Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


30. rocznica upadku Edwarda Gierka

Przed 30 laty - 6 września 1980 r. obradujące w Warszawie VI plenum KC PZPR "w związku z chorobą" zwolniło z funkcji I sekretarza Edwarda Gierka. Zdaniem prof. Antoniego Dudka prawdopodobnie pierwszymi członkami kierownictwa PZPR, którzy uznali, że najlepszym sposobem rozwiązania kryzysu będzie usunięcie Gierka był nadzorujący aparat bezpieczeństwa Stanisław Kania i współpracujący z nim gen. Wojciech Jaruzelski.





Na początku 1980 r., Edward Gierek wieloletniego premiera Piotra Jaroszewicza zastąpił Edwardem Babiuchem. Jednak prawdziwą personalną karuzelę, która miała uchronić go od upadku, I sekretarz uruchomił dopiero w drugiej połowie sierpnia. W czasie, gdy na Wybrzeżu i w innych rejonach kraju setki tysięcy strajkujących zastanawiały się nad tym czy władze zgodzą się na 21 postulatów gdańskich stoczniowców, w Warszawie trwała walka o władzę.




Mieczysław Rakowski po powrocie z urlopu na Mazurach zapisał w swoim dzienniku: "Strajki trwają bez przerwy od 40 dni. Kierownictwo partii i rządu milczy. Gierek jest na Krymie, opala się. To wprost niewiarygodne".



Jednak urlop Edwarda Gierka tym razem miał na celu coś więcej niż tylko opalanie się nad Morzem Czarnym. "Wyjechałem na Krym, aby Rosjanom pokazać, że sprawa strajków nie jest poważna. Był to mój swoisty blef i kamuflaż przed światem" - opowiadał po latach.



Blef się jednak nie udał. Jeśli wierzyć wspomnieniom szefa polskiego sektora w KC KPZR Piotra Kostikowa, to spotkanie I sekretarza z Leonidem Breżniewem na Krymie, ostatnie zresztą w historii ich kontaktów, nie należało do najprzyjemniejszych. Wprawdzie schorowany przywódca ZSRR miał już wówczas ograniczony kontakt z rzeczywistością, ale autorzy tekstu, który z trudem odczytał z kartki, nie szczędzili swemu gościowi słów krytyki. Poparcie Kremla malało wprost proporcjonalnie do rozszerzania się strajków.



Tymczasem 14 sierpnia, a zatem w dniu, w którym rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej, do Gierka zadzwonił Babiuch, informując, że Biuro Polityczne wzywa go do natychmiastowego powrotu do kraju. Następnego dnia I sekretarz znalazł się w Warszawie. Od chwili powrotu jego dymisja wisiała w powietrzu.



Według prof. Dudka, najprawdopodobniej pierwszymi członkami kierownictwa PZPR, którzy uznali, że najlepszym sposobem rozwiązania narastającego kryzysu będzie pozbycie się Gierka był nadzorujący aparat bezpieczeństwa Stanisław Kania i współpracujący z nim gen. Wojciech Jaruzelski.



Przełomowe znaczenie miało pod tym względem posiedzenie Biura Politycznego 21 sierpnia, a zatem jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Gdańsku między MKS i delegacją rządową z Mieczysławem Jagielskim na czele. Ku zaskoczeniu I sekretarza, kilku członków Biura zaczęło wtedy wspominać o konieczności "przegrupowania personalnego" i w tym kontekście deklarować gotowość do złożenia dymisji. Gierek zareagował na to nerwowo mówiąc: "Gdyby mnie teraz usiłowano zmienić, byłoby to nie tylko nieuczciwe i niesprawiedliwe, [ale] byłoby wręcz głupie, bo zaczną się naciski i będziemy zmieniać władze w nieskończoność". Sprzeciwiał się też dymisji premiera Babiucha.



Jednak rosnąca presja ze strony zwolenników rekonstrukcji kierownictwa PZPR, którym kolejnych argumentów dostarczała stale rosnąca liczba strajkujących zakładów, sprawiła, że już następnego dnia Gierek znalazł się w trudnym położeniu. Lawinę uruchomił atakowany za fatalne wystąpienie telewizyjne premier Babiuch, który 22 sierpnia podał się do dymisji.



"W gruncie rzeczy ten ruch sparaliżował mnie" - oceniał po latach Gierek, ale na posiedzeniu Biura oświadczył: "Ja nie stawiam się do dyspozycji, chociaż mój autorytet został podmyty". Na tyle znacząco, że los Babiucha w ciągu następnych dwóch dni podzieliło także kilku innych ludzi, którzy przez minioną dekadę należeli do grona najbliższych współpracowników Edwarda Gierka. "Byłem osamotniony" - pisał w pamiętnikach Gierek o swym położeniu pod dokonaniu tych zmian.



Aby przetrwać, osłabiony I sekretarz musiał nie tylko doprowadzić do przerwania strajków, których większość zakończyła się z chwilą podpisania porozumień w Szczecinie i Gdańsku (30 i 31 sierpnia). Konieczne było też stworzenie patowej sytuacji w kierownictwie partii poprzez postawienie na drodze Kani do władzy kogoś, kto byłby w stanie go zatrzymać. Takim człowiekiem był Stefan Olszowski, który na początku roku został "zesłany" do Berlina Wschodniego na stanowisko ambasadora. Po odejściu Babiucha, Gierek chciał uczynić nowym premierem właśnie swego dawnego wroga.



Gdyby mu się to udało, stworzyłby przeciwwagę dla Kani, a rywalizacja obu polityków mogłaby na dłużej odwlec zmianę na stanowisku I sekretarza. Jednak 24 sierpnia okazało się, że Gierek nie był już w stanie przeforsować kandydatury Olszowskiego, a nowym szefem rządu został bezbarwny i związany z Kanią oraz z Jaruzelskim Józef Pińkowski.



Na początku września Edward Gierek wciąż stał na czele partii, ale wszyscy lepiej zorientowani towarzysze pielgrzymowali już z wyrazami szacunku i poparcia do Kani. W południe 4 września odwiedził go Rakowski. "Powiedziałem, że powinien zostać I sekretarzem KC" - zanotował w dzienniku. Aby tak się stało, Gierek musiał jeszcze dostarczyć wyraźnego pretekstu do natychmiastowego odwołania go ze stanowiska. Uczynił to w nocy z 4 na 5 września, gdy zasłabł w swej rezydencji w Klarysewie. Przybyli natychmiast lekarze zarządzili przewiezienie Gierka do kliniki w Aninie.



Następnego dnia Kania zadzwonił do Moskwy z informacją o chorobie przywódcy, a wieczorem - po otrzymaniu od Breżniewa "zapewnienia o poparciu moralnym, politycznym i ekonomicznym" - pozwolił się wybrać na stanowisko I sekretarza KC PZPR.



(więcej informacji na temat Sierpnia 1980 roku na Portalu Historycznym dzieje.pl prowadzonym wspólnie przez Polską Agencję Prasową i Muzeum Historii Polski).




Źródło: PAP



Autor: Redakcja | 04/09/2010
Komentarze
#1 | PAWLO dnia 08.09.2010 13:32
Jak o Gierku, to i o zakonnicach, śmiech to zdrowie.Siostra zakonna zwołała zebranie sióstr z jej zakonu. I mówi:
- wczoraj w naszym zakonie był mężczyzna!
Zakonnice na to:
- uuuuuuuuuuuuu...
A tylko jedna
- hihihi!
Siostra mówi znów:
- znalazłam jego bieliznę i prezerwatywę
Wszystkie zakonnice
- uuuuuuuuuuuu...
A tylko jedna
- hihihihihi.....
Siostra kontynuuje:
Ale, jego prezerwatywa była dziurawa!!!
Wszystkie:
- hihihihihi.....
A tylko jedna:
- uuuuuuuu....
#2 | anonim dnia 07.09.2010 09:40
słodki Boże nie pomoże, wszyscy wiedzą, że Gierek to Wielkie G.!
#3 | Kano K. dnia 06.09.2010 12:22
Gdzie jest Stasiu Iż...Bardzo brakuje mi jego tekstów.Czyżby p. Dudała wycinał go, zanim coś ktoś zdąży przeczytać? Szkoda, był równowagą dla wielu idiotycznych i prymitywnych tekstów.Chyba był jak cierń dla tej redakcji.
#4 | anonim dnia 06.09.2010 09:44
Jak to skąd? Przeciez sam episkopat publikuje dane. Cały czas utyskuje, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła.To samo w Naszym Dzienniku.Nawet wczoraj były publikowane dane OBOP-u, że tylko 46% rodziców chce, aby ich dzieci uczyły sie religii w szkole.Wola dla swoich dzieci etykę, której praktycznie w szkołach nie ma.
#5 | anonim dnia 06.09.2010 09:00
skąd ty masz takie dane, że chodziło kilka razy więcej?
#6 | anonim dnia 06.09.2010 08:32
To jednak dziwne...W czasach, gdy nie było religii w szkołach, ani nie było konkordatu, kilka razy więcej ludzi chodziło do kościoła.Teraz tym jest znacznie gorzej.Pomimo religii w szkołach, młodzi ludzie jednak sa w nieporównywalny sposób bardziej rozpasani.Jednak za PRL-u nie była takiego bandytyzmu w szkołach jak dzisiaj.A zresztą równiez poza nią...Więc chyba nie o to chodzi.
#7 | wracając do tematu... dnia 06.09.2010 08:30
Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle slysza krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę. Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobieta. Gazda mówi:
- Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupie, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije!
Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta:
- Gazdo, a tak naprawdę o co poszło?
- Przeca nie powiem obcemu, ze mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła.
#8 | Moher dnia 06.09.2010 08:18
całe szczęście, że jest konkordat i nauczanie religii, gdyby nie tego nie było, to panowałoby powszechne rozpasanie, a tak ludzie choc trochę mają Boga w sercu!
#9 | anonim dnia 06.09.2010 08:07
Ale przecież tak jest...Nie można udawać, że jest inaczej.Czyżby działania kościoła nie podlegały krytyce, ani nawet ocenie???Ludzie coraz więcej zaczynaja widzieć i mysleć. A to dobrze.
#10 | anonim dnia 06.09.2010 07:45
główny atak, jak zwykle na kościół!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney