Czytanie na dziś

Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak


Gosiewska: Tusk posłał prezydenta Kaczyńskiego na pewną śmierć

"Rząd Tuska posłał na śmierć prezydenta Kaczyńskiego. Piloci mieli błędne informacje, byli dezinformowani, nie mamy wiedzy, jak ten lot był monitorowany na wyższym szczeblu. Rząd powinien podać się do dymisji po takiej katastrofie. Putin z Tuskiem grają wspólną grę. Cały czas nami manipulują. Putin tresuje Tuska i rząd polski, i co jakiś czas pokazuje tę tresurę. Rodziny ofiar smoleńskich od dziewięciu miesięcy, jak i całe społeczeństwo poddawane są dezinformacji metodami rodem z KGB. Premier Tusk posłał prezydenta Kaczyńskiego na pewną śmierć, tak to wygląda" – powiedziała w pierwszej części rozmowy z Onet.pl Beata Gosiewska.



Na pytanie, czy zamierza przyjąć ćwierć miliona złotych zadośćuczynienia, żona Przemysława Gosiewskiego odpowiedziała: "Na razie to jest propozycja medialna. Ja dowiedziałam się o tym od dziennikarzy. To indywidualna prywatna sprawa każdej z rodzin. Polski rząd próbuje przekonać społeczeństwo, że my żądamy kasy - to przykre. Rząd próbuje nas zdyskredytować. Nikt nas wcześniej nie raczył o tym powiadomić. Premierowi zabrakło taktu i wyczucia po raz kolejny. Tusk mówił, że nie jest robotem wydrążonym z emocji, a tak się właśnie zachowuje. Mamy do czynienia z kolejną manipulacją polskiego rządu, który chce pokazać, że kwestie finansowe są dla rodzin najważniejsze, a przecież to jest nieprawda. Nam nie chodzi o żadne pieniądze".

Z Beatą Gosiewską, żoną Przemysława Gosiewskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Jacek Nizinkiewicz.


Jacek Nizinkiewicz: Pamięta pani swoją pierwszą myśl, gdy dowiedziała

 

Beata Gosiewska: To było wielkie niedowierzanie, że mogło do tego dojść. Moja córka wtedy trafnie powiedziała: "To się nie mogło zdarzyć!" . Gdy zobaczyłam roztrzaskany wrak samolotu, zrozumiałam, że zdarzyło się najgorsze.

- Jakie były pierwsze odpowiedzi na pytanie: dlaczego?

 - W pierwszych minutach i godzinach po katastrofie myślałam, że to był zwyczajny wypadek, ale z biegiem czasu, gdy zaczęłam analizować zachowanie strony rosyjskiej i polskiej, to zaczęła mi świtać myśl, że mogło dojść do zamachu. Z każdym dniem to przekonanie było mocniejsze.

- Po ponad dziewięciu miesiącach, jak odpowiada sobie pani na pytanie: dlaczego doszło do katastrofy smoleńskiej?

- Do katastrofy smoleńskiej nie doszłoby, gdyby nie wielka nienawiść strony rządowej do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nienawiść i chęć ośmieszenia doprowadziła do zaniedbania bezpieczeństwa prezydenta, a co za tym idzie również wszystkich pasażerów TU-154 M włącznie z moim mężem. To, co rząd robił, porozumiewając się z Moskwą, zakrawa na zdradę. Pytanie tylko, jak to się dokładnie odbyło. Myślę, że szybko się tego nie dowiemy. Już w chwili katastrofy ogłoszono jej przyczyny, które przez ponad 9 miesięcy są wmawiane całemu światu. Błąd pilotów, naciski i mgła - to powody, które były od pierwszych chwil podawane. To też potwierdza MAK, na zlecenie polskiego rządu.

- MAK podał przyczyny katastrofy TU-154 M na zlecenie polskiego rządu?

- Tak, sama Tatiana Anodina powiedziała, że MAK działał na zlecenie polskiego i rosyjskiego rządu. MAK nigdy nie powinien był badać tego wypadku, bo ta instytucja jest nieobiektywna i sądziła we własnej sprawie.

- A kto powinien badać przyczyny tej katastrofy?

- Niezależni obiektywni eksperci, którzy nie wikłaliby się w polityczne manipulacje, z którymi mamy do czynienia od prawie 10 miesięcy. Sam sposób ogłoszenia raportu MAK był polityczny, a nie merytoryczny. W Rosji nie ma niezależnych instytucji, tam wszystko podporządkowane jest władzy. Premier polskiego rządu po katastrofie wmawiał Polakom, że Rosja obiektywnie zbada przyczyny katastrofy. Słowa Tuska, że nie ma powodów, by nie wierzyć Rosjanom, były skandaliczne. Tusk nad ciałami stu osób buduje pojednanie z Rosją. Dlaczego dla premiera polskiego rządu ważniejsze są stosunki z Moskwą niż wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej?

- A są powody, dla których polsko-rosyjskie relacje mogą ulec pogorszeniu?

- Jestem za tym, żeby relacje polsko-rosyjskie były jak najlepsze, ale nie można ich budować na kłamstwie, manipulacji i obłudzie. My rodziny, osoby pokrzywdzone, wiemy jak prowadzone jest śledztwo. Jak skandalicznie prokuratura rosyjska przekazuje dokumenty. Widzimy wzruszenie ramion prokuratorów polskich na pytanie, kiedy Rosja przekaże nam dokumenty, a szef rządu i prokurator generalny mówią wszem i wobec, że współpraca polsko-rosyjska układa się wzorowo. To przecież kłamstwo, o którym rodziny ofiar smoleńskich dobrze wiedzą, bo z prokuraturą mamy ścisły kontakt od samego początku.

- Przecież premier, przedstawiciele rządu i prokurator generalny spotykali się z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej i tłumaczyli wszelkie wątpliwości i odpowiadali na pytania.

- Ale te spotkania z rządem - pierwsze dopiero w listopadzie – odbyły się dopiero po wielu prośbach i wielu pytaniach, na które nie dostawaliśmy odpowiedzi. Widząc jak niszczeje wrak, już w czerwcu poprosiliśmy rząd o to, żeby domagał się zwrotu wraku polskiego samolotu - bez efektu. To polski minister zgodził się, żeby czarne skrzynki, czyli najważniejsze dowody, zostały w rękach rosyjskich na bliżej nieokreślony czas. Strona polska nie ma kontroli nad kluczowymi dowodami.

- Czy według pani istnieją jakieś przesłanki sugerujące manipulację dowodami przez stronę rosyjską?

- "Misja specjalna" pokazała jak niszczono wrak TU-154 M. Rząd polski nie widział w tym problemu. W raporcie MAK poruszano tylko te wątki, które nie dotyczyły winy strony rosyjskiej, a są chociażby nagrania rozmów kontrolerów.

- Rząd wystąpił o zabezpieczenie wraku, który wkrótce zostanie oddany stronie polskiej.

- Ale kiedy? Przecież dowody powinny być zabezpieczane od pierwszych minut po zdarzeniu. Prezydent Miedwiediew sugerował, że raczej nie nastąpi to wkrótce.

- Obwinia pani Rosję o doprowadzenie do tragedii smoleńskiej?

- Nie chcę mówić o czyjejkolwiek winie. Wiem, że doszło do ogromnych, wręcz niewiarygodnych, być może celowych, zaniedbań po obu stronach. Żadne inne państwo nie pozwoliłoby na tak skandaliczne zaniedbania bezpieczeństwa głowy swojego państwa.

- Do podobnych zaniedbań przecież już dochodziło. Na przykład kiedy w Smoleńsku lądował premier Tusk, a wcześniej w 2007 r. prezydent Kaczyński, kiedy premierem był Jarosław Kaczyński. Idąc tym tokiem rozumowania, to organizacja wizyt wtedy też mogła doprowadzić do tragedii.

- Nie boję się tego powiedzieć: polski prezydent wraz z całą delegacją został posłany na śmierć. Rząd Tuska posłał na śmierć prezydenta Kaczyńskiego. Piloci mieli błędne informacje, byli dezinformowani, nie mamy wiedzy, jak ten lot był monitorowany na wyższym szczeblu. Rząd powinien podać się do dymisji po takiej katastrofie. Nie mówię personalnie, ale przecież w każdym demokratycznie działającym państwie takie są standardy. Putin z Tuskiem grają wspólną grę. Cały czas nami manipulują. Putin tresuje Tuska i rząd polski, i co jakiś czas pokazuje tę tresurę.

 

- Może lepiej wstrzymać się z takimi mocnymi słowami. Czy nie warto poczekać z oskarżeniami do zakończenia prac komisji Jerzego Millera i zakończenia działań prokuratorskich?

- Proszę mi wierzyć, że ja oddzielam moje uczucia od tego, co się dzieje. Wypowiadam się ze spokojem, rezygnacją i brakiem wiary w to, że ta sprawa zostanie wyjaśniona, a winni ukarani. Mój ból osobisty i ból wielu rodzin nie może powodować, że nie będziemy żądać prawdy. Rodziny ofiar smoleńskich, od dziewięciu miesięcy, jak i całe społeczeństwo poddawane są dezinformacji metodami rodem z KGB. Rząd polski, który jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską, za którą jeszcze nie odpowiedział, i mam wrażenie, że nie odpowie, usiłuje ją wykorzystywać do swoich sukcesów politycznych przed wyborami parlamentarnymi. Premier Tusk zamiast odpowiedzieć w Sejmie merytorycznie, tylko pokrzykiwał na posłów opozycji, a jego minister mówił: milczcie i słuchacie. To niedopuszczalne.

- Słowami: "polski prezydent wraz z całą delegacją został posłany na śmierć" przed wyjaśnieniem przyczyn tragedii już wprowadza pani tony oskarżycielskie i nie przyczyni się pani tym do wyjaśnienia tej tragedii, ale raczej do wprowadzenia jeszcze większego chaosu.

- Ale taka jest prawda, że polski prezydent wraz z całą delegacją został posłany na śmierć przez rząd Donalda Tuska! Wizyta była nieprzygotowana i nie mogę wierzyć w to, że był to przypadek. Premier Tusk posłał prezydenta Kaczyńskiego na pewną śmierć, tak to wygląda. Polska prokuratura nie jest w posiadaniu dowodów, tylko otrzymuje to, co przekaże jej strona rosyjska. Dowody wciąż pozostają w rękach rosyjskich. Pytanie, czy one nie zostały już zniszczone lub zmanipulowane. Dlaczego tak wygląda wrak samolotu? Jak prokuratura polska, czy też tzw. komisja Millera może wykluczyć wybuch na pokładzie samolotu, jeżeli polscy eksperci nie mają dostępu do wraku. Dlaczego samolot, który spadł z kilku metrów, wygląda jak po zamachu bombowym? Jakie siły działające na ten samolot dokonały tak straszliwych zniszczeń? Wciąż nie ma odpowiedzi na to pytanie, nikt tego nie bada. Zamach i eksplozję wykluczono w zasadzie bez badań zaraz po katastrofie. W mediach również to temat tabu - pytanie dlaczego?

- Zadała pani to pytanie premierowi?

- Nie zdążyłam. Zdążyłam zadać tylko jedno pytanie, na które premier nie odpowiedział mi merytorycznie. Premier nie chciał się spotkać z rodzinami ofiar, żeby cokolwiek wytłumaczyć, ale żeby nas obrażać i wyprowadzać z równowagi. Na pierwszym spotkaniu mówił nie na temat, a na drugim kpił sobie, szydził z naszych pytań i wyśmiewał, a w końcu nakrzyczał na panią Kochanowską. Ja miałam tylko jedno pytanie, a właściwie prośbę do premiera o odpowiedź tak/nie, czy premier zgłosi się dobrowolnie do prokuratury wraz ze swoimi ministrami i złożą zeznania pod przysięgą. Wtedy będziemy mieli podstawy sadzić, że premier mówi prawdę. Na pierwszym spotkaniu z rodzinami powiedział, że spotkanie jest nagrywane, a treść tych rozmów stanowi informację publiczną i apelował, aby rodziny powściągnęły emocje. Jednak gdy na drugim spotkaniu premier zaliczył wpadkę i obraził panią Kochanowską, to na żądanie rodzin i naszych pełnomocników o upublicznienie nagrań ze spotkania pan Arabski nam odpisał, że to nie jest informacja publiczna, bo w spotkaniu brały udział osoby prywatne. Ktoś tu kłamie. Albo premier kłamał na pierwszym spotkaniu, albo minister Arabski w piśmie do nas.

- Czy zamierza pani przyjąć ćwierć miliona zł zadośćuczynienia jako propozycję ugodową Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa dla członków rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej?

- Na razie to jest propozycja medialna. Ja dowiedziałam się o tym od dziennikarzy. To indywidualna prywatna sprawa każdej z rodzin. Polski rząd próbuje przekonać społeczeństwo, że my żądamy kasy - to przykre. Rząd próbuje nas zdyskredytować.  Nikt nas wcześniej nie raczył o tym powiadomić. Premierowi zabrakło taktu i wyczucia po raz kolejny. Tusk mówił, że nie jest robotem wydrążonym z emocji, a tak się właśnie zachowuje. Mamy do czynienia z kolejną manipulacją polskiego rządu, który chce pokazać, że kwestie finansowe są dla rodzin najważniejsze, a przecież to jest nieprawda. Nam nie chodzi o żadne pieniądze. Premier powiedział nam bardzo szczerze podczas spotkania, że im bardziej ktoś był odpowiedzialny za zorganizowanie tej wizyty, to tym bardziej będzie blokował wyjaśnienie przyczyn tragedii. Rząd polski był odpowiedzialny za zorganizowanie podróży prezydenta Kaczyńskiego i teraz nie jest zainteresowany wyjaśnieniem przyczyn tragedii smoleńskiej. Ci ludzie – m.in. premier Tusk - są sędziami we własnej sprawie. My nie żądaliśmy od premiera polskiego rządu pieniędzy, my żądamy wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Informacją o odszkodowaniach próbuje się nas zdyskredytować. Premier i rząd nas nie wspiera, tylko dokonuje ciągłej manipulacji medialnej. Jesteśmy tylko pomawiani w mediach. Ja już byłam pomawiana z imienia i nazwiska przez panią Hannę Gronkiewicz-Waltz i panią Julię Piterę. Zupełnie bezpodstawnie.


Koniec części pierwszej.

Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz

źródło: www.onet.pl



Autor: Piotr Dudała | 23/01/2011
Komentarze
#1 | Jerzy dnia 24.01.2011 17:49
Poważnie ? Kiedy ?
#2 | Maria dnia 24.01.2011 17:33
złożył rezygnację?
#3 | Jak to ???! dnia 24.01.2011 17:29
Dudała juz nie jest członkiem PO ?
O!!
#4 | PAWLO dnia 23.01.2011 19:16
Sądząc po artykułach, będzie w PiS tukach!!!! A, Pani Gosiewska niech zajmie sie dziećmi, jak je Ma, a nie "pierniczy, jak mały Kazio po dużym piwie".
#5 | Ciekawy dnia 23.01.2011 16:39
Nie jest? Wywalili? To co teraz, LPR czy PiS? ZCHN-u już chyba nie ma, rozpadł się ze względu na ogromne poparcie...
#6 | @MW dnia 23.01.2011 11:48
Pan Piotr nie jest już członkiem PO.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?