Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


BOR do końca przy prezydencie

Pięć tygodni po katastrofie prezydenckiego Tu-154M, przyparty do muru, szef MSWiA Jerzy Miller przyznaje po publikacji "Naszego Dziennika", że polscy oficerowie BOR byli "jednymi z pierwszych", którzy dotarli do miejsca upadku maszyny na lotnisku Siewiernyj. Jakie jeszcze informacje ukrywa przed opinią publiczną rząd? - pyta red. Anna Ambroziak na łamch Naszego Dziennika.



BOR potwierdza: oficerowie Biura Ochrony Rządu rozpoznali i zabezpieczyli ciało prezydenta tuż po katastrofie Tu-154M na lotnisku w Smoleńsku. Byli na miejscu jako "jedni z pierwszych". Wszystko wskazuje na to, że tylko dzięki determinacji tych mężczyzn ciało Lecha Kaczyńskiego nie zostało wywiezione do Moskwy. - Słyszałem od naszych pracowników, którzy tam byli, że dwóch oficerów BOR stało nad ciałem prezydenta i nie pozwalało go nikomu tknąć - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Andrzej Duda, minister w Kancelarii Prezydenta.



Oficerowie Biura Ochrony Rządu na lotnisku w Smoleńsku nie użyli broni, funkcjonariusze BOR nie zostali zawieszeni w pełnieniu obowiązków służbowych - deklarował wczoraj gen. bryg. Marian Janicki, szef BOR. Biuro Ochrony Rządu ograniczyło się do stwierdzenia, że zabezpieczono ciało prezydenta. Tymczasem szef MSWiA Jerzy Miller jeszcze przed konferencją gen. Janickiego mówił o zabezpieczeniu trzech ciał, które nie miały być przewożone do Moskwy. Czyje to były ciała i dlaczego ostatecznie nie przetransportowano ich bezpośrednio do Polski, nie wiadomo. - Funkcjonariusze BOR we wszystkich operacjach ochronnych, w których my uczestniczymy, wykonują pracę z pełnym zaangażowaniem i determinacją. (....) Dementuję informację o użyciu broni na lotnisku w Smoleńsku przez funkcjonariuszy BOR - mówił wczoraj wyraźnie zdenerwowany gen. Janicki.


I chociaż generał Janicki zapewnił, że oficerowie BOR "nie użyli broni", to jednak dziennikarze nie mieli szansy zadać mu pytania, czy funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze. Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków i sposobu postępowania przy użyciu broni palnej określa bowiem oddanie strzałów ostrzegawczych jako czynność "przed użyciem broni".
Twierdził również, że współpraca z Rosjanami funkcjonariuszy BOR układała się dobrze. Oficerowie pracowali na lotnisku do późnych godzin nocnych, do czasu wywiezienia stamtąd ostatniego ciała. Janicki tłumaczył, że zachowanie oficerów BOR, które wykazali bezpośrednio po tej tragedii, zyskało wielkie uznanie wśród funkcjonariuszy i kierownictwa. - Funkcjonariusze ci nadal są w czynnej służbie - mówi mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR.
Zaznacza, że chodzi tu o ogół czynności, które funkcjonariusze podejmowali na miejscu katastrofy. - Nic więcej nie mogę powiedzieć - dodaje rzecznik BOR.


Tuż po lakonicznym oświadczeniu gen. Janicki zastrzegł, że nie będzie odpowiadał na żadne pytania ze strony dziennikarzy, ponieważ - jak zapewniał - ma to związek z toczącym się postępowaniem, które ma na celu wyjaśnienie przyczyn katastrofy.
W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mjr Aleksandrowicz tłumaczył, że na miejsce tragedii na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia, oprócz dwóch oficerów BOR, którzy czekali na płycie lotniska na prezydenta, przybyli potem kolejni funkcjonariusze. Rzecznik BOR nie potrafił jednak sprecyzować, ilu ich było.


BOR odmówiło "Naszemu Dziennikowi" kontaktu z oficerami, którzy byli na miejscu katastrofy. - Oficerowie ci udzielają szczegółowych wyjaśnień organom prowadzącym śledztwo, a nie prasie - stwierdził Aleksandrowicz.


Odpowiadając na pytanie, czy istnieją jakieś procedury określające postępowanie oficerów BOR w przypadku katastrofy, w której ginie głowa państwa, mjr Aleksandrowicz skwitował, że takich nie ma. Tłumaczył, że byłby problem z ich osobnym ustaleniem w przypadku każdego rodzaju katastrofy. - Gdyby to nie była śmierć w wypadku lotniczym, tylko np. samochodowym, to te procedury musiałyby być inne. Tych możliwości jest zbyt wiele, by określał je jeden dokument. Funkcjonariusze BOR zrobili wszystko, co uważali za najbardziej istotne i co trzeba było w takim wypadku zrobić - zastrzegł rzecznik BOR.

Podkreślił, że oficerowie kierowali się doświadczeniem zawodowym i byli w stałym kontakcie z kierownictwem. Na pytanie, jak zostało zabezpieczone ciało prezydenta, rzecznik BOR odpowiada tylko, że "ciało prezydenta na pewno było zabezpieczone".


Aleksandrowicz ostrożnie odniósł się do oceny samego artykułu "Naszego Dziennika" poświęconego akcji BOR w Smoleńsku. - Biuro Ochrony Rządu dementuje tylko i wyłącznie pewne nieścisłości zawarte w artykule - powiedział. Pytań związanych z katastrofą z 10 kwietnia nasuwa się coraz więcej. Otóż szef MSWiA Jerzy Miller stojący na czele polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem potwierdził wczoraj, że oficerowie byli na smoleńskim lotnisku oraz że rozpoznano i zabezpieczono ciała trzech osób. Wedle komentarza Millera, funkcjonariusze przekazali Rosjanom wolę strony polskiej, by ciał trzech zidentyfikowanych ofiar nie wywozić ze Smoleńska do momentu, aż na miejsce dotrze premier Donald Tusk. Tej kwestii BOR nie chce komentować. - Wiem, że oni [funkcjonariusze BOR] byli przy ciele prezydenta do momentu przybycia polskiej delegacji z bratem pana prezydenta i premierem Donaldem Tuskiem - mówi Aleksandrowicz.
Jak podkreśliła Małgorzata Woźniak, rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, minister był "bardzo poruszony artykułem". Praktycznie nie dając nam dojść do słowa, Woźniak nie odpowiedziała na pytania o to, czyje ciała miały nie zostać przetransportowane do Moskwy i dlaczego ostatecznie nie przewieziono ich bezpośrednio do Polski.


Wczoraj, tuż przed lakonicznym oświadczeniem szefa BOR, gen. Janicki spotkał się z szefem MSWiA Jerzym Millerem. Nie wiadomo, co było przedmiotem spotkania. BOR i resort milczą. - Dziwię się, że sprawa zachowania się oficerów BOR jest otoczona taką tajemnicą. Trudno od każdego z nas wymagać, byśmy nie interesowali się tym, co stało się z prezydentem Rzeczypospolitej i najwyższymi dostojnikami państwowymi. Jestem zbulwersowany stanowiskiem rządu, który postępuje tak, jakby nie chciał, by obywatele wiedzieli o katastrofie. Utrzymywanie tajemnicy tylko wzmaga nieufność do rządu - ocenia Antoni Macierewicz, były wiceszef MON.



Anna Ambroziak, Nasz Dziennik







Autor: Redakcja | 15/05/2010
Komentarze
#1 | dnia 01.01.1970 00:00
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney