Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Gorzej, niż gołębie…

Ile tylko jest słupów ogłoszeniowych, latarni ulicznych, barierek między jezdnią a chodnikiem, przystanków autobusowych, drzew rosnących w pobliżu drogi, skrzynek listowych w domach, kawałków trawnika na osiedlach, tyle właśnie jest (a będzie pewnie jeszcze więcej) w Sosnowcu reklam wyborczych. Nawet gołębie, radośnie zdobiące odchodami twarz Jana Kiepury na Patelni, nie mają takiego przerobu, jak drukarnie działające na zlecenie komitetów wyborczych.





W okresie przedwyborczym przydałaby się jakaś akcja społeczna zaopatrzona starym, poczciwym napisem „szanuj zieleń”. A do tego limitowanie nakładów materiałów reklamowych dla każdego komitetu. Niech wykupują powierzchnie reklamowe dostępne w mieście (jest ich wystarczająco dużo, na co zresztą często narzekają mieszkańcy mówiąc, że w Sosnowcu pstrokato od bannerów jak na ruskiej choince od cukierasów w sreberkach), a jeśli kogoś nie stać, zawsze pozostaje do dyspozycji Internet, albo (a nawet przede wszystkim) bezpośrednie kontakty z potencjalnymi wyborcami.




Ale nie… przecież łatwiej jest machnąć sobie na domowej drukarce albo w zaprzyjaźnionej firmie reklamowej (wszak dzięki kryzysowi potaniał druk) tysiączek plakatów, trzy tysiączki ulotek, a i specjalnie dopasowane do szerokości bramek zabezpieczających przystanki tramwajowe zgrabne banerki niskim kosztem da się wyprodukować. Potem wystarczy zebrać się w kilku chłopa i hejże na miasto! Naklejamy, mocujemy, przytwierdzamy jak i gdzie się da - w imię skutecznego marketingu i dobra społecznego.



Gdyby zebrać te wszystkie plakaty, te wszystkie ulotki i wizytówki, które łaskawie eksponują przed nami kandydaci i obliczyć, ile drzew trzeba było wyciąć do produkcji papieru, którego kartki łaskawi byli przyozdobić wizerunkiem własnej fizis, wyszedłby nam pewnie jakiś spory lasek. A z lasku owego moglibyśmy zrobić oazę spokoju, który nam szanowni kandydaci - nachalnie i nieustannie przypominając o własnych aspiracjach politycznych (a my im musimy zadośćuczynić, rzecz jasna) – odebrali. Palec pod budkę, kto się cieszy, że te wszystkie plakaty musi co dzień oglądać. Jakoś nie widzę…




Za to, jeśli jeszcze raz, po przejechaniu całego miasta (co rusz natrafiając na gębę tego i owego) wejdę do swojej klatki, otworzę skrzynkę na listy i zobaczę te wszystkie wizytówki i ulotki, za spokój ducha nie ręczę. Nawet kredyty-chwilówki (i to mimo okresu przedświątecznego i listopadowej „akcji znicz”) nie są tak aktywne w produkowaniu tych strzępków zwanych szumnie ulotką reklamową! A zawsze naiwnie myślałam, że większego producenta makulatury od chwilówek nie ma.




Ale nie… Jest! Bo gdyby zrobić quiz, ilu z szanownych państwa, zanim mi wrzucili te swoje ulotki, zanim okleili słupy i latarnie, zanim sobie zbudowali strony internetowe z programami wyborczymi… ilu z nich prowadziło podobne działania promocyjne dwa, pięć, czy 12 miesięcy temu, lasu rąk (ani żadnego innego lasu) bym już z tych kandydatów nie uzbierała.




I tu dochodzimy do zagadnienia skuteczności owego plakatowania dyktowanego zrywem przedwyborczym (mówiąc nieelegancko – pragnieniem koryta). Bo się wylewa dziecko z kąpielą pokazując, jak bardzo się spieszy do rozpoznawalności przed wyborami, a tym samym jak bardzo się jeszcze kilka miesięcy temu nic w tej sprawie nie robiło. Ja, za przeproszeniem, pomnikiem Kiepury nie jestem i się nachalnym gołębiom tanimi odchodami przyozdobić nie dam. I nie liczyłabym na to, że inni mieszkańcy na taki „marketing” polecą.



Autor: Ilona Pawłowska, http://www.ipawlowska.blogspot.com/



Autor: Redakcja | 28/10/2010
Komentarze
#1 | ale @Rambo dnia 31.10.2010 16:25
z ciebie prymityw !
#2 | qrwq dnia 30.10.2010 16:58
Wszystkich którzy współczuli Radeberkowi tamtego Pana z 29.X chce pocieszyć bo widzialem go dzisiaj na Sienkiewicza jak lał właśnie na taki kijek z tabliczką. Widać sie psinie poprawilo bo lał dość wysoko, oblał dokumentnie całą tabliczke z napisami. Z drugiej strony to chyba będzie przykro tym od tabliczek, tyle dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty propagandowej, na nic.
#3 | Rambo dnia 30.10.2010 16:20
Ta, rozwija - chyba jak srajtaśma. Weź nie zamulaj z takimi wpisami. Kto ci uwierzy w takie bajki.
#4 | qwrq dnia 30.10.2010 14:27
Tak zrobie, ale póki co stało sie to co sie stało i ktoś będzie zmuszony ponieść za to odpowiedzialność. Z tego co dowiedziałem sie u prawnika sa dwie możliwości, albo zarządca drogi jeśli wydał zgodę na umieszczenie tego drzewca, albo komitet adamca jeśli umieścił to tam bez zgody zarządcy. Sprawa sie rozwija.
#5 | Rambo dnia 30.10.2010 13:47
Do qwrq, jak upadłes na twarz to może ci sie wbiło do łba na kogo masz głosować, a jak nie umiesz na rowerze jeździc to sobie na początek przymocuj takie dwa małe kółka z tyłu dla utrzymania równowagi
#6 | qwrq dnia 30.10.2010 03:52
nie dmucham męskich patroli!
#7 | Qwrq dnia 29.10.2010 21:42
A ja to miałem jeszcze gorzej. Idę sobie z moim pieskiem Radeberkiem po chodniku i piesek zobaczyl tą mała wysepkę zieleni na Sienkiewicza. Jak to piesek podniósł łapke aby się wylać na trawkę... a tu nagle runął na niego jakiś słabo wbity w trawę patyk z tabliczką. Radeberek tak się wystraszył że dotąd nie może sie wysikać. Byłem z nim u weterynarza, ten zbadał pieska i doradził napisać o tym do Animalsa i TOZ.
...a propos Qrwq - ile wydmuchałeś temu patrolowi?
#8 | Qrwq dnia 29.10.2010 20:55
Korzystając z pięknej pogody jeździłem sobie rowerkiem po naszym pięknym mieście. Tak sie mieszczęśliwie złożyło, że nie zachowawszy równowagi (nie ze swojej winy) zachwiałem sie i upadłem twarzą i żebrami na umieszczona przy jezdni drewniana tablicę raniąc sobie twarz i brzuch. Okazało sie, ze tablica na która upadłem to reklama Adamca. Do kogo teraz mam zgłosić sie po zadośćuczynienie? Patrol Policji spisał tylko dane i doradził skierować sprawe do prokuratury.
#9 | hh dnia 29.10.2010 20:02
nie przesadzaj
#10 | ludek dnia 29.10.2010 20:01
musi bo go pomylą z innym.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.



Przenajświętsze Oblicze

Znajdź nas na Facebooku

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney