Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Narada wojenna

Do jednej z komnat powoli wchodziły zakapturzone postaci ze świecami w rękach. Dłonie lekko zasłaniały płomienie, by te nie zgasły. Na ścianach jodłowiekiego zamczyska tańczyły cienie członków tajemnego spotkania. Gdy przy stole zasiadły wszystkie postaci, Kwasimierz przemówił: - Witam was towarzysze. Chciałem się z wami spotkać, bo wiem, że wielu z was uważa się za polityków lewicowych i wielu też myśli o objęciu tronu w Jodłowcu - w tym momencie Kwasimierz spojrzał karcąco na posła sejmikowego Kłapacza i nieporadnego Rady Królewskiej Maćko Kagańca. Politycy, zupełnie niezmieszani, podnieśli hardo głowy i czekali na swój głos.



- Ja wiem, że wam pomału syfon uderza do głowy, ale musicie zrozumieć, że jedyną droga dla Jodłowca jestem ja. Mam wiele sukcesów, zmieniłem miasto o 180 stopni, posiadam wizję przyszłości... - kontynuował król. - Musicie wiedzieć jedno: nikt tak jak ja nie zna naszej wsi i jej problemów. Jesteście kolejnymi upartymi figurantami politycznymi, którzy przekonani o swojej wielkości, zresztą żałośnie się myląc, postanowili ubiegać się o tron. Wiecie panowie o jaki tron możecie się ubiegać? Co najwyżej o ten, do którego nawet król chadza piechotą i tyle w tym temacie! Oddaję głos przedstawicielom naszej wiejskiej lewicy. I w tym wypadku słowo „wiejska" nie odnosi się tylko do wielkości zarządzanego przeze mnie terytorium - zakończył złośliwie Kwasimierz.



- Drogi Kwasku! - zaczął pieszczotliwie Kłapacz. - Wiesz, że cię kocham jak brata. Wiesz, że nie chcę twojej krzywdy i nigdy bym cię na lodzie nie zostawił. Dobrze nam było za czasów, gdy Czerwony Sztandar rządził w całej Rzeczypospolitej i dobrze nam jest teraz. I tak musi zostać! - Kłapacz rozejrzał się porozumiewawczo po komnacie. Wszyscy członkowie spotkania zgodnie, jakby na umówiony sygnał, kiwnęli głową w geście potwierdzającym niepodważalność tezy wygłoszonej przez kolegę. - Ale może warto zastanowić się nad wystawieniem kandydata na króla. Kandydata... - Kłapacz zawiesił głos i spojrzał na króla. -Kandydata innego niż... niż ty, Kwasku kochany.



- Jeśli nie ja, to kto wygra z Niebieskim Sztandarem? Czy nie rozumiecie, że tu nie ma żartów? Tylko ja mogę wygrać w Jodłowcu. Wiesiek tak zakręci wieśniakami, że jak zombi będą się w kolejkach do urn wyborczych ustawiać. Kto, jak nie ja?! - wrzasnął na koniec Kwasimierz, przypominając lwa ryczącego na sawannie w celu zdyscyplinowania stada.



- Może ja?! - wyrwało się w pół bezwiednie radnemu Kagańcowi. - Ja mam szansę! Już ci daruję królu to obiecane stanowisko wicekróla, co go i tak nie dostałem, jak zrezygnujesz z kandydowania i ja będę nr 1 sosnowieckiej lewicy. Ja mam szansę zostać królem! - powtórzył dumie Kaganiec.



Król wstał. Spojrzał na stół. Rozejrzał się po komnacie i rozpoczął z wolna: - Kaganiec, ty szans nie masz nawet na to, by myć talerze w stołówce królewskiej, a darować to sobie możesz Piskalskiemu cukierki na dzień dziecka. Kto go tu w ogóle wpuścił? Straż! - w kilka sekund dwóch wojów wzięło pod pachy radnego i siarczystym kopniakiem usunęło go z sali. Król kontynuował: - Kłapaczu kochany. Ja wiem, po co ta dyskusja. Wiem, że Czerwony Sztandar pikuje w dół i to nie tylko w Jodłowcu, ale w całym kraju. Wyniki sondaży są rozpaczliwe. Twój wybór do Sejmiku Krajowego jest równie prawdopodobny jak to, że mój Wiesiek pewnego dnia zostanie rzecznikiem rządu. Więc nie mydl mi oczu. Ja będę kandydował i koniec kropka. I pamiętajcie - na każdego z was ma haka. Kłapacz, daje ci ostatnią szansę, byś rozpromienił moje zachmurzone oblicze - spojrzał na posła.



Kłapacz był jeszcze pod wrażeniem profesjonalnego pozbycia się radnego Kagańca z komnaty. Głośno przełknął ślinę. - No, Kwasik. Nie unoś się. Daj już spokój. To ja może list do mediów napiszę, że między nami wszystko OK, że się popieramy i w ogóle...



Król spojrzał na zebranych. Nikt już nie miał ochoty przemawiać z obawy o własną skórę. Kwasimierz zerknął jeszcze na zebranych, by ponapawać się strachem wymalowanym na ich twarzach. Wolno przeszedł obok każdego, patrząc głęboko w oczy, po czym szybkim krokiem opuścił komnatę. Za nim wybiegł skulony i jak zawsze przerażony krzykiem króla Wiesiek.



Skryba Trzewicki, www.e-sosnowiec.pl







Autor: Piotr Dudała | 22/11/2009
Komentarze
#1 | dnia 01.01.1970 00:00
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney