www.e-sosnowiec.pl





Autor: Piotr Dudała | 06/01/2009
Komentarze
#1 | anonim dnia 10.01.2009 17:11
Artykuł świetny? Raczej śnięty. "Bara od BARKI", lepiej bardziej po swojsku powiedzieć WARA od BARKI.
#2 | anonim dnia 08.01.2009 17:58
bara od barki!!!!!!!!!!!
#3 | z dnia 08.01.2009 13:26
Pani Ilono, świetny artykuł, żeby się nam tylko NIE ziścił ten sen złoty
#4 | luzak dnia 08.01.2009 10:09
I MAMY JESZCZE AIR KATOWICE 35 km od Katowic
#5 | anonim dnia 08.01.2009 07:08
a Niedzielui artykuł wkleisz o tym jak Chęciński rżnie miasto w imię partyjnych ideałów ?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.