Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Gdzie jest Wiesiek?

Kwasimierz chodził nerwowo od ściany do ściany w zaciszu swojego gabinetu. Zasępiona mina wskazywała na to, że poważnie się czymś martwi. Król oczekiwał wieści z dworu o Wieśku, który zniknął zaraz po ogłoszeniu nieważności referendum „śmieciowego". Odtąd nie było po nim ani widu, ani słychu...




Niepokój króla wynikał nie tyle z tęsknoty za swoim sługą, co z przyzwyczajenia, że nigdy dotąd Wiesiek nie znikał na tak długo. Stąd też, mając na uwadze powszechnie znaną niechęć Kwasimierza do jakichkolwiek zmian, jego zachowanie zdawało się być w pełni uzasadnione.

- Gdzie on jest? Gdzie on jest? Gdzie on... - cały czas jedno i to samo pytanie kołatało się pod resztką siwej czupryny króla.



Trzask! - drzwi do gabinetu otworzyły się z hukiem i oczom Dolinnego ukazała się zasapana postać Rycha Łgawskiego.
-Nie ma! Ni
gdzie go nie ma! Nijak tylko zapadł się pod ziemię! - mówił coraz szybciej wicekról.

-To niemożliwe, musiało się coś stać. Pewnie Niechętny i reszta tych niebieskich farbowańców porwali Wieśka z zemsty, że to ich referendum za słabo promował - dumał król.

-Niedobrze, oj niedobrze... - wykrztusił Łgawski, drapiąc się po brodzie. -Jak go niebiescy porwali, to teraz będą żądać okupu jakiego.

-Myślisz? - zapytał z niedowierzaniem Kwasimierz.

-A ciort ich tam wie, do czego są zdolni. Zrobiliśmy im na złość z tym referendum, to teraz będą się chcieli odegrać - tłumaczył Rychu. -To, że go mają, to pewne. Musimy się teraz zastanowić, drogi królciuniu, ile my za tego niezdarę możemy dać i...czy w ogóle warto się targować.

-Rychu jak możesz! Wiesiek jest jaki jest, ale lepszy taki, niż żaden. Wiesz, że mam do niego słabość...



Puk! Puk! Puk! - rozmowę przerwało stukanie do drzwi.
-Wejść! - krzyknęli jednocześnie Dolinny z Łgawskim. Drzwi się otworzyły, a w nich pokazała się postać zaginionego sługi. Przygarbiona, smutna i trzęsąca się bardziej niż zwykle.

-Wiesiek! Na świętość Czerwonego Sztandaru! Gdzieś ty był?! - zapytał Kwasimierz. -Co ci zrobili? Wszystko w porządku? Bidulko ty moja...



Czeladzki zrobił krok do przodu. Król i jego zastępca zobaczyli, że jest blady jak ściana. Wiesiek natomiast, nic nie mówiąc, zmierzał do królewskiego biurka. -Panie nie jestem godzien! Przyjmij to proszę - sługa wyjął z tylnej kieszeni zwiniętą w rulon kartkę papieru z napisem DYMISJA.



-Co to jest?! Że co?! Rychu leć no po jaką wodę, bo biedak bredzi - nakazał Dolinny.

-Nie bredzę królu złoty. Nie mogę już być szefem Wydziału Dezinformacji i Propagandy. Mam już dość tych wszystkich ataków na mnie o referendum. A to Niechętny, a to ci od Wiercisława Rugalskiego, więcej już nie zdzierżę - mamrotał pod nosem Czeladzki, po czym rozpłakał się jak dziecko.

-Wiesiek, mordo ty moja! Kiedy właśnie to ci się udało! - powiedział wyraźnie podniecony Kwasimierz.

-Ale co? - pytał sługa, nie wiedząc co się dzieje i skąd taki entuzjazm w głosie pana.

-To, że zwykle nic nie robisz, tym razem okazało się twoją zaletą a nie wadą. Mieszkańcy Jodłowca nie wiedzieli, o co w tym zakichanym referendum chodzi i mało który poszedł głosować - cierpliwie tłumaczył władca. -Widzisz Wiesiek, już teraz dochodzą do nas sygnały, że w Jodłowcu poruszenie, i że niebieskich od jakiś hybryd wyzywają. Że nic nie potrafią robić tylko, jakieś bzdurne referenda wymyślać, nazwy ulic zmieniać i zakazy palenia fajek wprowadzać...

-Że DUPA, a nie opozycja! - dodał z triumfem w głosie siedzący obok Łgawski.

-No właśnie! - zgodził się Kwasimierz.

-Czyli dobrze zrobiłem, że nic nie zrobiłem? - zarymował Wiesiek.

-Nie mogłeś uczynić lepiej. Czeka cię z to nagroda - powiedział król.



Wiesiek rozpromieniał w trymiga. Poczuł, że duma rozsadzi mu zaraz lichą klatkę piersiową. Nie wiedział co ma powiedzieć, bo król nigdy dotąd tak otwarcie go nie pochwalił. I to przy swoim zastępcy! W głowie Wieśka już zaczęły przemykać obrazy tego, czym nagrodzi go król. -Długi urlop, premia, codziennie świeże pączki... - wyliczał w głowie Czeladzki.

-No i nad czym tak dumasz? - przerwał błogi stan Kwasimierz. -Twoją nagrodą będzie...brak kary!

-Ale jak to? - zdziwił się Wiesiek.

-Jeszcze pytasz?! A dlaczego nie było nikogo z twojego wydziału na Dniach Jodłowca? Dlaczego nikt nie siał propagandy, jak się tylu jodłowiczan w kupie zebrało?

-Panie, ale ja...

-Bez gadania! Każde tłumaczenie będzie głupie! Jednak z uwagi na to, co zrobiłeś - a właściwie czego nie zrobiłeś - w sprawie referendum, będzie ci wybaczone. Idź już!



Wiesiek zrozumiał polecenie. Potulnie odwrócił się na pięcie i wyszedł, targając po drodze swoją dymisję.

-On się nigdy nie zmieni - powiedział z przekąsem Łgawski.

-I za to go lubię, Rychu, i za to go lubię...





źródło: Skryba Trzewicki, Koniec części dwunastej, www.e-sosnowiec.pl








Autor: Redakcja | 16/06/2009
Komentarze
#1 | anonim dnia 18.06.2009 04:56
że przyjechała do miasta???
#2 | anonim dnia 17.06.2009 21:20
Znasz Bajkę o Wieś-ku?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney