Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Szybki i wściekły

Biegł, ile miał sił w nogach. Pot lał się z czoła. Twarz robiła się coraz bardziej purpurowa. Nie widział ludzi, ławek, chodnika. Szybkość była tak duża, że wszystko stawało się rozmazane, jakby namalowane pędzlem. Przechodnie ze strachem odskakiwali od pędzącego Wieśka. Matki chroniły dzieci, a kupcy dobytek.




W głowie huczały Wieśkowi słowa, które jak najszybciej chciał przekazać władcy. Czuł, że sprawa jest bardzo ważna, a szybka reakcja z jego strony przysporzy tylko plusów w oczach władcy. Królowi zależało przecież na pięknym wyglądzie osiedla Brudna 1. Często, snując senne wizje swojego ukochanego Jodłowca, Kwasimierz podziwiał pastelowe, nowoczesne budynki przy ul. Lotników i Patriotów. Chciał, by miasto zmieniało się w nowoczesną, kolorową metropolię, która symbolizować miała zrewitalizowana Brudna. Oczami wyobraźni widział całe miasto odnowione w podobnym duchu. Kwasimierz miał wizję. Kwasimierz wiedział, jak powinno wyglądać miasto. Problem w tym, że różne siły ciągle sprzysięgały się przeciw władcy. A najbardziej sprzysięgała się siła o złowrogo brzmiącej nazwie „Koteria Niebieskiego Sztandaru"...



Im szybciej Gregor Czeladzki przebierał nogami, tym bardziej wystawał mu palec z dziurawego buta. Piekł go już od jakiegoś czasu. Przetarta od muśnięć o chodnik skóra na paluchu lewej nogi początkowo przybrała różowy kolor. Teraz palec wyraźnie krwawił i sprawiał niemiłosierny ból. -Jak najszybciej do króla... - mamrotał Wiesiek. -Niebiescy na Brudnej, motyla noga, psia jucha, niebiescy na Brudnej...



Gdy Gregor już znalazł się na wielkim, nadwornym parkingu przed zamkiem, poczuł niebezpieczny luz w pasie. - Mój pasek! - krzyknął w myślach. Niestety było już za późno. Od szybkiego przebierania nogami poluzowała się klamerka rzecznikowego paska i ten osunął się aż do kostek. W wyniku pędu głowa nienaturalnie wysunęła się do przodu a reszta ciała została w tyle. Nogi całkowicie oderwały się od ziemi i przez niecałe dwie sekundy korpus wraz z dolną częścią ciała szybował w powietrzu... Niewielki akwen wodny zamortyzował uderzenie. Kiedy Czeladzki odzyskał przytomność, wyczołgał się z błota i ostatkiem sił, wbiegł do zamku.



- Wiesiek!? - wrzasnął król. - Co ty wyprawiasz?
Czeladzki stał na środku komnaty, z krwawiącym dużym palcem u nogi i zabłoconą twarzą. Dyszał jak dalekobieżny koń pociągowy. Przez krople potu i błoto dojrzał sylwetki w garniturach, jakieś aparaty i kamery. Przez zamknięte powieki widział jeszcze błysk fleszy, słyszał jakiś krzyk kobiety i przewracające się krzesło. Potem nastała już tylko ciemność.



- Wiesiek... Wiesiek... Wiesiek - słowa powoli dochodziły do obitej głowy. Czeladzki pomału otwierał oczy. Gdy wzrok zrobił się znowu ostry, ujrzał twarz króla, Łgawskiego i grupę przerażonych pracowników zamczyska.



- Królu...królu... niebiescy...na Brudnej... - mamrotał Czeladzki, z trudem składając sylaby w słowa. - Niebiescy wprowadzają się do mieszkań na Brudnej. Teraz... teraz... Teraz to już w ogóle nikt tych ruder nie kupi... Z dzikimi lokatorami... I to jeszcze...z niebieskimi po...po...po...popaprańcami... - skończył majaczyć Wiesiek.



- Słuchaj no, Czeladzki - zaczął groźnie król. - Nikt tam się nie wprowadza, tylko niebiescy znów urządzają szopkę i oglądają Brudną, bo haków na nas szukają. Od dawna o tym wiedziałem. Wybaczyłbym ci, bo w dobrej wierze tutaj leciałeś... Ale żeś podczas konferencji z pismakami wpadł do komnaty, jak się akurat z czynszu za bar z Łgawskim tłumaczyłem, to ci nie wybaczę! Ze świniami się biłeś? -wykrzykiwał Kwasimierz.



-Przepraszam panie - wycedził przez zęby czerwony ze wstydu Czeladzki. -Biegłem na złamanie karku, by donieść królowi, że poczyniłem kroki, by niebiescy na Brudną się jednak nie wprowadzili. Bo jak zobaczyłem, że oni tam chcą zamieszkać, że wchodzą do tych pięknych, wyśnionych przez króla budyneczków, to zupełnie straciłem zimną krew...



Zaskoczony władca patrzył na Wieśka coraz bardziej szerokimi ze zdziwienia oczami. - Jakie kroki poczyniłeś? - zapytał Kwasimierz głosem pełnym niepokoju. Wiedział dobrze, że działania, które Gregor podejmował z własnej inicjatywy, bez konsultacji z królem, zwykle kończyły się spektakularną klapą. -No.... - zaczął nieśmiało Wiesiek. -Noo... najpierw to podpiłowałem szczeble w drabinie, po której niebiescy będą się wspinać do mieszkań. Potem wlałem pod panele kilka jajek. Jak się zepsują, to smród będzie taki, że nikt nie wytrzyma... No i rozpuściłem po Brudnej pogłoski, że w tych mieszkaniach straszy duch Gierka...



-Co za dureń! - wrzasnął Kwasimierz, ciskając w stronę Grześka talerz po spożytym kilka minut wcześniej obiedzie. -Jak my teraz sprzedamy te mieszkania? Piękne lokale śmierdzące zbukiem? Z tym Gierkiem, to może by i przeszło, bo ludzie w Jodłowcu takie mieszkania z przyjemnością by kupili, ale smród zbuka nawet u nas chętnych odstraszy!



-A mnie się widzi, że Gregor pięknie to wykombinował! - niespodziewanie włączył się do rozmowy Rychu Łgawski. -Mieszkań na Brudnej i bez zbuków byśmy nie sprzedali. A tak się powie, że to niebiescy nasmrodzili podczas wizytacji. Będzie na kogo zwalić winę, a do tego kwestię smrodu wyciągniemy w najbliższej kampanii wyborczej...



-Całkiem niegłupio kombinujesz - zauważył Kwasimierz, zadowolony z obrotu spraw. Winą za ubłoconego Wieśka też można obarczyć niebieskich. Powiemy, że na Brudnej nie tylko nasmrodzili, ale i nabłocili, dlatego biedny Gregor, wizytując mieszkania, tak się załatwił!!!



W tym momencie Czeladzki zaczął puchnąć z dumy. Uświadomił sobie, że chociaż raz w życiu jego niezbyt rozgarnięte pomysły wyjdą Jodłowcowi na dobre... „Niebiescy zbrukali Brudną", „Mieszkania nie schodzą, bo niebiescy smrodzą", „Niebieskie karły reakcji torpedują królewską inwestycję" - oczami wyobraźni Gregor widział już nagłówki prasowe, które będą sławić jego dzieło. Otarł błoto z czoła, wytrzepał z ucha resztki ziemi i ruszył do swojej komnaty, dzwonić do zaprzyjaźnionych pismaków z gorącym newsem do jutrzejszego wydania gazet...



Skryba Trzewicki, Koniec części XXIII, e-sosnwoiec.pl





Autor: Piotr Dudała | 03/09/2009
Komentarze
#1 | dnia 01.01.1970 00:00
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney