Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Krzyż po polsku

Spór o krzyż przed pałacem prezydenckim, podobnie jak ubiegłoroczny koncert Madonny, to przykłady wykorzystywania symbolu religijnego dla celów, które z wiarą nie mają nic wspólnego - pisze Aleksander Kaczorowski w Salonie24 Newsweeka.





Zapytałem przed rokiem znajomego księdza, jakie stanowisko powinien zająć katolik w sporze o koncert Madonny na warszawskim Bemowie. Ksiądz odpowiedział krótko: – Olać. Być może najrozsądniej byłoby zastosować się do tej rady również w przypadku sporu o dalsze losy krzyża przed pałacem prezydenckim.



Tak wtedy, jak i dziś jesteśmy świadkami wykorzystania symbolu religijnego dla celów, które z wiarą nie mają nic wspólnego. To właśnie – instrumentalne traktowanie symbolu wiary przez polityków PiS, nie zaś obecność krzyża w przestrzeni publicznej – jest istotą sporu. Kolejny raz okazuje się, że różnice między PO i PiS mają przede wszystkim charakter kulturowy: Platforma zwraca się do wyborców, którzy nie dają sobie wmówić, że przeniesienie krzyża upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej z chodnika przy Krakowskim Przedmieściu do świątyni oznacza walkę z krzyżem czy kościołem. PiS natomiast – wprost przeciwnie.



Znamienna pod tym względem jest wypowiedź posłanki PiS Beaty Kempy, która powiedziała w wywiadzie dla Onet.pl: „Jeśli Bronisław Komorowski jest naprawdę katolikiem, to powinien zostawić ten krzyż właśnie pod pałacem prezydenckim”. Posłanka PiS ni mniej, ni więcej tylko insynuuje, że prezydent elekt jedynie udaje człowieka wierzącego. Taki właśnie jest sens tego zdania; gdyby chciała po prostu powiedzieć, że jej zdaniem Komorowski jako katolik powinien zostawić ten krzyż właśnie pod pałacem prezydenckim, to chyba umiałaby to zrobić. Chciała jednak powiedzieć coś zupełnie innego – że Komorowski nie jest prawdziwym katolikiem.



Wypowiedź Kempy to jednak nic w porównaniu z opiniami, jakie można znaleźć na łamach prasy katolickiej. Miesięcznik „Moja Rodzina" cały czerwcowy numer poświęcił agitacji przedwyborczej. Wywiadów gazecie udzielili m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński, Jan Pietrzak i Jan Olszewski, ale gwoździem numeru jest rozmowa z ks. Stanisławem Małkowskim, który mówi m.in.: „Prezydent oraz szefowie niezależnych od PO instytucji zostali 10 kwietnia zlikwidowani w zamachu (...). Był to nie tylko zamach stanu, ale akt wojny przeciwko Polsce. Zamach stanu jest sprawą doraźną, wewnętrzną. Tutaj mamy natomiast sojusz czynników: wschodniego, centralnego i zachodniego. W wyniku tego – przynajmniej biernego – trójporozumienia dokonała się zbrodnia o nazwie Katyń 2. (...) Bez intronizacji Chrystusa jako Króla Polski nasz kraj nie przetrwa”.



Ks. Stanisław Małkowski jest nie byle kim. To kapelan Solidarności, przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki, odznaczony w 2006 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Jeśli ktoś taki oskarża polski rząd o współudział – „przynajmniej bierny” – w zamordowaniu polskiego prezydenta i 95 towarzyszących mu osób; jeśli te oskarżenia ukazują się w piśmie sprzedawanym w kościołach w dniu wyboru następcy Lecha Kaczyńskiego; jeśli wreszcie nikt na to nie reaguje – ani rząd, ani przełożeni ks. Małkowskiego, ani wierni – to w jakim my kraju żyjemy?

Odpowiedź jest oczywista – w kraju, którego obywatele, w większości katolicy, od lat znoszą wrzaski i pohukiwanie samozwańczej grupy tzw. prawdziwych katolików. Ta grupa złożona z aktywistów politycznych i księży uzurpuje sobie prawo do występowania w imieniu wszystkich wierzących w naszym kraju. Ten skandal trwa od lat – bo przez lata polscy katolicy świecili oczami za antysemickie wypowiedzi zmarłego w ubiegłym tygodniu prałata Henryka Jankowskiego. I jeszcze długo będą świecić oczami za wierutne bzdury wygadywane w Radiu Maryja.



Milczenie większości nie oznacza akceptacji dla działań podejmowanych przez nacjonalistyczną klikę w polskim Kościele; świadczą o tym choćby wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Milczenie równa się jednak tolerowaniu poglądów i postaw, które w najlepszym razie ośmieszają polskich katolików. Rok temu grupa samozwańczych obrońców krzyża próbowała nie dopuścić do koncertu muzyki pop. Dziś politycy PiS chcą uczynić fragment chodnika przy Krakowskim Przedmieściu miejscem regularnych mityngów politycznych. W obydwu przypadkach pretekstem dla politycznej hecy jest krzyż. Tylko Madonna przynajmniej zaśpiewała.




Aleksander Kaczorowski, Salon 24





Autor: Piotr Dudała | 16/07/2010
Komentarze
#1 | stefan dnia 29.07.2010 07:22
W tych miejscsch które wymieniasz krzyży napewno nie będzie. A chory to jesteś ty! Pewnie z SLD?
#2 | sosnowiczanin dnia 18.07.2010 13:04
czekam na krzyże w tramwajach, autobusach i pociągach. chory kraj...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney