Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Czerwona latarnia

-Dawać mi tu Wieśka jeszcze raz! Ale już! - krzyczał król Kwasimierz I Dolinny ze swojej komnaty. Z wnętrza raz po raz dobiegały odgłosy targanych papierów, łamanych ołówków i walenia pięścią w biurko. Władca Jodłowca był wściekły.
-Już jestem, Panie. Biegłem ile sił w nogach. Co się stało? - ledwo wystękał zasapany Gregor Czeladzki. -Kiedy przynosiłem ci poranną prasówkę, byłeś w dobrym humorze...
-Zobacz, co te pismaki z „Wybórczej" napisały! Popatrz! O tu... - wskazywał palcem Dolinny. -„Nie chcą czerwonych w Jodłowcu" - czytał, składając sylaby.



-Królu najjaśniejszy, ale to jest o czerwonych latarniach, na które skarżą się wiejscy dorożkarze - próbował uspokajać sytuację Czeladzki.

-Strasznie głupi! - wymamrotał pod nosem król, składając ręce w błagalnym geście. -Użyj głowy choć raz! Podstępem tu wieje! To polityczny atak na nas! Przecież wiadomo, że my czerwoni jesteśmy - krzyczał w uniesieniu Kwasimierz.

-To co ja mam zrobić?

-Zadzwoń do centrali! Co za cenzor pozwolił takie coś opublikować?! Represje trzeba zastosować, niech zamkną tego szmatławca! - kipiał król Jodłowca.



Wiesiek stał w miejscu, z głową spuszczoną w dół, patrząc na czubki swoich wypolerowanych lakierków. Sprawiał wrażenie, że nie rozumie co mówi do niego król. Niestety, aktorem był słabym i posępny wyraz twarzy, świadczący o kompletnej pustce w głowie (zawsze tak miał, kiedy nie wiedział co zrobić), nie działał na jego korzyść. Twarz Kwasimierza natomiast była bardziej czerwona niż po ostatnich wakacjach w Bułgarii.



-Słuchaj... - zaczął spokojnie król, zdając sobie sprawę, że im więcej krzyczy, tym bardziej Wiesiek zamyka się w sobie. -Wybory za rok, a wszystkie gryzipiórki z lokalnych redakcji dowalają nam, jak tylko się da. Zła opinia łazi już za nami jak smród po gaciach. A wszystko przez to, że te wredne pismaki wkładają jodłowiczanom śmieci do głowy.

-Ja wiem, że nikt nas nie lubi, ale na to poradzić nic się nie da - stwierdził wyraźnie przybity Gregor.



-To twoja wina! Powinieneś wychodzić naprzeciw tym wszystkim uzurpatorom, którzy dybią na mój majestat. Wydział Dezinformacji i Propagandy ledwo zipie, a chyba nie muszę ci przypominać, kto bierze za to odpowiedzialność.

Wieśkowi przeszedł po plecach zimny dreszcz. Dalej nie wiedział co ma powiedzieć.

-Zejdź mi z oczu! - polecił Kwasimierz.



Kiedy Czeladzki zamknął za sobą drzwi, król po raz kolejny wziął do ręki egzemplarz „Wybórczej" i wpatrując się w tytuł, który wywołał taką złość, zaczął dumać. - Wiesiek palnął nieopatrznie jedną mądrą rzecz: faktycznie nikt nas nie lubi. Czerwony Sztandar się kończy. Na młodych ideowców nie ma co liczyć, bo jeden Wojtuś Pićwinko to stanowczo za mało. A może by to wszystko rzucić w diabły i zacząć dbać wyłącznie o własny interes? - pomyślał w duchu. -Tak! To jest myśl! - krzyknął, rozglądając się nerwowo po gabinecie w obawie, że ktoś mógłby usłyszeć, lub co gorsza wyczytać chytry plan, który zrodził się w jego myślach...


Skryba Trzewicki, Koniec części XXVI, e-sosnowiec.pl





Autor: Redakcja | 20/09/2009
Komentarze
#1 | W ramach uzupełnienia dnia 23.09.2009 10:48
-Poncylek, nie wiem w którą stronę idziemy - zmartwił się Przemysław Palec, kiedy po raz piętnasty mijali tę samą jodełkę na trasie.
- Spoko wodza, nic się nie martw, ja cię poprowadzę. Ku lotnisku Kiepary cię poprowadzę, a potem ku władzy w Jodłowcu! - niespodziewanie uniósł się Poncyliusz Niechętny.

Maszerowali zatem we dwóch - królewski uzurpator i jego prawa ręka. Szli torami z Jodłowca aż na samo lotnisko w Pysiowicach, a Niechętny ciągle robił Palcowi zdjęcia.
- Co ty mnie tak pstrykasz, Poncylku. Takie ciacho jestem? - Palec zdziwił się tą nietypową sesją.
- No jesteś, jesteś. Najfajniejszy w caaaałej gminie! I będziesz najprzystojniejszym, najinteligentniejszym, najbardziej uwielbianym przez lud prosty królem w historii jodłowieckiego grodu!
- Będę! Będę królem! - krzyknął Palec. - Tylko wytłumacz mi wreszcie, po co, do Kwaska, idziemy po torach do Pysiowic? I czemu robisz mi zdjęcia?
I w tym miejscu Poncyliusz Niechętny począł zdradzać Palcowi swoje przewrotne zamiary. A że opowieść szykowała się na długą, obaj krasnale przycupnęli pod feralną jodełką (ach, jakże symboliczna to scena!) i zrobili sobie piknik na zielonej trawce.

No i zaczęło się. Poncyliusz roztaczał przed Palcem wizję triumfalnego zrzucenia Kwasimierza Dolinnego z królewskiego stolca (tak po staropolsku, by wzmóc przekaz, zresztą ku uciesze i chichotom królewskiego kandydata), wygnania spółdzielcy z Jodłowca i zaprzężenia Wieśka Czeladzkiego do niewolniczej pracy jako członka ekipy sprzątającej pomnik Kiepary z gołębich kup, a jednocześnie kukułki na dworcowym zegarze.
- Ha, ha, ha! Już to widzę przed oczami. Kuku, jedenasta trzydzieści, kuku, kuku, dwunasta, kuku, kuku, kuku...

- Nie tak szybko, mój ty kandydacie! Najpierw strategię wojenną trzeba wprowadzić w czyn. Tak, żeby mieć pewność, że to ciebie Niebieski Sztandar wyznaczy. Sam wiesz, że na razie cienko przędziesz i wypuszczenie ciebie na króla może być dla niebieskich z góry ryzykowne. Przemek, nikt cię tu nie zna! Mało tego - nikt cię nie zna nawet na wiejskim podwórku. Toż sam Pałakot nie miał pojęcia, że istniejesz i w jednej ławie stołecznej zasiadacie!
- A to do mnie pretensje masz, czy do siebie? Mieliście mi z Jamroźnym publicity załatwić i co? Gówno! Takie wielkie jak na pomniku Kiepary!

- Ojjj, no zdarzyło nam się parę wpadek. Ale tak to jest, jak się amatorów do kampanii zatrudnia - obruszył się Niechętny.
- Chociaż szczery jesteś. To jedno ci się chwali. Ale dam ci szansę, bo już dawno tę kampanię obiecałem, a ja nigdy nie kłamię!
- A szkoda... - przeszło przez myśl Niechętnemu, ale w porę ugryzł się w język. Zamiast tego począł cierpliwie tłumaczyć prawie królowi, w czym rzecz. - Na drodze naszej do zwycięstwa stoi nie tylko Kwasimierz. Twoja anonimowość to poważna sprawa. Jodłowiczanie nie znają cię z żadnych udanych akcji, nie zasłużyłeś się też dla społeczności, a zawód masz nieco parszywy.
- Obrazić mnie chcesz, czy pomóc walczyć o tron? Bo nie wiem, czy cię ściskać, czy obijać...
- Chcę pomóc, więc posłuchaj. Chodzą po mieście słuchy, że dobrym kandydatem Niebieskich jest Migdaliński. Wiesz, lekarz, życie ludzkie i zdrowie ratuje. Doświadczenie w rządzeniu ma, język cięty i doświadczenie życiowe. Nawet, powiem ci, ta jego misiowata postura, może się ludziom podobać. Bo to taki swój chłop z Klamotowa...

- Ale za stary jest przecież i za mało przystojny na króla! - obruszył się Palec.
- Ojjj, patrząc na pożyczkę Kwasimierza jakoś nie sądzę, by poddani na urodę zwracali uwagę przy wyborach władcy. Ale rozumiem, do czego pijesz. I dlatego nasza dzisiejsza wędrówka to polityczny majstersztyk. Nie dość, że pokonujemy trasę pieszo, czym dajemy wyraz, że przyszłemu królowi nie tylko chce się wzywać do nadania lotnisku imienia Kiepa, znaczy się Kiepary, ale sam swe palce i pięty męczy, by do tego doprowadzić. Mało tego! Oto idzie przyszły król, na własnych barkach sprawę budowy zagłębiowskiej nitki kolejowej niosąc i dobry przykład pekapom dając.

- Ale czad! To ja jestem takim fajnym królem. Super żeś to wymyślił Poncylek! - cieszył się Palec.
- Ale wyobraź sobie, że to nie wszystko. Bo oto idzie król, który nie tylko urodą, ale i kondycją pochwalić się może. Oto król, któremu w pokonywaniu wielu kilometrów ani krawat, ani garnitur nie przeszkadza. Oto pielgrzymuje do serc poddanych, jednocześnie depcząc tężyzną fizyczną starszego kontrkandydata. Jak rgóra" zobaczy twoje foty z trasy nie będą mieli wątpliwości, że ty, a nie Migdaliński, jesteś przyszłością Sztandaru w Jodłowcu!

- Ja pierdzielę, ja pierdzielę, będę królem, będę królem! - radował się Palec.
- Najpiękniejszym! - przytaknął Niechętny widząc uniesienie kolegi. W osłupienie wpadł dopiero, gdy posłyszał następne zdanie:
-O tak! A ty, jako ta królowa, będziesz u mojego boku stał. Jak to wszystko wypali, będziesz się miał w Jodłowcu jak pączek w maśle! Poddani w pas będą ci się kłamać jako mojej pierwszej damie! Nieba ci przychylę, gwiazdkę z nie... - zawiesił nagle głos Przemek Palec. Bo i nie było do kogo już gadać. Niechętny, przestraszywszy się wizji funkcjonowania jako pierwsza dama, uciekał ile sił w nogach i tylko szary jego cień widać było w oddali.

- I tak właśnie można liczyć na przyjaciół. No, ale nic to. Wszak mędrcy tego świata już dawno orzekli, że wybitna jednostka skazana jest na samotność. Ja się tego brzemienia podejmę. A jak zdobędę władzę, to się z nikim nie podzielę! - poprzysiągł sobie Palec w duchu i ruszył dalej w kierunku Pysiowic.

Skryba Trzewicki

Koniec części XXV
#2 | patryk dnia 22.09.2009 13:16
Red.Piotr Dudała ma prawo do swoich poglądów a są one anty lewicowe, pro PO z silnym odchyleniem pro katolickim.
#3 | mario dnia 22.09.2009 11:43
odwalcie się od Dudały, macie przecież swoje faktysosnowiec, możecie sobie tam wrzucać co chcecie, uczciwi obywatele!
#4 | uuuuuuuuuuuuuuuuu oszuści dnia 22.09.2009 06:39
aq dlaczego ostatniego odcinka nie wkleiłeś Dudała ? Co prawda w oczy kole ?
#5 | anonim dnia 21.09.2009 21:05
nie ma jak własny interes :-)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney