Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Napisali: Krzyż jest zgodny z konstytucją

Politycy SLD próbują nam wmówić, że w Polsce złamane zostały konstytucyjne normy rozdziału Kościoła od państwa. Nie mają racji - pisze Andrzej Grajewski w Gościu Niedzielnym.
Pretekstem do wystąpień polityków SLD stało się zamieszanie wokół krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim. Ustawionego, przypomnijmy, nie z inicjatywy Kościoła, ale harcerzy, którzy w ten sposób chcieli upamiętnić ofiary katastrofy pod Smoleńskiem oraz wyjątkowy nastrój tamtych dni. Wykorzystując konflikt, lider SLD Grzegorz Napieralski zwęszył okazję, aby na bolesnym sporze zarobić kolejnych kilka punktów u wyborców.



Program świeckiego państwa



„Po wydarzeniach, które miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim, przychodzi czas na rzetelną debatę o rozdziale Kościoła od państwa” – przekonywał lider lewicy. Kilka dni później zamiast debaty zorganizował wiec, na którym postawił tezę, że krzyż przed Pałacem Prezydenckim zagraża świeckości państwa, której Sojusz będzie teraz niezłomnie bronił. Jego partyjny kolega Tomasz Kamiński, wiceszef SLD, był bardziej konkretny. „Dzisiaj w każdej jednostce policji, straży pożarnej, szpitalu, a nawet w zakładach energetycznych mamy na etacie kapelana, który ma pensję pochodzącą z naszych podatków. To nie jest chyba standard europejski i światowy” – przekonywał. Ubolewał także, że „księża są na etatach w szkołach, gdzie nauczają religii. To są ogromne pieniądze w skali całego budżetu”. Wyciągnął wniosek, że „religia powinna być wyprowadzona ze szkół. Jej miejsce jest w sercach człowieka i w miejscach kultu, więc niech ta religia będzie nauczana, ale w salce w domu katechetycznym”.



Bezstronne, a nie laickie



Skoro działacze SLD krzyczą, że łamane są normy konstytucyjne, warto przypomnieć, co nasza konstytucja rzeczywiście mówi o stosunkach Kościoła i państwa. W art. 25 ust. 2 Konstytucji RP z 1997 r. zapisano m.in.: „Kościoły i inne związki są równouprawnione”, a także „Władze publiczne w Rzeczpospolitej Polskiej zachowują bezstronność (podkreślenie autora) w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniają swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. Zapis o bezstronności państwa wzmocniony jest w konstytucji klauzulą wolności sumienia, która stanowi, że władze państwowe i publiczne „gwarantują swobodę uzewnętrzniania przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych w życiu publicznym”. Państwu bezstronnemu nie może więc przeszkadzać krzyż przed Pałacem Prezydenckim, wzniesiony w dniach narodowej żałoby.



Wiedzą o tym politycy SLD i dlatego – nakręcając spiralę konfliktu – wolą mówić, że przekroczone zostały granice „neutralności światopoglądowej” państwa. Różnica między tymi sformułowaniami jest istotna. Gdyby w naszej konstytucji faktycznie był zapis o „neutralności światopoglądowej państwa”, o co zresztą działacze lewicy swego czasu zabiegali, mógłby on stanowić podstawę do interpretacji zakazującej manifestowania przekonań religijnych w przestrzeni publicznej. Ponieważ jednak go nie ma, a słowo „bezstronność” jest w ustawie zasadniczej wzmocnione gwarancją wolności uzewnętrzniania przekonań religijnych, można uznać, że warszawski krzyż stał się dla działaczy SLD jedynie pretekstem do wszczęcia awantury.



Obecność postaw religijnych w przestrzeni publicznej w żaden sposób nie kłóci się z zapisem konstytucji, gdyż poza wszystkim wynika z faktu, że zdecydowana większość Polaków deklaruje się jako katolicy. Nie jest złamaniem zasad „bezstronnego” państwa katecheza w szkołach, praca kapelanów czy wspieranie przez państwo wyznaniowych uczelni. To demokratyczne standardy, które obowiązują praktycznie we wszystkich, poza Francją czy Belgią, krajach unijnych, nawet w Hiszpanii, która w ostatnim czasie stała się dla Napieralskiego wzorem godnym naśladowania.



Witamy w PRL-bis


W sztabie SLD trwają prace nad dokumentem pt. „Projekt świeckiego państwa”. Ponoć zakłada on m.in. usunięcie religii ze szkół, przerwanie procesu zwrotu majątku zabranego Kościołowi w czasach PRL, czyli likwidację rządowo-kościelnej Komisji Majątkowej, cofnięcie dotacji dla uczelni katolickich, a być może także zlikwidowanie wydziałów teologicznych na świeckich uczelniach. Usunięci mają także zostać kapelani z wojska. Co ostatecznie tam się znajdzie, nie wiadomo. Z pewnością jednak można powiedzieć, że nie ma jakiegokolwiek zapisu konstytucyjnego, którego przekroczenie nastąpiłoby w ostatnim czasie i którego istnienie uzasadniałoby snucie takiej wizji relacji Kościół–państwo. W gruncie rzeczy realizacja postulatów SLD byłaby równoznaczna z powrotem do peerelowskiej polityki wyznaniowej, dążącej do wyrugowania obecności Kościoła i religii z przestrzeni publicznej.



Nie wierzę, aby taki program udało się SLD zrealizować. Jednak sam fakt, że licząca się partia rozważa przygotowanie takiego dokumentu, świadczy o tym, jak nadal silne są antykościelne fobie na lewicy. W wystąpieniach działaczy SLD często powraca sformułowanie o potrzebie budowania państwa laickiego. Z doświadczenia jednak wynika, że jeśli działacze lewicy mówili o państwie świeckim, w praktyce chodziło im o państwo wrogie religii. W PRL istniało wspierane przez państwo Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej, którego celem było wychowanie obywateli w przekonaniu, że religia jest wyłącznie ich prywatną sprawą.



Aktywiści TKKŚ zajmowali się m.in. opracowywaniem świeckiego ceremoniału ślubów, co miało być elementem państwa laickiego. O świeckim państwie wiele mówił także Lenin. Po zdobyciu władzy natychmiast przystąpił do walki z religią. Bolszewicki program wyrastał z przekonania, że zmiany społeczne są możliwe tylko wtedy, gdy będzie im towarzyszyła likwidacja religii. Ślady podobnego myślenia odnajduję w głosach działaczy SLD, mówiących o europejskich standardach, które jakoby u nas są łamane. Różnica jest taka, że kiedyś egzekutorem „neutralności światopoglądowej” była Moskwa, a teraz jest Bruksela.



Krzyż jest zgodny z konstytucją



Model nie tylko bolszewicki



Bolszewicki zapał do walki z religią miał trzy zasadnicze źródła: marksistowski ateizm, prawosławny cezaropapizm, czyli przyzwolenie na dominację państwa nad sumieniami obywateli, oraz liberalną myśl oświeceniową, traktującą walkę z religią jako wyraz postępu i wyzwolenia człowieka. Do pierwszej rozprawy państwa z religią doszło w czasie rewolucji francuskiej. Konstytucja Cywilna Kleru przyjęta 12 lipca 1790 r. zakładała pełną kontrolę państwa nad wspólnotami religijnymi.



Jakobini, do których doświadczenia bolszewicy zawsze lubili się odwoływać, negowali jakikolwiek wpływ Kościoła na wychowanie młodzieży. Represje, kasacje szkół kościelnych, a także zepchnięcie ludzi wierzących do roli obywateli drugiej kategorii były fundamentem „laickiego państwa”. W innej formie, nie tak brutalnie, lecz nie mniej konsekwentnie, antyreligijny program był realizowany we Włoszech w II poł. XIX w., kiedy powstało państwo włoskie. Jeden z jego twórców, Camil Cavour, definiował laickość państwa w powiedzeniu: „wolny Kościół w wolnym państwie”. Jednak istotą tego projektu była separacja wroga. W warunkach sowieckich ta polityka przybrała formę ekstremalną. Wiarę w Boga zastąpił ateizm państwowy.



Dokończyć dzieło ojców?



Rzecz jasna młodzi liderzy SLD nie propagują dzisiaj marksizmu. Lecz gdy powtarzają frazesy o „neutralności światopoglądowej państwa” i potrzebie budowania państwa laickiego, używają kalek pojęciowych z czasów PRL. Wyrażają one pragnienie, aby państwo bynajmniej nie było neutralne, ale spychało religię na margines życia. Historia pokazała, że taki program można zrealizować. Nigdy jednak nie wychodziło z tego nic dobrego, ani dla państwa, ani dla obywateli.



Andrzej Grajewski, Gość Niedzielny






Autor: Redakcja | 28/08/2010
Komentarze
#1 | anonim dnia 30.08.2010 07:41
Neutralność światopoglądowa państwa - jest według tego człowieka frazesem...No i wszystko jasne.
#2 | Warszawiak dnia 29.08.2010 21:47
Osoby które " wymyśliły, zamówiły wykonanie i przyniosły " na Krakowskie Przedmieście, ten sławetny Krzyż... są ogólnie znani z imienia i nazwiska. Do pewnego czasu niezwykle się swą inicjatywą chwaliły ale ostatnio tak jakoś dziwnie zamilkli. Do stolicy jest kawalek wiec pewnie nie wiecie tu o kogo chodzi. Piotr Trąbiński, Michał Pałamarz, Franciszek Podlacha oraz Michaś Kuczmierowski. To są własnie Ci wielokrotnie wspominani "HARCERZE" - właściciele krzyża którzy swoje politykierstwo chcieli zamaskować pomysłem warszawskich dzieciaków w mundurkach.
Wszyscy Oni są przede wszystkim aktywnymi czynnymi działaczami warszawskiego PIS-u, bliskimi współpracownikami Antka Maciarewicza i jego teamu politycznego... a ponieważ pełnią rownież funkcje instruktorów ZHR ( nie mylić z ZHP ) - stąd mityczne opowiastki że krzyż "spontanicznie" postawili harcerze. Normalni harcerze z ZHP zostali w to sprytnie wciagnieci i wmanipulowani gdy Krzyż ZHR-u już stał a harcerze i harcerki pelnili tam tylko służbę porządkową !
Tu w Warszawie, coraz mniej ludzi w to wierzy, mieszkańcy są pewni że cała ta kompromitująca checa miała i ma jeden cel - utudnić Prezydentowib Komorowskiemu pełnienie swej funkcji.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney