Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Smutek Palca

Przemysław Palec siedział sam w swojej izbie, tępo spoglądając w okno. Był smutny. Rozmyślał o przyszłości. Lubił marzyć, a jego największym pragnieniem było zostać królem Jodłowca. Często wyobrażał sobie siebie siedzącego na tronie w pięknej komnacie, na piętrze jodłowieckiego zamku. Kiedy jednak zatracał się w swojej wyobraźni z wyraźnym uczuciem błogiej ekstazy, zawsze w najmniej oczekiwanym momencie pojawiała się myśl o nim. O Kwasimierzu I Dolinnym, postaci z jego najgorszych koszmarów.



Palec zawsze łapał doła, kiedy marzenia o władzy przerywało mu wspomnienie największego rywala. -Ile ja bym dał, żeby go nie było, żeby gdzieś pojechał, żeby zgubił się w lesie. Cokolwiek, byle znikł! - pomyślał w duchu, cały czas spoglądając w okno.



Ciszę zalegającą w pomieszczeniu przerwało nagle pukanie do drzwi. Energiczne szarpnięcie i oczom Palca ukazała się postać jego sprzymierzeńca i zarazem prawej ręki z niebieskiego obozu, Poncyliusza Niechętnego. Choć przeciwnicy uważali go bardziej za miejscowego błazna niż rycerza, to jednak często dawał im się we znaki, odwalając w imieniu niebieskich czarną robotę. Nigdy nie zadawał pytań, po prostu wykonywał polecenie, a im bardziej mógł powkurzać Kwasimierza i jego ekipę, tym większa była jego radość i ochota do życia.



Tego dnia samopoczucie Niechętny miał wyśmienite. -Siema szefie! - rzucił na przywitanie. -Co szef taki zamulony? Stało się coś? - zapytał, z właściwym sobie „luzem".
-Ehh...drogi Poncyliuszu, szkoda gadać, to znów On...
-Kto On? - nie zajarzył Niechętny.
-No On...wiesz przecież, że boję się głośno wypowiadać to imię...
-Aaaaaaa, chodzi o Kwasimierza! Czyżby szef znowu marzył o królowaniu w Jodłowcu? Pewnie tak, bo widzę, żeś smutny - odpowiedział Poncyliusz sam sobie.



-Jest coraz gorzej...mówię ci Poncyliuszu, ja chyba nigdy nie zostanę królem Jodłowca. Ludzie nie wiedzą, kto ja jestem, nawet „dzień dobry" nikt mi nie mówi na ulicy - mówił Palec, czując, że łzy napływają mu do oczu.
-Szefie! Głowa do góry! Niech się szef nie mazgai! Zaraz coś poradzimy. Niech no tylko pomyślę... Wiem! Trzeba zrobić kampanię! - oświadczył triumfalnie Niechętny.
-Ale że co? - Palec był wyraźnie zdezorientowany.
-Oj szefie, jak ty nic nie rozumiesz. Kampanię trza zrobić. Ludzie po pierwsze muszą wiedzieć, ktoś ty jest, a po drugie trza im powiedzieć, żeś ty lepszy od Kwasimierza...
-Poncyliuszu, ale ja nie wiem jak to się mówi, żeby dobrze było. Nie umiem się za tę kampanię zabrać. Od czego zacząć?
-Spoko szefie! Zostaw to mnie.
-Zrobisz to dla mnie? Naprawdę...Poncyliuszu...przyjacielu - Palec poczuł, że głos zaczyna mu się łamać.
-Szefie! Jak się szef będzie mazał, to nigdy nie zostanie królem. Twardym trza być! Powiedziałem, że zrobię, to zrobię. Wiem już nawet, od czego zacznę! - na twarzy Niechętnego widać było charakterystyczny, szyderczy uśmieszek, a w oku błysk dający do zrozumienia, że ma plan...



-Słuchaj szefie - mówił Niechętny. -Na osiedlu Brudna 1 ekipa Kwasika wymienia ludziom strzechę na dachach glinianek i podobno im się na głowy leje. No to pójdę tam, połażę i porozpowiadam, że to wszystko przez Dolinnego. Że to jego wina i jego ludzi. I powiem jeszcze, że to nie z dobrego serca im te dachy wymienia, tylko żeby kapitał polityczny zbijać. Dobre nie?
-Poncyliuszu, co ja bym bez ciebie zrobił...ale...a co będzie, jak cię ten przydupas Dolinnego przyłapie...jak mu tam? Czeladzki?


-Wiesiek?! Spoko, on teraz po tutejszych kościołach biega, to mnie nie zczai.
-Jak to po kościołach?
-No po kościołach, bo do Jodłowca przyjechał nowy klecha. Kaszlak się nazywa i podobno ważny jakiś. A że Dolinny nic o nim nie wie, to wysłał Wieśka, żeby popytał, co i jak. Chce wiedzieć, ile pieniędzy trzeba mu będzie dawać i czy da się targować. Przez jakiś czas mamy go z głowy.
-Dobrze. Skoro tak mówisz, to masz zielone światło. Idź i rób mi tę kampanię.



Niechętny wyszedł pospiesznie. Palec znów został sam w swojej izbie. Zamknął oczy i kolejny raz zaczął marzyć o tronie Jodłowca. Tym razem jednak z uczuciem tlącej się w jego wnętrzu iskierki nadziei...



Skryba Trzewicki



Koniec części czwartej


www.e-sosnowiec.pl








Autor: Redakcja | 21/04/2009
Komentarze
#1 | mieszkanka dnia 22.04.2009 17:58
Tak nie do końca w temacie, ale polecam artykuł w ostatniej "Polityce" pod znamiennym tytułem "Za wodę jak za zboże" a tym artykule wypowiedzi jodłowieckiej Pani na wodzie Magdaleny Pochwalskiej.
Niezłe czasy nas z wodą czekają.
#2 | eD dnia 22.04.2009 07:45
Palec!! nie martw się, Jodłowiec będzie twójWink
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney