Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Życie bez nerki

Dobrze jest, kiedy każdy zna swoje miejsce. Ot, tak jak w żywym organizmie - czy się jest sercem, czy mózgiem, czy nerką, wiadomo, że każdy organ ważny i powinno się o niego dbać.
Nerka nie zazdrości więc sercu, że nie jest symbolem życia, sił witalnych (że o miłości nie wspomnę). Bo nerce pasuje komitywa z sercem, a gdy weźmie pod uwagę współpracę z mózgiem, wątrobą i żołądkiem, dochodzi do wniosku, że w takiej drużynie warto żyć, a bez niej się umiera. Szczęśliwe jest i serce, bo otaczają je same przyjazne tkanki, a dzięki współpracy krew krąży szybciej i bić się chce. Ale przecież da się żyć z chorą nerką, albo nawet i bez nerki. Można pozbyć się mniej ważnej części, a organizm i tak jakoś daje sobie radę.





Można też żyć w metropolii. I to nawet wtedy, gdy nazywa się Silesia. Metropolia Silesia. I tyle. Nic ponadto. Bez Zagłębia w nazwie. Bez nerki. Tylko co zrobić, kiedy tak żyć się nie chce. I to nie tylko dlatego, że obawiamy się dominacji jednego z miast, gdy uważamy, że część tego - jak by nie było - żywego organizmu, dominuje nad pozostałymi. Można się zastanawiać, czy podporządkować się sercu, czy raczej stanąć po stronie mózgu (w tym wypadku oczywiście w znaczeniu „rozumu"). Można, o ile nie dostaje się sprzecznych sygnałów od własnych szeregów. Bo gdyby to serce wmawiało nerce, że ma w organizmie grać rolę szaraka, to można ją przyjąć, lub nie. Można się dominatorowi podporządkować, albo zrobić bunt.



Ale na bunt jest już za późno. I choć denerwują się mieszkańcy, choć wciąż napotykamy na krytyczne uwagi dotyczące nazwy metropolii, nic się już nie da zrobić. Nasza nerka - czyli władze Sosnowca - własnymi rękoma (a ściślej ujmując - ustami rzecznika prasowego Urzędu Miasta), sama wprowadziła nas w błąd, a my - naiwniacy - uwierzyliśmy, że żyjemy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii Silesia.



Chwaliła się więc nerka, że z sercem się dogadała, cieszyła się i opowiadała, jak fajnie zadbała o swój prestiż i uznanie, tak jak Urząd Miasta informował o wielkim sukcesie prezydenta Górskiego - który sam jeden dominacji Ślązaków się nie dał i zagłębiowskie odniesienie w nazwie załatwił. Gloria otaczała naszego włodarza, który triumfalnie wieścił (oczywiście ustami rzecznika): Sosnowiec pokazał, że się da, i że zasługuje na miano stolicy Zagłębia! I tako i my - ludzie prości - cieszyliśmy się, wierząc słowom wyższych rangą organów (władzy). I wszystko było pięknie do momentu, gdy pojawiać się zaczęły pierwsze promocyjne materiały nowej metropolii. A w nich ani słowa o Zagłębiu...



Szary człowiek poczuł się oszukany. „Wycięli nas" - pomyślał na pewno. Tym bardziej bolało, gdy wyszło na jaw, że operacji usunięcia nerki z organizmu nie dokonały wrogie siły obce. To sama nerka zrobiła sobie ze wszystkich żarty. A naiwniacy uwierzyli, że był sukces i upragniony odnośnik do zagłębiowskiej części związku miast. Bo przecież prezydent musiał wiedzieć co podpisuje i na co się umawia, gdy zgodził się na przyjęcie nazwy Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia Silesia w odniesieniu TYLKO do oficjalnych dokumentów, a potem przekuwał ten fakt na medialny sukces swój i całego miasta.



Sosnowiczanie czuli się zwycięzcami wojny o kompromis nie wiedząc, że to wygrana pozorna. Bo widomego znaku swojej rangi w metropolii nie widzieli, nie widzą i nie zobaczą. Zamiast tego mają w mieście stoisko promocyjne Metropolii Silesia, wielkie logo Metropolii Silesia na stronie internetowej UM i w holu magistratu, dowiadują się o działaniach Metropolii Silesia z materiałów reklamowych... I nie ma co winić serca, że organizm chory, gdy zawiodła nerka. Bo jeśli ta nerka sztucznie kreuje sukcesy, to wcale nie oznacza, że organizm jest zdrowy.



Tak jak w chorobie potrzebny jest lekarz, a nie znachor, który przyłoży rękę, powie adin, dwa, tri i będzie wmawiał, że wyleczył, tak w harmonijnej współpracy między miastami metropolii potrzeba przejrzystych zasad. Naiwniacy na bubel się co prawda nabiorą, ale jak prawda wyjdzie na jaw, nie zapomną, kto im zafundował tę niespodziewaną operację.



Ilona Pawłowska, www.-sosnowiec.pl





Autor: Piotr Dudała | 12/10/2009
Komentarze
#1 | dnia 01.01.1970 00:00
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney